Ultimatum minister

Minister Elżbieta Bieńkowska nie chce już dalej biernie przyglądać się sytuacji. Zadeklarowała, że Mazowsze ma zaledwie trzy miesiące na pokazanie, że potrafi poradzić sobie z wydaniem funduszy. Jeśli tego nie zrobi, to MRR – nie czekając nawet na Komisję Europejską – samo odbierze mu pieniądze.

– Nie pozwolę, aby Polska straciła choć jedno euro ze środków unijnych – ostrzega minister rozwoju regionalnego. Zapowiada przy tym, że odebrane środki zostaną przekazane prymusom, czyli regionom, które najlepiej radzą sobie z dotacjami.

Reszta pędzi naprzód

Władze Mazowsza nie zgadzają się z zarzutami ministerstwa. – Absolutnie nie ma żadnego zagrożenia utraty środków – zapewnia Marta Milewska, rzecznik prasowy mazowieckiego urzędu marszałkowskiego. Twierdzi, że region może być już bezpieczny w kwietniu. A na pewno stanie się to w drugim półroczu, kiedy ruszy wypłata dotacji na duże projekty infrastrukturalne.

W przypadku pięciu pozostałych województw nie ma mowy o utracie środków na koniec roku. Samorządowcy twierdzą, że ich problemy z realizacją planu wynikają z opóźnień w płatnościach i zostaną szybko nadrobione.

Tak jest na przykład na Podlasiu, które odnotowało w pierwszym kwartale tego roku najsłabszy wynik. Wykonało plan zaledwie w 25 proc.

Według Haliny Dobosz, wicedyrektor departamentu zarządzania regionalnym programem operacyjnym w podlaskim urzędzie marszałkowskim, słaby wynik to efekt późniejszej, niż zakładano, wypłaty 75 mln złotych dla funduszy pożyczkowych i poręczeniowych. – Przekazaliśmy te środki pod koniec marca, ale nie zdążyliśmy ich na czas rozliczyć z resortem rozwoju regionalnego – tłumaczy się w rozmowie z „DGP” Dobosz.

Regiony, które wolniej wydają fundusze Unii Europejskiej, mogą nie stracić pieniędzy. Ale na pewno stracą szansę na dodatkowe pieniądze z UE. Na początku przyszłego roku MRR będzie dzielić dodatkowe 500 mln złotych. Trafią one tylko do tych województw, które najlepiej poradzą sobie z dotacjami w tym roku.