W praktyce im więcej dodatkowych warunków umożliwiających skorzystanie z niższej marży, tym bank ma większe możliwości jej podniesienia.

– W mBanku, aby obniżyć oprocentowanie kredytu z 7,4 proc. do 3,7 proc., trzeba nie tylko zadeklarować, że płaca będzie co miesiąc wpływała na rachunek w banku, ale też że będziemy korzystać z karty kredytowej, wykonując w ciągu trzech miesięcy transakcje na kwotę co najmniej 1,5 tys. zł. Alternatywą jest utrzymywanie na rachunkach w banku min. 40 tys. zł przez pięć lat od uruchomienia kredytu – mówi Paweł Majtkowski.

To jednak nie wszystko. Klient musi też ubezpieczyć nieruchomość od ognia i innych zdarzeń losowych. Kolejny koszt to wykupienie polisy na życie oraz od utraty pracy (z góry za dwa lata trzeba zapłacić 1,5 proc. kwoty kredytu). Jeśli po 24 miesiącach kredytobiorca odstąpi od dalszego ubezpieczenia, to marża wzrasta o 0,5 pkt proc. Marża wzrośnie także wówczas, gdy klient nie spełni innych wymagań zapisanych w umowie (np. gdy jego lokata spadnie poniżej 40 tys. zł).

Eksperci podkreślają, że z tych promocji należy korzystać, ale ze świadomością ryzyka, jakie się z tym wiąże.

– Nie ma tu ze strony banków żadnej nieprawidłowości, bo konsument nie musi z promocji korzystać – mówi Aneta Styrnik z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jednak nie każda promocja oznacza okazję. Średnia marża przy kredytach złotowych to ok. 2,5 proc. Nie wszystkie promocje są więc atrakcyjne, bo w innym banku, nawet bez promocji, można znaleźć niższe oprocentowanie.