Jutro udziałowcy PZU w trakcie nadzwyczajnego walnego zgromadzenia zdecydują o wypłacie dywidendy za lata poprzednie i tzw. dywidendy zaliczkowej. Łącznie chodzi o ponad 12 mld zł. Ministerstwo Skarbu i Eureko zgodnie zadbają jednak o to, żeby transakcja pozyskania tych pieniędzy przez PZU przez sprzedaż obligacji nie zachwiała tym rynkiem.

Jednym z punktów obrad jest przyznanie radzie nadzorczej spółki prawa do decydowania o tym, kiedy firma wypłaci pieniądze. Pozwoli to podjąć decyzję o dacie wypłaty w dowolnym momencie bez informowania o tym rynku. Może to być istotne, jeśli sytuacja na rynku obligacji zmieniłaby się. Na razie sprzyja ona dokonaniu takiej transakcji bez większych problemów.

Nadpłynność sektora bankowego sięga około 40 mld zł. Banki w ramach tzw. transakcji repo lokują nadwyżki do NBP przy oprocentowaniu w wysokości około 3,5 proc. W tej sytuacji krótkoterminowe obligacje, których PZU ma sporo w swoim portfelu, dające ponad 4 proc. zysku, mogą cieszyć się sporym popytem. Co ważne, taka transakcja sprzedaży nie musi odbywać się na rynku, który widząc duże transakcje mógłby chcieć zdyskontować zwiększoną podaż.

– Zarząd PZU ma też bardzo dużo możliwości przeprowadzenia transakcji, tak żeby nie wpłynęła ona na rynek obligacji – mówi Robert Hryciuk z BNP Paribas.

Wyjaśnia, że można przeprowadzić też transakcję tzw. odsprzedaży warunkowej, czyli podpisać np. z konsorcjum banków umowy, w których zobowiązuje się w przyszłości odkupić sprzedane obligacje. Sprzyja temu duża płynność ubezpieczyciela.

– Taka transakcja jest zupełnie neutralna dla rynku obligacji – mówi Robert Hryciuk.

Możliwa jest też po prostu sprzedaż obligacji w ramach transakcji dwustronnych. Takimi transakcjami mogą być zainteresowane zarówno polskie, jak i zagraniczne banki czy fundusze inwestycyjne.

Nawet jeśli okazałoby się, że taka oferta spowodowałaby spadek wycen sprzedawanych obligacji, alternatywą może być udzielenie pod zastaw posiadanych obligacji PZU pożyczek, które mogą być zwrócone po sprzedaży papierów.

Na razie wygląda na to, że nie trzeba będzie szukać sposobów na sprzedaż papierów dłużnych poza rynkiem, gdyż odpowiedzialny za dług departament Ministerstwa Finansów nie zapowiada w najbliższym czasie emisji obligacji. Twierdzi, że pod koniec września będzie miał potrzeby pożyczkowe budżetu zaspokojone prawie w 90 proc.

Również ewentualna wymiana otrzymanych przez Eureko około 4 mld zł na euro nie powinna wpłynąć na kurs naszej waluty.

– Taką transakcję można przeprowadzić bez wpływu na kurs złotówki – mówi Przemysław Kwiecień z Xtrade Brokers.

Dodaje, że szczególnie Eureko będzie zależało na takim poprowadzeniu transakcji, żeby za otrzymane złotówki dostać możliwie dużo euro.

– Nie zdziwiłbym się, gdyby Holendrzy, spodziewając się ugody, już zawarli odpowiednie transakcje swapowe – mówi DGP chcący zachować anonimowość analityk.

Chodzi o transakcje, w których strony umawiają się, że w danym terminie zamienią waluty po określonym kursie.

Holendrom sprzyja też spodziewany ruch resortu finansów. Oczekuje się, że w najbliższym czasie powinien przeprowadzić transakcje swapowe, na walutach pozyskanych z euroobligacji wyemitowanych w wakacje. Ich wartość znacznie przekracza potrzebne Eureko około 4 mld zł. Dla Eureko będzie to okazja do pozyskania wspólnej waluty.