Popularność zapasów w Polsce spada. Świadczy o tym coraz mniejsza liczba zawodników i zawodniczek uczestniczących w imprezach, np. rangi mistrzostw Polski we wszystkich grupach wiekowych w porównaniu do lat 90. - uważa Krzysztof Boryc, trener z Zapaśniczego Towarzystwa Sportowego Sokół.

W latach 90. zapasy zyskały na popularności dzięki wielkim sukcesom naszych zapaśników na arenach międzynarodowych - pamiętne igrzyska olimpijskie w Atlancie w 1996 roku, kiedy to zapaśnicy wrócili z trzema złotymi, jednym srebrnym i jednym brązowym medalem.

- Po tym sukcesie można było zauważyć wzrost zainteresowania oraz rozpoznawalność dyscypliny, która jednak dość szybko ustała. Wielki sukces polskich zapasów nie został odpowiednio wykorzystany marketingowo do promowania dyscypliny - wyjaśnia Łukasz Siwko, specjalista ds. promocji oraz instruktor zapasów z Małopolskiego Uczniowskiego Klubu Zapaśniczego Gladiator.

Obecnie jest ok. 180 klubów i sekcji zapaśniczych. Trudno jest oszacować liczbę osób ćwiczących zapasy, gdyż jest duża rotacja początkujących adeptów zapasów.

Można jednak przyjąć, że ok. 6 tys. chłopców i dziewcząt uprawia tę dyscyplinę - mówi Waldemar Obuchowicz, trener Uczniowskiego Klubu Sportowego Victoria.

Kluby głównie utrzymują się z dotacji gmin i powiatów, gdzie zawodnicy mogą ubiegać się na podstawie osiągnięć sportowych o stypendia. Najlepsi są objęci szkoleniem centralnym. Jeżeli chodzi o sponsorów, to jest to wewnętrzna sprawa klubów, a pieniądze nie są równomiernie rozdzielone.

- Klubem wiodącym w Wałbrzychu jest Zapaśniczy Klub Sportowy Zagłębie, z którym UKS Vctoria podpisał umowę partnerską o współpracy. Dotacje na rok 2008 dla UKS Victorii wyniosły 2 tys. zł, a dla ZKS Zagłębie ok. 40 tys. zł. Dla porównania Miejski Ludowy Klub Sportowy Agros Żary otrzymał ponad 300 tys. zł - wyjaśnia Waldemar Obuchowicz.