Zdaniem uczestników spotkania, zorganizowanego przy okazji szczytu G8 w kurorcie Toyako, taka równowaga przyczyniłaby się do ograniczenia obecnego wzrostu cen ropy naftowej na światowych rynkach.
Przedstawiając "wspólną wizję" w sprawie zmian klimatycznych, liderzy 16 krajów zadeklarowali także gotowość zasadniczego zmniejszenia emisji szkodliwych gazów do atmosfery. Nie ustalili jednak żadnych konkretnych terminów ani też obniżonych kwot emisji.
Uczestniczące w spotkaniu jako "wschodzące gospodarki" Chiny i Indie nie przyłączyły się do zapowiedzi "ósemki" w sprawie redukcji "o co najmniej 50 proc." emisji gazów cieplarnianych do 2050 roku. Pekin i Delhi nie wykluczyły jednak przyłączenia się do takich działań w przyszłości. Do inicjatywy G8 przyłączyły się natomiast Indonezja, Korea Południowa i Australia.
W dokumencie szesnastu państw oceniono, że sprawa zmian klimatycznych stanowi "największe wyzwanie naszych czasów".
"Stoimy wobec globalnego wyzwania, wymagającego globalnej odpowiedzi"
Komentując na gorąco wyniki zakończonego dziś szczytu G8, prezydent USA George W. Bush ocenił, iż "dokonano znaczącego postępu w kierunku wspólnego podejścia do kwestii globalnego ocieplenia". Gospodarz tegorocznego szczytu G8 premier Japonii Yasuo Fukuda dodał, iż przyjęta dziś deklaracja "świadczy przede wszystkim o potężnej woli politycznej" kontynuowania prowadzonych pod auspicjami ONZ prac nad porozumieniem mającym zastąpić traktat z Kioto wygasający w 2012 roku.
Jako "konstruktywne" ocenił wyniki spotkania w Japonii szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso.
"Stoimy wobec globalnego wyzwania, wymagającego globalnej odpowiedzi" - stwierdził w odrębnym oświadczeniu. Barroso wezwał największych emitentów szkodliwych gazów do podjęcia "faktycznych, konkretnych działań", zaznaczając, iż w walce ze zmianami klimatycznymi winny brać udział wszystkie kraje o liczących się gospodarkach. "Musimy być prawdziwi w naszych działaniach" - zakomunikował Barroso, wskazując, iż błędne jest rozpatrywanie problemu gazów cieplarnianych w kontekście konfrontacji między krajami rozwiniętymi a rozwijającymi się.
Dzisiejsza deklaracja ze spotkania liderów 16 państw, podobnie jak wczorajsza deklaracja "ósemki", nosiła znamiona różnic zdań między bogatymi krajami G8 a wschodzącymi potęgami gospodarczymi. Te drugie uważają, iż to właśnie główne mocarstwa gospodarcze winny dać przykład słabszym, podejmując konkretne decyzje ws. walki ze zmianami klimatycznymi.
"Brak woli postępu, przede wszystkim ze strony USA"
Na szczycie w Toyako - pisze agencja Reutera - Stany Zjednoczone nie chciały natomiast zobowiązywać się do konkretnych działań bez gwarancji, iż podobne kroki podejmą również kraje o najszybciej rozwijających się - tzw. wschodzących - gospodarkach.
Obrońcy środowiska naturalnego uznali jednak, iż deklaracja szczytu w Japonii nie przyniosła nic nowego. "Jest wyrazem utrzymującego się od dłuższego czasu impasu" - ocenia dyrektor Inicjatywy ws. Klimatu WWF Kim Carstensen. "Brak woli postępu, przede wszystkim ze strony USA, sprawił iż nie udało się przełamać impasu" - powiedział Carstensen, sugerując, iż nie należy oczekiwać żadnych nowych inicjatyw w sprawach klimatycznych do czasu objęcia władzy w Białym Domu przez nową ekipę.
W Toyako zapowiedziano, iż podobne spotkanie 16 krajów odbędzie się na marginesie przyszłorocznego szczytu G8, mającego odbyć się w Maddalenie we Włoszech.
Dziś w Toyako spotykali się przywódcy szesnastu państw z Grupy MEM (Spotkanie Głównych Gospodarek Świata ws. Bezpieczeństwa Energetycznego i Zmian Klimatycznych - ang. Major Economies Meeting on Energy Security and Climate Change). W skład MEM wchodzą kraje G8, kraje tzw. G5 (Brazylia, Chiny, Indie, Meksyk i RPA) oraz Australia, Indonezja i Korea Południowa. Kraje te łącznie emitują do atmosfery około 80 procent światowych gazów cieplarnianych.