Prywatyzacja stoczni jest kwestią życia i śmierci naszego przemysłu stoczniowego. Jeśli się to nie uda, to firmy będą musiały oddać całą pomoc, jaką otrzymały od państwa na restrukturyzację po naszym wejściu do UE. W sumie chodzi o ok. 6 mld zł. Program restrukturyzacji przemysłu stoczniowego musi zaakceptować Komisja Europejska, a głównym warunkiem tej akceptacji jest prywatyzacja stoczni.

- Prywatyzacja naszych stoczni jest jedyną szansą - mówi Marek Zuber z firmy Deus Partners.

Według niego także prywatny właściciel będzie miał problemy z dogadaniem się ze stoczniowymi związkami zawodowymi. To jednak nie jedyny problem dla potencjalnego inwestora. Eksperci zwracają uwagę na nierentowne umowy, których w portfelu zamówień stoczni nie brakuje. Nowy właściciel będzie musiał te umowy renegocjować lub, w najgorszym wypadku, musi je zaakceptować. Dlatego nie ma obecnie wielu chętnych.

- Przesunięcie terminu składania ofert świadczy o tym, że niewielu jest zainteresowanych kupnem stoczni w Gdyni i Szczecinie - uważa Marek Zuber.

Jeśli nie dojdzie do prywatyzacji, to stocznie zbankrutują a kilka tysięcy ludzi straci prace. Z oficjalnych zapowiedzi zakupem szczecińskiej stoczni zainteresowany jest Mostostal Chojnice. Stocznię w Gdyni chce podobno kupić Polish Shipbuilding Company. W zasadzie ich jedynym konkurentem jest ukraińska firma ISD, która jest zainteresowana przejęciem obu stoczni i połączeniem w jeden holding. Pierwotny termin składania ofert minął wczoraj, jednak został przedłużony do piątku na wniosek jednej z zainteresowanych firm. Nie podano, o którą chodzi.