Taki wniosek płynie z wczorajszego posiedzenia trzech sejmowych komisji, poświęconego stanowi gospodarki odpadami.

Posłowie z komisji Infrastruktury, Samorządu Terytorialnego i Ochrony Środowiska nie zostawili suchej nitki na rządzie. Argumentowali, że w ostatnich latach nic nie zrobiono, by w 2010 roku skutecznie wypełnić unijne zobowiązania.

– Nie mamy potrzebnej infrastruktury, nie działa segregacja śmieci, recykling i biologiczne przetwarzanie odpadów – ocenia posłanka Mirosława Masłowska (PiS).

Jej zdaniem Polska nie jest w stanie szybko zmniejszyć liczby odpadów, które trafiają na wysypiska. Tymczasem nasz kraj, wstępując do UE, zobowiązał się, że do 2010 roku zmniejszy o 25 proc. ilość biodegradowalnych śmieci ze składowisk.

W efekcie w przyszłym roku grożą nam wysokie kary ze strony Komisji Europejskiej. Jeśli tak się stanie, zapłacą obywatele. Znajdzie to swoje odzwierciedlenie bowiem w kosztach ponoszonych przez gospodarstwa domowe za wywóz śmieci. Należy oczekiwać szybkiego wzrostu cen.

– Nie bardzo wiadomo, kto ma rozwiązać problem gospodarki odpadami. Trzeba jednoznacznie wskazać odpowiedzialnego – uważa poseł Adam Krzyśków (PSL).

Według niego, bałagan widać na przykład w niedawnym sporze kompetencyjnym między resortem środowiska a infrastruktury o przygotowanie założeń do nowelizacji ustawy o odpadach. Z funduszy unijnych na inwestycje w gospodarkę odpadami mogą korzystać w niewielkim stopniu gminy, bo pozostaje ona w gestii prywatnych firm. Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że do końca tego roku zostanie zamknięta część lokalnych wysypisk. Tymczasem regionalne zakłady gospodarki odpadami, które mają je zastąpić, jeszcze nie powstały. Część z nich jest na etapie projektowania.

Coraz wyższe koszty utylizacji powodują, że będzie narastał problem nielegalnego wywozu śmieci, np. do lasów.

– Unia ukarze nas nie tylko za niespełnienie naszych zobowiązań traktatowych, ale także za nieskuteczną walkę z dzikimi wysypiskami – twierdzi Mirosława Masłowska.