Wracasz z pracy do domu, uruchamiasz komputer i - jak co wieczór - odwiedzasz znane ci strony internetowe. Najpierw sprawdzasz prywatną pocztę elektroniczną, potem logujesz się w serwisach społecznościowych, aby sprawdzić, co dzieje się u znajomych. Sprawdzasz jeszcze RSS z informacjami ze stron o tematyce, którą się interesujesz. Jeśli jest koniec miesiąca, logujesz się jeszcze w internetowym serwisie swojego banku, by sprawdzić, czy pracodawca przelał wypłatę. Nie wchodzisz na nieznane strony, nie uruchamiałeś nawet przeglądarki Google, by wpisać jakiekolwiek hasło. Może się wydawać, że odwiedziłeś strony www, które znasz i nic ci nie grozi. Mylisz się. Twój komputer mógł bowiem w tym czasie zostać zarażony złośliwym kodem, który właśnie wykrada najcenniejsze dane: hasła i kody do serwisów, w których się logowałeś. Cyberprzestępcy czyhają na internautów na każdym kroku, a brak jakiegokolwiek programu antywirusowego z firewallem tylko im to ułatwia.

Tymczasem za każde wykradzione hasło do kart kredytowych cyberprzestępcy dostają dziś na czarnym rynku nawet 30 dolarów - wynika z najnowszego raportu firmy Symantec (producenta oprogramowania antywirusowego) o zagrożeniach bezpieczeństwa pochodzących z internetu. Za dane z kont bankowych czarny rynek płaci hakerom jeszcze więcej - nawet 1000 dolarów. Za hasła do kont e-mailowych złodziej może otrzymać do 100 dolarów, a za skradzione tożsamości (np. w serwisach społecznościowych czy grach wideo on-line) - do 60 dolarów. Lista towarów, które można ukraść w sieci, jest jednak znacznie dłuższa.

- Użytkownik internetu może odwiedzić stronę, nad którą kontrolę przejęli cyberprzestępcy, a następnie zupełnie nieświadomie narazić na ryzyko swoje informacje osobiste i finansowe. Użytkownicy komputerów muszą zachować szczególną czujność podczas korzystania z sieci - przypomina Marc Fossi, redaktor naczelny raportu o zagrożeniach bezpieczeństwa pochodzących z internetu.

Symantec przestrzega - ilość złośliwego oprogramowania rośnie w rekordowym tempie, a celem ataków są głównie poufne informacje użytkowników. W ubiegłym roku specjaliści firmy utworzyli ponad 1,6 mln nowych sygnatur destrukcyjnego kodu, który zagraża użytkownikom w sieci (to ponad 60 proc. wszystkich sygnatur utworzonych kiedykolwiek przez Symantec, co pokazuje, jak skala zagrożeń urosła w ubiegłym roku). Stworzona baza pomogła zablokować ponad 245 mln prób ataków wykorzystujących destrukcyjny kod w każdym miesiącu 2008 roku na całym świecie.

Najczęściej do infekcji komputera dochodziło podczas przeglądania stron internetowych. Co więcej - około 90 proc. wszystkich wykrytych zagrożeń miało na celu kradzież poufnych informacji, a w przypadku aż 76 proc. tego typu ataków wykorzystywano złośliwe oprogramowanie z funkcją zapisywania znaków wprowadzanych z klawiatur (mogą posłużyć do kradzieży takich informacji, jak np. dane uwierzytelniające do banków on-line).