- Branży zabraknie uprawnień do emisji CO2, a elektrociepłownie zostały pokrzywdzone planowanym ich podziałem. Produkcja energii i ciepła w skojarzeniu daje około 30 proc. oszczędności węgla, a przydział na sektor elektrociepłowni nie promuje wykorzystania tego potencjału. Jednak nie jest tak, że przestaniemy produkować ciepło po wyczerpaniu uprawnień do emisji CO2. Po wyczerpaniu limitów trzeba będzie dokupić brakujące uprawnienia, ponieważ ciepłownie czy elektrociepłownie mają wynikające z koncesji zobowiązania do dostarczania ciepła. Konkluzja jest taka, że trzeba myśleć o tym, ile dokupić uprawnień, żeby produkować, ile trzeba.

Ile uprawnień będzie brakowało elektrociepłowniom i ciepłowniom? Jak to wpłynie na ceny ciepła?

- Rynki ciepła są rynkami lokalnymi i jeśli rozdział uprawnień wejdzie w życie, to każda firma będzie wiedziała, ile jej zabraknie, ile będzie musiała dokupić i dołożyć do kosztów. Sytuacja w tym roku jest zła dlatego, że już produkujemy i sprzedajemy, a podziału nie ma i kontraktujemy produkcję, której kosztów nie znamy. Wpływ deficytu limitów CO2 na wzrost cen ciepła trudno oceniać, bo ceny ciepła są zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki. Sądzę, że wnioski o podwyżki będą składane, ale myślę, że w tym roku ceny mogą już nie zdążyć wzrosnąć, bo cykl zatwierdzania taryf przez URE jest kilkumiesięczny. Jeśli wzrosną, to może zimą lub z początkiem przyszłego roku.

Czy z powodu deficytu CO2 elektrociepłownie będą ograniczać produkcję energii tylko do poziomu produkcji ciepła? Czy ceny węgla będą nadal rosnąć i też dadzą impuls wzrostu cen ciepła?

- Wszystko zależy od tego, jaka będzie cena energii elektrycznej. Jeżeli cena energii przeniesie dodatkowe koszty deficytu CO2, to dlaczego nie produkować? Natomiast presja na wzrost cen węgla jest ewidentna. Jeszcze pół roku czy rok temu kupowaliśmy węgiel poniżej 50 euro za tonę, a teraz będziemy się powoli zbliżać do 150 euro.