Zamiast ciąć wydatki, planują ich wzrost. Budżety tzw. świętych krów rosną nawet czterokrotnie szybciej niż średni wzrost budżetu państwa. Żaden nie utrzymał kosztów na tegorocznym poziomie.

Zaczyna się coroczny taniec wokół świętych krów. Pod tą niezbyt miłą nazwą kryją się duże instytucje państwowe, które same wysyłają propozycje swoich budżetów do ministra finansów, a ten wpisuje je bez zmian do projektu budżetu. Dopiero podczas prac w Sejmie posłowie zaczynają przyglądać się wydatkom. I mogą je zmienić.

Rekordzistką jest Państwowa Inspekcja Pracy, która na 2011 zaproponowała budżet większy aż o 14 procent niż w tym roku – realny wzrost wyniósłby 40 mln złotych.

Mają pilne potrzeby

Niewiele mniejszy wzrost wydatków zakładają trzy inne instytucje. Najwyższa Izba Kontroli chce budżetu wyższego o 13 procent, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji oraz IPN – 12 procent. Wszystkie wzrost wydatków tłumaczą identycznie – że w poprzednich latach kilkakrotnie i w bardzo restrykcyjny sposób zmniejszano im budżety, co doprowadziło do zaniechania ważnych inwestycji.

– Chude lata spowodowały, że musimy nadrabiać zaległości w inwestycjach informatycznych. Ujednolicenie baz danych to w tej chwili kluczowy projekt dla NIK – mówi rzecznik izby Paweł Biedziak.

IPN potrzebuje 26 mln na wybudowanie siedzib w Warszawie i Katowicach. Rzecznik instytutu Andrzej Arseniuk tłumaczy, że instytut w Warszawie musi zwolnić lokale, które teraz wynajmuje. Nowej siedziby wymaga także archiwum. Podobnie jest w Katowicach.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie bawi się w żadne subtelności: potrzebuje pieniędzy, bo za mało ich dostawała w minionych latach.

Rosną, bo przyszli swoi

Od 2008 roku Platforma Obywatelska systematycznie obcinała budżety instytucjom kontrolowanym przez PiS albo traktowanym jako związane z partią Jarosława Kaczyńskiego. Niewykluczone, że teraz gdy znaleźli się w nich ludzi z nominacji Platformy, wahadło ruszy w drugą stronę.

Taką prawidłowość widać w przypadku Kancelarii Prezydenta. Nowa ekipa w pałacu proponuje siedmioprocentowy wzrost budżetu, i to mimo zapowiadanej redukcji zatrudnienia. – PO nie traktuje budżetu jako najważniejszej ustawy, ale nim gra i w zależności od sytuacji daje i odbiera – konstatuje wiceszefowa sejmowej komisji finansów publicznych Beata Szydło z PiS. I zapowiada, że komisja przyjrzy się proponowanym przez święte krowy budżetom i sprawdzi, czy ich wzrost jest uzasadniony.

Nie tylko opozycja, ale także politycy PO zapowiadają przejrzenie prognozowanych budżetów. – Zawsze tu się jakieś oszczędności znajdą – mówi szef komisji finansów Paweł Arndt z Platformy. I szacuje, że mogą wynieść kilkadziesiąt milionów złotych. Tym bardziej że Sejm czy Senat także nie żałowały sobie pieniędzy na przyszły rok; przewidują wzrost wydatków o 8 proc., podczas gdy średnia w budżecie to zaledwie 3 proc.

Pracodawcy boją się długu

Odsunięcie o kolejny rok zmian strukturalnych i zwiększający się dług to dwa największe zagrożenia związane z budżetem na przyszły rok – uznali Pracodawcy RP i Lewiatan, którzy dostali budżet do konsultacji i właśnie zaczynają go szczegółowo analizować.

Największe organizacje pracodawców sam projekt oceniają nieźle, jednak wytykają ministrowi finansów, że nie przygotował długofalowych reform.

Choć doceniają zbicie deficytu budżetowego, to zwracają uwagę, że problemy z długiem zaczynają dopiero narastać.

Jak zwraca uwagę Jacek Adamski, dyrektor departamentu ekonomicznego PKPP Lewiatan, koszty obsługi długu systematycznie rosną wobec całości wydatków budżetowych. W przyszłym roku mają wynieść ponad 12 procent wszystkich wydatków, a w tegorocznym budżecie są o punkt procentowy niższe.

– Widać, jak Polska wpełza w pętlę zadłużenia. Próg 10 procent na trwałe został przekroczony, a to powinniśmy traktować jako dzwonek alarmowy – mówi ekspert.

Jest to tym bardziej niepokojące, że w razie jakichś zaburzeń czy niestabilnej sytuacji rynki mogą zacząć drożej wyceniać nasz dług, a to odbije się także na koszcie pieniądza pozyskiwanego przez firmy – dodaje Adamski.

Na rynkach polskie obligacje są wyceniane na poziomie portugalskich, podczas gdy czeskie na poziomie stabilniejszych włoskich. To dotyczy nie tylko państwa, każdy polski podmiot – samorządy czy firmy – też musi płacić drożej.

Pracodawcy RP obawiają się także, że państwo – jako olbrzymi dłużnik – jest coraz większym konkurentem firm na rynkach finansowych.

– Instytucje finansowe chętniej pożyczą państwu, czyli kredyt dla firm będzie droższy i przez to dostęp do kapitału trudniejszy – mówi ekspert pracodawców