Premier Donald Tusk przyznał dziś, że jest zaniepokojony sytuacją w polskich stoczniach. Podkreślił jednocześnie, że rząd robi wszystko, aby uchronić je przed "czarnym scenariuszem".

"Robimy wszystko, m.in. w Brukseli, ale także w rozmowach z inwestorami, żeby polskie stocznie uchronić przed czarnym scenariuszem. Sytuacja jest trudna, nie szukam nigdy odpowiedzialnych poza sobą. Ja dziś jestem odpowiedzialny za to, co się dzieje z polskimi stoczniami. Ale naprawdę mamy do odpracowania wiele, wiele lat takich skandalicznych zaniechań. Stąd te kryteria, które stosuje dziś Bruksela, są tak surowe i ostre" - powiedział Tusk dziś dziennikarzom.

Premier ma nadzieję "na wsparcie wszystkich" oraz na to, że w tej sprawie "nie będzie rozgrywek politycznych". "Bardzo mi zależy także na wsparciu prezydenta w rozmowach w Europie, żeby plan ratunkowy dla polskich stoczni został przez Brukselę przyjęty" - oświadczył.

"Pracujemy nad wszystkimi wariantami, żeby ludzie nie stali się ofiarami tej sytuacji w stoczni" - podkreślił szef rządu.

"Mogę powiedzieć, że mój rząd na pewno zadba, niezależnie od scenariusza, jaki uda się uzgodnić i wynegocjować w Brukseli, zarówno z Komisję Europejską, jak i potencjalnymi inwestorami, żeby załogom stoczni nie stała się krzywda" - zaznaczył.

Jak dodał, "restrukturyzacja i prywatyzacja stoczni zgodna z pewnymi wymogami europejskimi wymaga także pewnej osłony dla ludzi". "Uważam, że niektórym urzędnikom europejskim brakuje dziś dobrej woli, dlatego bardzo twardo stawiamy sprawę" - zaznaczył.

"Jeśli będzie trzeba, odwołam się do Rady Europejskiej"

Poinformował, że o sprawie stoczni rozmawiał dziś z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem. "Jeśli będzie trzeba nie wykluczam, że odwołam się do Rady Europejskiej" - zapowiedział Tusk.

Wczoraj unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes "wyraziła poważne wątpliwości" wobec przesłanych 26 czerwca przez polski rząd programów restrukturyzacji polskich stoczni. Do czwartku polski rząd musi przesłać KE poprawki do planów restrukturyzacji dla stoczni Gdynia i Szczecin.

Rzecznik KE ds. konkurencji Jonathan Todd powiedział wczoraj dziennikarzom, że Komisja jest gotowa podjąć negatywną decyzję w sprawie zwrotu przyznanej stoczniom Szczecin i Gdynia pomocy publicznej już w przyszłym tygodniu (najpewniej 16 lipca). Zwrot pomocy publicznej może oznaczać dla zakładów upadłość.

Według Todda, plany restrukturyzacji tych dwóch zakładów nie spełniają stawianych przez KE warunków. Przewidują one dalszą pomoc państwa, nie gwarantują długoterminowej rentowności zakładów oraz wystarczającego udziału własnego inwestorów - wyjaśnił rzecznik.

Wczoraj wieczorem Grad spotkał się z inwestorami zainteresowanymi zakupem stoczni Gdynia i Szczecin, którym przedstawił wymagania KE, dotyczące poprawy planów restrukturyzacyjnych tych stoczni. "W czwartek inwestorzy mają ustosunkować się do wymagań Komisji Europejskiej" - poinformował rzecznik MSP Maciej Wiewiór.