Połowa miesiąca to tradycyjnie okres publikacji danych o inflacji na świecie. W ostatnich dniach poznaliśmy różnego typu wskaźniki dla Chin, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Niestety nie napawają optymizmem. Albo rosną, albo - jak w Chinach - co prawda obniżają się, ale wciąż pozostają na poziomach trudnych do zaakceptowania. W środę poznaliśmy dane o inflacji w Polsce. Poziom 4,8 proc. nie zaskoczył. Oczekiwany jest jednak dalszy wzrost. W czwartek poznamy lipcowy wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI) dla strefy euro i USA. W obu przypadkach oczekiwany jest wzrost. Na razie można śmiało stwierdzić, że presja inflacyjna na świecie nie ustępuje. Powstaje jednak pytanie, czy szansę na jej osłabienie daje trwający od początku lipca spadek cen paliw i innych surowców? Od szczytu z początku lipca ropa potaniała już o prawie 24 proc. Oczekiwanie jednak na to, że problemy z inflacją szybko się rozwiążą, jest jednak dosyć ryzykowne. Ropa, chociaż ostro przeceniona w ostatnich dniach, jest wciąż o ponad 60 proc. droższa niż przed rokiem. Poza tym, pozytywny wpływ taniejącej ropy może być odczuwalny najwcześniej jesienią. Inna ważna kwestia to, na ile dotychczasowe podwyżki cen paliw mogły przełożyć się na wzrost oczekiwań inflacyjnych, co z kolei wpływa na inflację bazową, która jest podstawą podejmowania decyzji przez banki centralne odnośnie do stóp procentowych.

Stopniowo to właśnie inflacja bazowa zaczyna niepokoić, a gdy ta zacznie rosnąć, banki centralne nie będą mogły zwlekać z podniesieniem stóp. Dla giełd i rynków obligacji byłaby to zła wiadomość. Równocześnie reakcja inwestorów na pojawiające się wiadomości powinna pokazać, w jakim stopniu uwierzyli, że tańsze paliwa pomogą walczyć z presją inflacyjną. Wydaje się, że rynki nie są przygotowane na żadne rozczarowania w zakresie presji inflacyjnej, więc wyższe odczyty inflacji będą negatywnie odbierane.

Warto zauważyć, że ujemny związek między cenami ropy a koniunkturą giełdową wyraźnie rozluźnił się podczas trwającego od połowy lipca odbicia na rynkach akcji. Obecnie sześciomiesięczna korelacja ropy Brent i S&P500 wynosi ok. -0,14 wobec -0,74 przed dwoma tygodniami. Zmiana siły korelacji nie jest co prawda niczym nadzwyczajnym, jednak gdyby korelacja nie osłabła, indeksy giełdowe byłyby dziś wyraźnie wyżej.

Skąd wynika to, że ropa i giełdy raz zmierzają w tym samym kierunku (korelacja dodatnia), a raz w przeciwnym? Z dylematu inwestorów, czy przywiązywać większą wagę do bieżących wskaźników inflacji, czy też liczyć na to, że niższe ceny paliw zniwelują presję inflacyjną. Inny dylemat sprowadza się do tego, czy traktować wzrost cen paliw jako sygnał, że sytuacja w gospodarce nie jest taka zła, czy raczej kategoriach negatywnych - jako zagrożenie dla gospodarstw domowych.