Nie będzie listy metropolii, a jedynie warunki, jakie musi spełniać dana aglomeracja, by nią zostać; tak wydzielone obszary nie dostaną żadnych dodatkowych pieniędzy - to nowa koncepcja rządu na projekt dotyczący obszarów metropolitalnych.

Pod koniec maja premier Donald Tusk, przedstawiając projekty składające się na reformę administracyjną kraju, zapowiadał, że powstanie 12 obszarów metropolitalnych.

W projekcie ustawy, jako potencjalne metropolie, były wymienione aglomeracje: stołeczna, śląska, łódzka, krakowska, poznańska, wrocławska oraz Trójmiasto, Bydgoszcz z Toruniem, Szczecin, Białystok, Lublin i Rzeszów.

Jednak inne regiony i politycy z nimi związani protestowali przeciw pominięciu pozostałych miast wojewódzkich. Obszarem metropolitalnym chciały zostać też m.in. Kielce oraz Częstochowa.

Głównymi zadaniami obszarów metropolitalnych mają być: opracowanie strategii rozwoju, kwestie dotyczące planowania i zagospodarowania przestrzennego oraz ochrony środowiska, transportu, bezpieczeństwa publicznego i infrastruktury.

Rząd zdecydował się, żeby usunąć zapis, w którym z nazwy były wymienione metropolie. "Rozpętały się jakieś żądania, żeby wpisać wszystkich i to zostało wycięte" - tłumaczy w rozmowie z PAP powód zmiany koncepcji odpowiadający za projekt doradca szefa MSWiA prof. Michał Kulesza. Według niego, lista miast - potencjalnych metropolii "robiła dużo złej krwi".

Nie zmieniły się natomiast warunki, jakie musi spełniać dany obszar by zostać metropolią. Będzie to musiał być teren, na którym "występuje intensywna zabudowa i duże zagęszczenie ludności, duży przepływ osób i towarów oraz znaczna wymiana usług".

"To nie jest ustawa, która miałaby dawać komukolwiek pieniądze, to jest ustawa, która ma wspomagać zarządzanie na obszarach dużych aglomeracji"

Rząd odgórnie utworzy metropolie na obszarach, na których mieszka "ok. 2 mln osób lub więcej" przy gęstości zaludnienia przekraczającej 200 mieszkańców na 1 km kw. Oznacza to, metropoliami zostaną aglomeracja śląska i warszawska.

Jednak jest też furtka dla mniejszych miast, które chciałby utworzyć obszar metropolitalny, a nie mają tak wielu mieszkańców. Rząd - w myśl proponowanych przepisów - może wyznaczyć obszary metropolitalne na terenach z ludnością "ok. 500 tys. osób lub więcej". Gminy mające tworzyć taki związek będą jednak musiały się porozumieć i być jednomyślne w sprawie granic obszaru.

Druga zmiana dotyczy pieniędzy. Z projektu wypadł zapis, który dawał obszarom metropolitalnym dodatkowe środki przez udział w podatkach.

"To nie jest ustawa, która miałaby dawać komukolwiek pieniądze, to jest ustawa, która ma wspomagać zarządzanie na obszarach dużych aglomeracji" - podkreślił Kulesza.

Rząd jest zdania, że metropolie same poradzą sobie z finansowaniem działalności. Kulesza podaje przykład Warszawy i Śląska, którym - jak mówi - nie brakuje pieniędzy, tylko zdolności współpracy, a to ma im dać ten projekt.

Jednak w ocenie sekretarza Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, dyrektora Biura Związku Miast Polskich Andrzeja Porawskiego, usunięcie przepisu o finansowaniu ma na celu zmniejszenie zainteresowania obszarami przez mniejsze miasta.

"Jeśli się powie, że nie ma żadnych pieniędzy to ten pęd małych miast żeby zostać metropolią szybko się skończy" - uważa Porawski.

Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski nie kryje zadowolenia ze zmiany koncepcji dotyczącej obszarów metropolitalnych. "Jest to właściwy krok we właściwym czasie, bo daje się samorządom oddolną inicjatywę" - ocenił w rozmowie z PAP.

"Na pewno cieszy mnie fakt, że PO zmienia stanowisko, bo widzi, że jej stanowisko nie zyskałoby większości w parlamencie"

PSL nie kryło, że poprzednia propozycja nie była mu na rękę. Wicemarszałek Sejmu Jarosław Kalinowski (PSL) mówił nawet, że ludowcy będą robić wszystko, aby nie dopuścić do wprowadzenia metropolii.

Jednak Żelichowski uważa, że propozycja PO to głównie zaspokojenie postulatów zgłaszanych przez samorządowców. "To jest wyjście na przeciw oczekiwaniom samorządowców, bo to ich dotyczy" - mówi.

Również polityk z kierownictwa PO ocenił w rozmowie z PAP, że taka propozycja to nie chęć zażegnania zawczasu kłótni koalicyjnej, tylko odpowiedź na głosy ze strony samorządowej.

Jednak spory - według tego polityka - mogą się pojawić i to nie tylko w łonie samej koalicji, ale nawet wewnątrz samej PO. Rozmówca PAP tłumaczył, że każdy poseł jest związany ze swoim regionem i będzie się starał, żeby w jego województwie też była metropolia.

"Na pewno cieszy mnie fakt, że Platforma Obywatelska zmienia stanowisko (ws. metropolii - PAP), bo widzi, że jej stanowisko nie zyskałoby większości w parlamencie" - oświadczył z kolei w Kielcach szef klubu PiS Przemysław Gosiewski.

"Jeżeli metropolie mają mieć charakter centrum rozwoju poszczególnych województw, to te kryteria muszą być dostosowane do sytuacji, która jest w naszym kraju"

Podkreślił, że zaskakuje go tak bardzo rygorystyczne podejście do kwestii metropolii, bo - przy kryteriach opisywanych dziś w mediach - wiele stolic województw nie będzie spełniać koniecznych warunków, by były miastami metropolitarnymi.

"Jeżeli metropolie mają mieć charakter centrum rozwoju poszczególnych województw, to te kryteria muszą być dostosowane do sytuacji, która jest w naszym kraju" - powiedział Gosiewski.

Wcześniej o zmianach w ustawie o obszarach metropolitalnych napisała "Gazeta Wyborcza".