Zmiana prawa

Urząd Zamówień Publicznych zaproponował wprowadzenie zmian do rozporządzenia prezesa Rady Ministrów z 2007 roku w sprawie wysokości oraz sposobu pobierania wpisu od odwołania (Dz.U. nr 128, poz. 886).

W przypadku dostaw i usług o wartości mniejszej niż 133/ 206 tys. euro (w zależności od rodzaju zamawiającego) wysokość wpisu będzie wynosić 7,5 tys. zł, natomiast od 133/ 206 tys. euro - 15 tys. zł. W przypadku dużych robot budowlanych (od 5,15 mln euro) firmy zapłacą 20 tys. złotych, a przy mniejszych robotach - 10 tys. zł.

Drogie odwołania

Teraz wpis wynosi 40 tys. zł (roboty budowlane powyżej wartości unijnych) i 20 tys. zł (dostawy, usługi oraz roboty budowlane poniżej wartości unijnych).

- Trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie dla tak wysokiego wpisu od odwołania. Zwłaszcza że obecnie rzeczywiste koszty postępowania przed Krajową Izbą Odwoławczą (KIO) stanowią średnio 10 proc. lub 20 proc. wpisu. Tyle bowiem z reguły zatrzymuje Urząd Zamówień Publicznych, zwracając różnicę wykonawcy po wydaniu przez KIO wyroku - ocenia Aldona Kowalczyk, radca prawny, szef Zespołu Prawa Zamówień Publicznych Kancelarii Prawniczej Salans. Według niej wysokość wpisu od odwołań stoi także w rażącej dysproporcji do wpisu od skargi do sądu na orzeczenie KIO. Ten od lat wynosi 3 tys. zł.

- Obecnej wysokości wpisów od odwołań nie da się pogodzić z zasadą demokratycznego państwa prawnego - uważa Piotr Trębicki, radca prawny, szef Zespołu Zamówień Publicznych w Kancelarii Gessel.

Według niego obowiązujące od października 2007 r. wpisy od odwołań są zdecydowanie za wysokie, a rozporządzenie ustalające ich wysokość jest niezgodne z delegacją ustawową zawartą w art. 193a pkt 2 p.z.p.

Wysokość wpisu wręcz kontrastuje z rzeczywistymi kosztami postępowania. Te w 2007 roku wynosiły ok. 4 tys. zł. Różnica między wpisem a wysokością realnych kosztów postępowania odwoławczego jest zwracana. Jednak dla firm to niepotrzebne zamrożenie pieniędzy na kilka tygodni.

Walka z pieniaczami

- Jeśli przy dostawach i usługach wpis wynosi 20 tys. zł, a zasądzane koszty dla Krajowej Izby Odwoławczej to zaledwie ok. 4 tys. zł, to w praktyce dochodzi do kredytowania instytucji państwowej przez przedsiębiorców - uważa Piotr Trębicki. Według niego podniesienie wpisu w 2007 roku miało dodatkowo odstraszać wykonawców od wnoszenia odwołań. Wyższe wpisy wzmacniały efekt kwietniowej nowelizacji p.z.p., która ograniczyła prawa przedsiębiorców do wnoszenia odwołań. Wpisy zaczęły pełnić rolę straszaka na tzw. pieniaczy, czyli przedsiębiorców nadużywających środków odwoławczych.

- Nigdzie nie upoważniono prawodawcy do konstruowania odstraszającej funkcji wpisu od odwołania, a jedynym ograniczeniem dla zainteresowanych przedsiębiorców powinny być przewidziane prawem progi wartości postępowań oraz realne koszty postępowania ponoszone przez Urząd Zamówień Publicznych i Krajową Izbę Odwoławczą - podkreśla Piotr Trębicki.

Według Aldony Kowalczyk obecny wysoki wpis nie stanowi, jak zakładano, prawdziwej bariery dla pieniactwa procesowego.

- Wynika to z ograniczenia prawa do odwołań tylko do zamówień o wartości od progów unijnych dla dostaw i usług. W efekcie wartość zamówień, o które odwołujący się toczą walkę, jest wysoka. Konieczność uiszczenia wpisu w wysokości 20 lub 40 tys. zł nie jest dla nich tak dotkliwa, a co najwyżej oznacza zamrożenie tej kwoty na ok. trzy, cztery tygodnie - wskazuje Aldona Kowalczyk. Podkreśla, że pozostała część wpisu, nawet w przypadku porażki odwołującego w postępowaniu przed KIO, jest mu zwracana.

Za mała obniżka

Proponowana przez UZP obniżka wpisów to dobry krok. Nadal jednak wpisy nie będą odzwierciedlać rzeczywistych kosztów postępowania odwoławczego.

Obniżka wpisów będzie niewystarczająca, zwłaszcza w przypadku uchwalenia proponowanego przez rząd rozszerzenia możliwości wnoszenia odwołań już od kwoty powyżej 14 tys. euro.

- Wówczas relacja między wartością spraw, których będą dotyczyć odwołania, a obecną wysokością wpisu, zmieni się, i to na niekorzyść dla odwołujących się przedsiębiorców. Zmiana relacji może być na tyle drastyczna, że wpis może się okazać wówczas dla małych i średnich firm realną barierą przy korzystaniu z prawa do odwołań - uważa Aldona Kowalczyk.