W ostatnich 12 miesiącach tylko trzy banki, PKO BP, BGŻ i Raiffeisen Bank, obniżyły spread, czyli różnicę kursu, po jakim pożyczają waluty kredytobiorcom i po jakim przyjmują raty kredytów. Zdecydowana większość instytucji finansowych zdecydowała się niestety na znaczne podwyżki. W Deutsche Banku spread wzrósł prawie trzykrotnie (z 3,36 proc. do prawie 10 proc.). Jeszcze wyższy spread stosuje Noble Bank (10,53 proc.). Rekordzistą pozostaje jednak DomBank, w którym różnica między kursem kupna waluty i sprzedaży wzrosła do prawie 14 proc.

– Dokładne ustalenie wysokości spreadu dla konkretnej umowy kredytowej jest niemożliwe, gdyż moment wypłaty kredytu i moment spłaty są oczywiście różne. Dlatego stosujemy symulację, która pokazuje, jaka jest różnica kursów, gdy bierzemy kredyt i tego samego dnia spłacamy ratę – mówi Monika Stec, jeden z autorów raportu na temat spreadów z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Według ekspertów wzrostu spreadów nie można tłumaczyć wahaniami walut.

– Wrzesień ubiegłego roku był już miesiącem dużej zmienności kursów, bo złoty zaczął tracić na wartości. Na początku roku dzienne wahania kursów walut sięgały nawet 10 groszy. Wówczas wysoki spread miał sens. Dzisiaj zmienność kursów jest już dużo niższa – mówi Marek Rogalski, analityk walutowy z DM BOŚ.

Eksperci nie mają więc wątpliwości, że wzrost spreadów wynika z szukania przez banki dodatkowych zysków.

– Jeśli spread wynosi 7 proc., podnosi to koszt kredytu o 0,6 pkt proc. Tam gdzie spread jest najwyższy, czyli wynosi 14 proc., powoduje to podwyżkę oprocentowania kredytu o ponad 1 pkt proc. – wylicza Paweł Majtkowski z Finamo.

To przekłada się oczywiście na wzrost miesięcznej raty kredytu. UOKiK nie może jednak kwestionować polityki cenowej banków.

– Niestety, nie mamy uprawnień do ustalania cen i kosztów firm na rynku konkurencyjnym, a taki jest rynek bankowy. Nie mamy więc kompetencji, by kwestionować wysokość spreadów, ale możemy kwestionować, w jaki sposób banki informują konsumentów o sposobie ustalania spreadów – mówi Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, prezes UOKiK.

To jest główny zarzut urzędu antymonopolowego. Konsument, który podpisuje umowę kredytową, nie wie, na podstawie jakich kryteriów będzie ustalany kurs, po jakim jego kredyt będzie spłacany. Ostatni rok pokazuje, że banki bardzo chętnie z tej dowolności korzystają i bez uzasadnienia podnoszą kursy, po jakich pożyczki są spłacane.

W Sądzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest wniosek UOKiK przeciwko bankowi Millennium, który zarzuca mu nieinformowanie kredytobiorców o zasadach obowiązujących przy ustalaniu kursów kupna i sprzedaży walut.

– Bank ustala kursy walut według standardowej praktyki stosowanej powszechnie na polskim i międzynarodowym rynku bankowym – mówi Wojciech Kaczorowski z Millennium.

– Nie tylko ten bank stosuje takie praktyki, ale wystarczy jeden korzystny wyrok, by zapisy umowy z bankiem były wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych – mówi Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel.