Średnia cena to 200 zł

– Chcielibyśmy połączyć ze sobą najbardziej odległe miasta, oferując pasażerom więcej biletów w średnich przedziałach cenowych – mówi Jacek Balcer. A to oznacza, że średnia cena przelotu będzie kształtować się w okolicach 200 zł. – Cena musi być konkurencyjna wobec przewoźników kolejowych i drogowych, a taki przedział cenowy to gwarantuje – mówi Zbigniew Sałek, wiceszef Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk. Wtedy jest szansa na przyciągnięcie na pokłady nie tylko biznesmenów czy zagranicznych turystów, ale też zwykłych Polaków.

Ostateczne powodzenie przedsięwzięcia uzależnione jest od wsparcia, jakie spółka otrzyma ze strony samorządów lokalnych.

– Nie ma mowy o bezpośrednich dopłatach dla LOT-u czy jakiejkolwiek innej linii lotniczej, bo Unia Europejska zabrania takiej praktyki – mówi Edward Hartwich, wicemarszałek województwa kujawsko-pomorskiego, które jest większościowym właścicielem lotniska w Bydgoszczy. Jednak zaraz dodaje, że linie lotnicze, w tym również LOT, mają szansę na publiczne pieniądze w ramach budżetów na promocję regionów. Trzeba tylko wygrać przetarg.

Powinniśmy wzorować się na krajach skandynawskich

Krajowe siatki połączeń lotniczych zbudowały niemal wszystkie kraje europejskie. Modelowo ta sprawa wygląda w krajach skandynawskich. Z uwagi na fakt, że np. w Norwegii nierzadko trasa lotnicza to jedyny w pełni komfortowy sposób transportu, tamtejszy rząd bez wahania dopłaca nawet liniom lotniczym, by oferowały obywatelom tego państwa dogodną formę transportu. Korzystają na tym przede wszystkim linie SAS i Norwegian. Wsparcie finansowe otrzymują także przewoźnicy w Unii Europejskiej. W ramach publicznego obowiązku użyteczności publicznej dającego prawo liniom lotniczym do finansowego wsparcia ze strony organów administracji rządowej i samorządowej fortunę na połączeniach we Włoszech, Grecji czy na Wyspach Brytyjskich zbijają easyJet i Ryanair. Nieco inaczej sprawa wygląda w przypadku Niemiec czy Francji. W tych dwóch krajach doszło do współpracy operatorów kolejowych z narodowymi przewoźnikami. Firmy kontrolowane przez państwo wspólnie oferują pasażerom wzajemnie uzupełniającą się ofertę przewozową. Według ekspertów najbardziej przystającym do Polski wzorem mogłaby być Skandynawia. A to z uwagi na fakt, że nasza sieć kolejowa i drogowa nie jest i przez najbliższe lata wciąż nie będzie w stanie zaspokoić potrzeb komunikacyjnych Polaków. Jest tak, choć państwo narzuciło samorządom obowiązek utrzymywania kolei. Tylko w 2009 r. samorządy wojewódzkie wydały na ten cel ponad 600 mln zł. Za takie pieniądze można przewieźć ponad 2,3 mln pasażerów z Warszawy do Krakowa i z powrotem.