Zawarcie przez Orlen, Lotos i PGNiG nowych kontraktów z Rosjanami może spowodować, że paliwa zdrożeją o kilka groszy na litrze, a gaz o 3-5 proc.
ANALIZA
Nowe kontrakty na dostawy ropy i gazu, które polskie firmy będą musiały zawrzeć do końca 2009 roku, prawdopodobnie będą zawierały wyższe ceny surowców. Dla polskich konsumentów gazu i paliw oznaczać to będzie wzrost cen. Z szacunków GP wynika, że nie powinien on jednak przekroczyć kilku procent. Paliwa nie powinny zdrożeć o więcej niż kilka, czy kilkanaście groszy na litrze oleju napędowego i benzyny. Wyższe ceny sprzedaży sprawiłyby, że stacjom benzynowym bardziej niż kupowanie w Lotosie i Orlenie opłacałby się import.
- Jeśli chodzi o PGNiG, to potencjalny wzrost kosztów zakupu nie ma żadnego znaczenia dla spółki, bo będzie zapewne ujęty w taryfie. Jeśli Gazprom podwyższy ceny, to Urząd Regulacji Energetyki prawdopodobnie uwzględni to w taryfach - mówi Kamil Kliszcz, analityk DI BRE Banku.
- Moim zdaniem sprawa jest bardzo prosta, PGNiG zostanie zmuszony do zgody na podwyżkę cen za gaz. Myślę, że będzie to kwestia 3 czy 5 proc. - stwierdza Paweł Burzyński, DM BZ WBK.
Efektem będzie wzrost cen dla odbiorców gazu.
W przypadku zakupu gazu sytuacja jest o tyle gorsza, że nie ma alternatywnych i tanich dróg transportu. PGNiG stara się to zmienić i nie dopuścić do powtórki sytuacji z 2006 roku. Przy współpracy z państwowym Operatorem Gazociągów Przesyłowych Gaz-System firma rozpoczęła niedawno prace mające zwiększyć możliwości importu gazu ziemnego zza zachodniej granicy do nawet 3,8 mld m sześc. rocznie. Obecnie z tego kierunku sprowadzane jest tylko 0,9 mld m sześc.
Inaczej jest w przypadku ropy naftowej.
- Wszystko będzie zależało od tego, jaka będzie cena ropy. Teraz, kiedy jest ona tak wysoka, koszty dotarcia do klienta spadły w relacji do ceny surowca. Dlatego rosyjskie koncerny są bardziej elastyczne i mogą sobie pozwolić na takie przekierowania dostaw jak w przypadku Czech - wyjaśnia Kamil Kliszcz.
Jednocześnie wysokie ceny surowców i duży popyt powodują, że producenci nie chcą zawierać kontraktów długoterminowych.
- Mając możliwość sprzedania ropy w każdej chwili na rynku i to po wyższych cenach, mogą chcieć wymusić na Orlenie czy Lotosie kupowanie ropy w kontraktach krótkoterminowych. W takich relacjach nie można być pewnym ceny oraz wielkości dostaw - podkreśla analityk DI BRE Banku.
Zdaniem ekspertów w chwili obecnej nie można przewidzieć, o ile mogą wzrosnąć koszty zakupu ropy przez rafinerie.
- Nie wiadomo, jakie Orlen i Lotos płacą obecnie ceny w kontraktach długoterminowych - mówi Kamil Kliszcz.
Nie można też przewidzieć, jakie będą ceny ropy za półtora roku. Wiadomo jednak, że gdyby Orlen i Lotos kupowały rosyjską ropę poprzez Naftoport to, zwłaszcza w przypadku rafinerii w Płocku, wzrosną koszty transportu ropy.
- Różnica nie powinna być jednak dramatyczna - mówi analityk DI BRE Banku.
Dodaje, że sytuacja byłaby gorsza, gdyby polskie rafinerie musiały kupować inne niż rosyjski gatunki ropy. Zniknęłaby marża uzyskiwana dzięki przerobowi tańszej ropy ze wschodu, a dodatkowo trzeba by było ponieść koszty przestawienia instalacji na przetwarzanie takiego surowca.
- Rosjanie mogą podwyższyć ceny, ale PKN i Lotos nie zgodzą się płacić więcej niż wynosi cena rynkowa. Strona rosyjska też to ma na uwadze w swoich kalkulacjach - podkreśla Paweł Burzyński.