Wczoraj transportowcy, mimo zapowiedzi, nie podjęli akcji protestacyjnej Ślimak przeciwko rządowemu pomysłowi zniesienia winiet. Chcą oni także obniżenia cen oleju napędowego.

Obecny system winietowy, w którym przewoźnicy płacą za korzystanie z dróg krajowych zryczałtowaną opłatę, miała zastąpić stawka za przejazd każdego kilometra daną trasą. Takie rozwiązanie zakłada rządowy projekt nowelizacji ustawy o drogach publicznych. Nowy system poboru opłat miał wejść w życie od początku lipca. Tymczasem dopiero na rozpoczynającym się jutro posiedzeniu Sejmu zostanie przedstawione sprawozdanie komisji infrastruktury z prac nad projektem ustawy o drogach publicznych.

- Nie zdążymy już uchwalić tej nowelizacji przed wakacjami. Biorąc pod uwagę, ile czasu trwają prace parlamentarne uchwalenie nowelizacji ustawy o drogach publicznych jest możliwe dopiero w październiku - mówi Antoni Mężydło, poseł Platformy Obywatelskiej.

Z tego, że zmiany zaproponowane przez rząd nie wejdą szybko w życie, cieszą się firmy transportowe. Ich zdaniem propozycje w projekcie są dla nich niekorzystne.

Ulga wśród przedsiębiorców

- Im później ta nowelizacja wejdzie w życie, tym lepiej. Każde odsunięcie uchwalenia przepisów, które wiążą się z większym obciążeniem dla przewoźników drogowych, jest korzystne - mówi Tomasz Rejek, prezes Pomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

Obecnie przedsiębiorcy wykupują np. roczną winietę za 2500 zł i pojazd z ich floty może swobodnie poruszać się po drogach krajowych. Projekt nowelizacji ustawy zakłada, że płaciliby oni za każdy przejechany kilometr po drogach krajowych i autostradach. W projekcie wskazano, że maksymalna dopuszczalna stawka opłaty za jeden kilometr może wynieść 2,5 zł. Jednak Ministerstwo Infrastruktury, które przygotowało zmiany, szacuje, że opłaty za przejazd ciężarówek powyżej 12 ton mogą wynieść około 0,34 zł za kilometr. Natomiast w przypadku autobusów 0,46 zł. W przypadku TIR-ów koszt przejazdu 1000 kilometrów wyniósłby 340 zł, a pojazdy te pokonują rocznie kilkadziesiąt tysięcy kilometrów lub więcej.

Z opłat winietowych do budżetu państwa trafia rocznie około 800 mln zł. Kwota ta zasila Krajowy Fundusz Drogowy, skąd 90 proc. wpływów trafia do prywatnych właścicieli autostrad w Polsce. Około 10 proc. tych środków jest przeznaczanych na remonty dróg krajowych.

Po co zmiany

Adrian Furgalski, dyrektor w Zespole Doradców Gospodarczych TOR, zaznacza, że rząd jest w niekorzystnej sytuacji. Podpisane kilka lat temu umowy z koncesjonariuszami autostrad są niekorzystne dla państwa.

- Zerwanie umów nie wchodzi w rachubę, gdyż wiązałoby się to z koniecznością wypłacenia olbrzymiego odszkodowania - tłumaczy Adrian Furgalski. Jego zdaniem, rząd zaproponował w miarę sensowne wyjście z sytuacji, gdyż obecny stan nie może być dłużej utrzymywany, a od kilku lat nie zwiększają się wpływy z winiet, mimo że po Polsce jeździ coraz więcej ciężarówek.

Decyduje czynnik ekonomiczny

Przewoźnicy drogowi wielokrotnie zapowiadali, że jeżeli winiety zostaną zniesione, to ciężarówki zostaną skierowane na lokalne drogi, gdzie nie będzie opłat. W konsekwencji lokalne drogi będą bardziej zatłoczone i niebezpieczne. Dojdzie jeszcze konieczność częstszych remontów tych tras.

- To jest najgorszy moment na to, by dokonywać zmian w systemie opłat za korzystanie z dróg krajowych. Zgadzam się, że jest to potrzebne, ale nie wtedy, gdy mamy zaledwie 200 kilometrów autostrad. Potrzebna jest cała sieć odpowiednich dróg ekspresowych i autostrad, aby system opłat w postaci myta był uzasadniony - mówi Tomasz Rejek z Pomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych. Tłumaczy, że jeżeli zmiany wejdą w życie przy obecnym stanie dróg, to przedsiębiorcy będą kierowali się wyłącznie czynnikiem ekonomicznym i skierują auta na lokalne trasy.