Skala naszego deficytu w handlu z Chinami, który wynosi prawie 30 mld zł, nie jest czymś wyjątkowym. Takie problemy mają niemal wszystkie kraje świata. W 2007 roku Chiny miały łącznie ponad 260 mld dol. nadwyżki handlowej. Przy takiej skali eksportu trudno twierdzić, że wszystkie chińskie produkty są słabej jakości. W Chinach są fabryki największych światowych koncernów. Nie mogą sobie one pozwolić na produkcję kiepskiej jakości.

- Chińczycy szybko się uczą i stale poprawiają jakość swojej produkcji - uważa Sebastian Stasiuk z China-Poland Centrum Współpracy Gospodarczej.

- Nie znam firmy, która odniosła duże korzyści ekonomiczne z przeniesienia produkcji do Chin, która nie zadbałaby o jakość - mówi Marek Dietl z Instytutu Sobieskiego.

Według niego, jeśli nie ma się pomysłu, jak zabezpieczyć dobrą jakość produkcji, to lepiej nie przenosić produkcji do Chin.

- Gdy sprawdzą się wybudowane w Chinach obiekty sportowe, to wiarygodność tamtejszych firm budowlanych w oczach polskich inwestorów na pewno wzrośnie - mówi Sebastian Stasiuk.

Chińczycy przy Euro 2012

Kilka tygodni temu była w Polsce delegacja chińskich firm budowlanych. Na efekty rozmów z naszymi budowlańcami trzeba jeszcze poczekać, ale faktem jest, że po zakończeniu igrzysk olimpijskich Chińczycy mogą mieć wolne moce produkcyjne. Niewykluczone, że zostanie to wykorzystane przy Euro 2012.

- Na razie jednak Polska nie ma z Chinami umowy o readmisji i dlatego nasze władze starają się ograniczyć napływ pracowników z Chin - twierdzi Andrzej Polaczkiewicz z Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Jeśli uda się ten problem rozwiązać, to niewykluczone, że stadiony i drogi będą budowały tańsze firmy z Chin. Od wielu lat Chiny eksportują siłę roboczą. W tej chwili kilka milionów mieszkańców tego kraju pracuje legalnie za granicą.

Polskie firmy w Chinach

Większość polskich firm obawia się rynku chińskiego. W efekcie skala naszych inwestycji w Chinach jest niewielka i jesteśmy dla tego kraju głównie rynkiem zbytu i dostawcą surowców i towarów nisko przetworzonych.

- Tylko w wyspecjalizowanych dziedzinach możemy wygrać konkurencję z firmami chińskimi - mówi Marek Dietl.

- W Chinach jest Atlas, Maspex i nasze firmy odzieżowe - wylicza Andrzej Polaczkiewicz.

Świetnie sobie tam radzi warszawska firma Plasteks Composite, która jest oficjalnym dostawcą kajaków na igrzyska. Od lat ubrania w Chinach szyje LPP.

- W tej chwili w 100 chińskich firmach zlecamy 70 proc. naszej produkcji - mówi Dariusz Pachla, wiceprezes LPP.

Nad jakością produkcji u chińskich podwykonawców stale czuwa kilkadziesiąt osób zatrudnionych bezpośrednio przez LPP.

- W niedalekim Bangladeszu produkcja jest o wiele tańsza, ale też problemów z jakością jest znacznie więcej - uważa prezes Pachla.

- Jeśli polska firma chce działać w Chinach, dobrze jest, aby znalazła miejscowego partnera - radzi Sebastian Stasiuk.

Według niego koszty organizacji firmy w Chinach są spore, a promocja sprzedaży wymaga dużych nakładów finansowych.

Podróbki po chińsku

- Chińczycy podrabiają wszystko, a ich podróbki są coraz lepszej jakości - uważa Andrzej Polaczkiewicz.

Ta poprawa jakości musiała jednak wymusić wzrost płac.

- W tej chwili minimalna płaca w Chinach może wynosić nawet ok. 100 dolarów amerykańskich miesięcznie, a w regionach mniej uprzemysłowionych nieco mniej - twierdzi Sebastian Stasiuk.

INWESTYCJE PO IGRZYSKACH NIE WYHAMUJĄ

Chiny są trzecią gospodarką świata - zaraz po USA i Japonii. Dzisiaj tania, chińska produkcja jest kotwicą, która hamuje wzrost inflacji w całym świecie. Z drugiej strony w ciągu ostatniej dekady to głównie popyt ze strony chińskich firm spowodował wzrost cen surowców do rekordowych poziomów. Po igrzyskach olimpijskich niektórzy spodziewają się spowolnienia gospodarczego w Państwie Środka i dlatego ceny podstawowych surowców: ropy naftowej i miedzi zaczęły spadać. Zdaniem specjalistów to jedynie pretekst. Igrzyska to niesamowita promocja kraju i po ich zakończeniu można się nawet spodziewać wzrostu inwestycji w Chinach.