To nie tylko problem lekarzy

KRZYSZTOF PIJAROWSKI

Jestem dziesięć lat po przeszczepie wątroby. Z oczywistych względów mam więc kontakty z lekarzami i interesuję się nadal transplantologią. A jako dziennikarz śledzę publikacje na ten temat i dochodzę do smutnych wniosków. Dziesięć lat temu specjalizacja z transplantologii to był dla chirurga honor. Dowód, że wie, umie i potrafi więcej niż inni. Dziś transplantolog nosi teczki z dokumentami, często tłumaczy się w prokuraturze. W takiej sytuacji środowisko to się zamyka. Często dosłownie. Lepiej bowiem wyjść, niż czuwać, np. nad ewentualnym dawcą wielu narządów, a potem się z tego długo tłumaczyć prokuratorowi.

PROF. WOJCIECH ROWIŃSKI

Nie, nie daliśmy się zastraszyć. Przestrzegania określonego czasu pracy wymagają obecnie obowiązujące przepisy i trzeba się im podporządkować. Wynikają one z założenia, że lepszy lekarz wypoczęty niż przemęczony. Natomiast teczki z przejrzystą dokumentacją medyczną powinny być zawsze do wglądu, także prokuratury. I mimo wszystkich medialnych zawirowań nie brakuje kandydatów na transplantologów. Jest ich więcej, niż dajemy radę kształcić. Podstawowym problemem pozostaje więc liczba narządów do przeszczepów. To zależy nie tylko od lekarzy, lecz od nas wszystkich, czyli od Sejmu, Senatu, rządu, dyrektorów szpitali, ich organów założycielskich, oczywiście świadomości społecznej i sprawnego systemu organizacyjnego. We wspomnianej już Hiszpanii 18 lat temu wprowadzono w szpitalach stanowisko koordynatora transplantacyjnego, co dało bardzo dobre rezultaty. My jesteśmy w trakcie wprowadzania podobnych rozwiązań. Obecnie trwa piąta edycja szkoleń umożliwiających pełnienie tej funkcji. Przygotowaliśmy już 130 osób. Aktualnie szkoli się 35 kolejnych. Są to pracownicy szpitali, głównie lekarze anestezjolodzy, doświadczone pielęgniarki. Dzięki ustawie transplantacyjnej, która znajduje się w jednej z podkomisji sejmowej Komisji Zdrowia i mamy nadzieję, że wkrótce zostanie uchwalona, będzie możliwość ustanowienia takiego stanowiska koordynatora transplantacyjnego. Człowiek ten będzie wiedział, kto, co i kiedy powinien zrobić. Oznacza to m.in. komisyjne stwierdzenie zgonu, ocenę stanu organów do przeszczepu, utrzymywanie ich w odpowiednich warunkach, zawiadomienie transportu, a przede wszystkim uzyskanie informacji od rodziny o woli zmarłego. Przeprowadzenie takiej rozmowy jest wyjątkowo trudne, wymaga zrozumienia, ale i wiedzy psychologicznej. Ale jeśli będzie kompetentny koordynator, życzliwy sprawie dyrektor szpitala i wojewoda, marszałek sejmiku zainteresowany możliwością transplantacji dla pacjentów ze swojego terenu, to wzrośnie liczba organów do przeszczepu. Koszty tego rozwiązania będą niewielkie - kilkaset złotych dodatku dla koordynatora i członków komisji rozpoznającej zgon. Uzyskane dzięki niemu korzyści to uratowanie życia i powrót do zdrowia wielu chorych. Natomiast ekonomicznie każda transplantacja w sumie kosztuje zdecydowanie mniej niż leczenie zachowawcze.

