– Dla tak małej gospodarki najważniejsze jest, by nie stracić zaufania inwestorów. Utrzymanie deficytu w ryzach służyło także temu celowi – tłumaczy „DGP” Tonu Palm, główny ekonomista estońskiego oddziału Nordei. – Dzięki utrzymywanej w dobrych latach 2002 – 2007 nadwyżce budżetowej Tallin był w stanie zakumulować rezerwy. Nie było więc potrzeby zapożyczania się w czasie recesji – dodaje ekspert od przedsiębiorczości Andres Arrak.

Kolejne odważne decyzje następowały, w miarę jak pogarszały się dane gospodarcze. W lutym 2009 r. rząd zaoszczędził 6,6 mld koron (1,7 mld zł), obcinając pensje w budżetówce, emerytury i rezygnując z remontów dróg. W kwietniu zawieszono dotacje na fundusz emerytalny, rosnące bezrobocie wymogło zaś zwiększenie składki społecznej. Maj przyniósł podwyżkę VAT i akcyzy na paliwa, której towarzyszyły cięcia w budżetach poszczególnych ministerstw. Wreszcie w sierpniu o okrągły 1 mld koron (260 mln zł) obcięto budżet funduszu ubezpieczenia zdrowotnego. W sumie wydatki zredukowano o 10 proc.

14-proc. krach PKB w 2009 r. (większy odnotowali jedynie bałtyccy sąsiedzi oraz Armenia i Ukraina) wiązał się przede wszystkim z upadkiem eksportu. Mimo to żadna siła polityczna w Estonii nie wystąpiła z postulatem uelastycznienia kursu korony. – Nikt nawet o tym nie wspomniał. Byłoby to zresztą niemal niemożliwe z punktu widzenia naszego prawa. Sztywny kurs korony wobec najpierw marki niemieckiej, a potem euro utrzymujemy od 1992 r. – mówi nam Erik Terk, szef Estońskiego Instytutu Studiów nad Przyszłością. Po pierwsze deprecjacja waluty zniweczyłaby starania o euro, co nawet w recesji było dla rządu priorytetem.

Eksport motorem wzrostu

Opłaciło się. Eksport, odpowiadający za 80 proc. PKB, upadł co prawda w 2009 r. o 11,2 proc., jednak na placu boju pozostali najlepsi. Sprawdziła się stara zasada, że kogo kryzys nie zabije, tego wzmocni. Doświadczeni eksporterzy, gdy gospodarka zaczęła nabierać obrotów, szybko doszli do siebie.

– Powrót na ścieżkę wzrostu to przede wszystkim zasługa eksportu – mówi „DGP” austriacki ekonomista Sebastian Leitner. Także dzięki niemu z kopyta ruszyła produkcja przemysłowa. Od lipca 2009 r. do lipca 2010 r. wzrosła ona o 24,6 proc., najwięcej od dekady. – Estońska gospodarka jest silniej powiązana ze Skandynawią i Niemcami niż Łotwa, a do tego sprzedaje za granicę więcej towarów zaawansowanych technologicznie. Dlatego gdy pojawiły się ślady ożywienia w tych krajach, w ślad za nimi ruszył też PKB Estonii – dodaje Leitner. Do Tallina wrócił entuzjazm, który dobrze ilustrują wyniki giełdy. Indeks OMXT wzrósł w tym roku o 40,4 proc.

Mimo liberalnych zasad głoszonych przez rząd, nie cofnięto się przed wsparciem dla przedsiębiorców. Nie było to jednak znane z USA pompowanie publicznych pieniędzy na wykup niespłacalnych długów. Władze podwoiły nakłady na wsparcie przy zakładaniu nowych przedsiębiorstw, szkolenia dla menedżerów i pracowników, inwestycje w nowe technologie czy wsparcie eksportu i turystyki. W sumie 115 mln euro. W rozruszaniu gospodarki pomógł niski udział sektora publicznego w PKB, wynoszący 18,6 proc. To niemal 10 pkt proc. mniej niż w Polsce.