TRZY PYTANIA DO... ANNY STREŻYŃSKIEJ, prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej - Najwięksi nadawcy prywatni, głównie TVN i Polsat, nie zgadzają się z niektórymi warunkami UKE wprowadzania naziemnej telewizji cyfrowej. Czy uważa pani, że mimo to uda się wprowadzić cyfrową telewizję przed Euro 2012?



- Bez problemu. Sprawa, o której pan mówi, w żaden sposób nie wstrzymuje procesu wprowadzania naziemnej telewizji cyfrowej. Żaden nadawca nie ma obowiązku uczestnictwa we wcześniejszym procesie cyfryzacji, czyli wprowadzenia swoich kanałów do pierwszego multipleksu (multipleks to wiązka częstotliwości, na której znajdzie się około siedmiu programów i usługi dodane - przyp. red.). Jeśli obecni nadawcy nie spełnią obecnych warunków wejścia do multipleksu, bo ich nie akceptują, nikt nie będzie ich do tego zmuszał. Nadawcy mogą w zasadzie nie brać udziału w tym procesie, tylko poczekać do 2014 roku, kiedy wszystkie nadajniki analogowe zostaną wyłączone, a nadawcy automatycznie otrzymają częstotliwości cyfrowe. Ale już nie na pierwszym, lecz na przedostatnim lub ostatnim multipleksie. Wszystko zależy od nadawców.
TVN mówi, że w przypadku pierwszego multipleksu UKE brnie w rozwiązania prawne, które są wadliwe i stanowią ryzyko prawne dla powodzenia procesu cyfryzacji. Co pani na to?
- To sformułowanie, które tak naprawdę nic nie mówi. Równie dobrze mogłabym powiedzieć, że TVN brnie w swoim samozaparciu w sytuację, w której nie będzie beneficjentem pierwszego multipleksu. To nic nie oznacza i nie posuwa procesu do przodu. Jeśli nadawcy chcą znaleźć się na pierwszym multipleksie, muszą zgłosić wnioski o zmianę obecnych częstotliwości analogowych na cyfrowe. Na razie zrobiły to tylko TVP i TV Puls. Pozostali nadawcy mają czas na zmianę swoich wniosków do października. Jeśli w tym czasie tego nie zrobią, na częstotliwości ogłoszone zostaną konkursy.
• Najwięksi nadawcy prywatni twierdzą, że UKE chce ich pozbawić koncesji analogowej. Mówią, że nie zgodzą się na wyłączenie analogu, jeśli rynek nie będzie nasycony dekoderami. UKE może im pozwolić zdecydować, kiedy to się stanie?
- Tutaj nie ma pola kompromisu. Jeżeli nie określimy konkretnej daty wyłączania nadawania analogowego, największym nadawcom prywatnym nie będzie zależało na tym, aby nasycić rynek dekoderami. W istocie to nie jest tak naprawdę spór o dekodery, tylko o zablokowanie rynku dla ewentualnej konkurencji. Przecież pierwotnie nadawcy prywatni chcieli wyłączenia analogu już w roku 2012, ale potem okazało się, że zrobią to pod warunkiem zablokowania rynku dla konkurencji. Nadawcom chodzi o to, aby mimo wprowadzania naziemnej telewizji cyfrowej jednocześnie zachować częstotliwości analogowe aż do 2014 roku, bo to oznacza, że żaden nowy gracz nie będzie mógł wejść na polski rynek. W tym sensie nadawcy dążą do spowolnienie procesu cyfryzacji. Nie oceniam tego negatywnie - to jest zachowanie naturalne w przypadku podmiotów, które dzielą między siebie rynek i chcą zachować status quo. Moją rolą jest jednak dbać o interes widza i równe szanse dla wszystkich.