PROF. MAGDALENA DURLIK

W praktyce nierzadko można spotkać się z wątpliwościami, zwłaszcza rodziny, czy pacjent, od którego zamierza się pobrać organy, rzeczywiście już nie żyje. Czy może, mimo wszystko, mógłby jeszcze przetrwać? Ten sposób myślenia wynika z niewiedzy. Bo śmierć mózgu oznacza definitywny kres życia. Jej kryteria są jasne, ustalone. A samo stwierdzenie zgonu ma ustalone i surowo przestrzegane procedury. Jednak wspomniane wątpliwości wzmacniają bariery psychologiczne, etyczne i obyczajowe, co przekłada się na brak powszechnej akceptacji społecznej pobierania narządów od osób zmarłych. Przeszkody występują również w środowisku lekarskim, gdzie odczuwane są trudności organizacyjne, a także ograniczenia finansowe. Istotnie, przeszczepienie np. nerki jest drogą procedurą medyczną, ale z punktu widzenia ekonomicznego o połowę tańszą niż dializoterapia przez lata. Pokonywaniu wymienionych barier służy stała akcja edukacyjna, kampanie medialne prowadzone przez Poltransplant- -Polskie Towarzystwo Transplantacyjne, organizacje pacjentów po przeszczepieniu oraz niedawno powstałą Polską Unię Medycyny Transplantacyjnej. Stopniowo powinny zmniejszać się przeszkody dla lekarzy. Tworzy się przecież zaplecze organizacyjne, czyli ogólnokrajową sieć koordynatorów pobierania i przeszczepiania narządów. Istnieją realne szanse, by w każdym szpitalu stworzono i obsadzono to stanowisko. Dziewiętnastu regionalnych koordynatorów transplantacyjnych to z pewnością za mało jak na potrzeby naszego kraju i obecne możliwości naszej transplantologii. Zostanę przy przykładzie przeszczepiania nerek. Wyniki, jakie uzyskujemy w Polsce, są bardzo dobre i porównywalne ze światowymi. Prognozowany czas przeżycia pacjenta po transplantacji wynosi 20 lat, a oczekującego na transplantację chorego dializowanego 10 lat. Najwięcej zyskują ludzie młodzi (do 30 roku życia), ale transplantacja przedłuża życie także pacjentom po 60 roku życia.

Leczyć skutecznie i taniej

PROF. WOJCIECH ROWIŃSKI

Transplantacja to powszechnie uznawana, skuteczna i bezpieczna metoda leczenia. Ponadto znacznie tańsza od terapii zachowawczych. Nie ma, niestety, ogólnopolskich dokładnych wyliczeń na ten temat, co uważam za dziwne. Jednak z jednego z wrocławskich szpitali uzyskałem informacje, które można uznać za typowe. Otóż leczenie ostrej niewydolności serca kosztuje 60 tys. zł. Często taki pacjent powraca co 2-3 tygodnie do szpitala i o zdecydowanej poprawie stanu zdrowia nie ma mowy. Natomiast przeszczep serca kosztuje 105 tys. zł. Jest to wydatek jednorazowy, a pacjent może wrócić do normalnego funkcjonowania. W przypadku chorób nerek dializa konieczna przy ich niewydolności, a potem transplantacja stanowią rodzaj naczyń połączonych, bo przeszczep jest poprzedzany dializowaniem. Obecnie w Polsce dializuje się ponad 18 tys. pacjentów. Statystyczny roczny koszt każdego z takich chorych wynosi 48 tys. zł. Natomiast koszt leczenia jednego chorego po przeszczepieniu nerki - 18 tys. zł, a po doliczeniu refundowanych leków immunosupresyjnych i innych całość zamyka się kwotą 25 tys. zł. Upraszczając, przeszczep jest o połowę tańszy niż dializa. Natomiast stan zdrowia i jakość życia pacjenta są nieporównywalnie lepsze. Trzeba jeszcze dodać, że im wcześniej dojdzie do transplantacji nerki, tym pewniejszy jest całkowity sukces.

Przeszczepienie wątroby oznacza koszt w wysokości 172 tys. zł, a z leczeniem po operacji 210 tys. zł. Jednak na Zachodzie jest on 3-4 razy wyższy. Gdy dojdzie do realizacji prawa do mobilności medycznej Polaków, to przy braku narządów i odpowiednich rozwiązań organizacyjnych w naszym kraju NFZ zacznie otrzymywać takie rachunki do zapłacenia z zagranicy. Zrobiłem wyliczenia, o ile tańszym rozwiązaniem, nie mówiąc już, ze znacznie lepszym dla pacjentów, jest wprowadzenie dodatków do wynagrodzeń dla pracowników szpitali - koordynatora pobrań oraz osoby zajmującej się utrzymywaniem właściwych warunków dla organów, niż terapie zachowawcze. Przedstawiłem je w Ministerstwie Zdrowia, zna je również minister finansów. Mam nadzieję, że to coś da.