BNP Paribas Fortis jako ostatni na rynku opublikował półroczne wyniki. Mniejsze rezerwy na zagrożone kredyty i poprawa sytuacja na rynku przełożyły się na wzrost zysku netto z 1,5 mln zł w I kw. do 13,3 mln zł w II kw.

To półrocze BNP Paribas Fortis zalicza do udanych. Jak powiedział Jan Bujak, wiceprezes BNP Paribas Fortis, zysk poprawił się dzięki mniejszym rezerwom zawiązywanym na zagrożone kredyty. W I kw. tego roku wysokość odpisów na przeterminowane kredyty sięgała 72 mln zł, a w drugim kwartale było to 37 mln zł. – Coraz więcej naszych klientów spłaca pożyczki w terminie – mówi Bujak.

To efekt inwestycji banku w tzw. miękką windykację. – Zatrudniliśmy 150 osób, które wysyłają upomnienia spóźnialskim klientom – dodaje. Nie chce powiedzieć, ile dokładnie dzięki temu udało się odzyskać przeterminowanych kredytów, ale mówi, że to znacząca suma.

To kolejny bank, który stawia na windykację. Na przykład w Getin Noble Banku powstał całkiem nowy dział windykacji, który zatrudnia pół tysiąca osób. Wyniki ich pracy mają być widoczne w wynikach za następny kwartał. Także ING BSK większą uwagę poświęcił windykacji. Pracownicy banku dzwonili do klientów i przypominali, że zalegają ze spłatą pożyczek. Tylko dzięki takim działaniom udało się zmniejszyć rezerwy o 7 – 8 mln zł.

Eksperci tłumaczą, że bankom pomogło wejście w życie nowej ustawy o listach dłużników. Nowe zasady umieszczania dłużników w Krajowym Rejestrze Długów obowiązują od połowy czerwca. – Banki sporo skorzystały z medialnego szumu wokół nowych przepisów – mówi Andrzej Kulik z Krajowego Rejestru Długów. Jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów bankowi windykatorzy ostrzegali osoby spóźniające się ze spłatą kredytów, że ich nazwisko może trafić na listę nierzetelnych dłużników. A to oznaczałoby brak możliwości kupowania na raty czy wzięcia telefonu z abonamentem. – Z naszych badań wynika, że 58 proc. osób, które dostają takie powiadomienie, spłaca swoje zobowiązania – dodaje Kulik.