Przez ostatnie lata zatrudnienie w kopalniach węgla kamiennego spadało. W tym roku pojawił się jednak nowy trend. Po raz pierwszy od kilku lat zatrudnienie w górnictwie może wzrosnąć. Na koniec kwietnia w kopalniach pracowało 117,5 tys. osób. Ministerstwo Gospodarki przewiduje, że do końca roku wzrośnie o 2 tys. osób.

Do firm górniczych wpłynęło w tym roku już 30 tys. podań o pracę. Firmy mogą przyjąć około 10 tys.

- Mamy prawie 18 tysięcy podań o przyjęcie do pracy na dole, a możemy przyjąć około 6,5 tys. osób. Jednocześnie tylko na emerytury może w tym roku odejść około 5 tys. osób - mówi Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej (KW).

Podobna sytuacja jest w Jastrzębskiej Spółce Węglowej (JSW), do której wpłynęło już około 9 tys. podań (może ją dostać najwyżej 1,9 tys. osób) i w Katowickiej Grupie Kapitałowej (KGK), która otrzymała ponad 2 tys. zgłoszeń, a chce przyjąć ok. 1,9 tys. osób.

Spadek zatrudnienia związany był z ograniczaniem wydobycia, m.in. z likwidacją nierentownych kopalni. Teraz KGK planuje zwiększyć wydobycie w tym roku o blisko 1 mln ton, a JSW zamierza samodzielnie realizować niektóre usługi zlecane do tej pory firmom zewnętrznym.

- Decydujemy się na niewielki wzrost zatrudnienia, bo świadczące nam usługi firmy zewnętrzne mają problemy z ludźmi i musimy więcej osób zatrudniać u siebie - mówi Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzecznik JSW.

KW, największa polska firma górnicza, szacuje, że średnia płaca netto początkującego górnika wynosi w jej kopalniach ok. 1,7 tys. zł miesięcznie. KGK twierdzi, że oferuje podobne wynagrodzenia. Najwięcej na starcie można zarobić w JSW.

- Płaca u nas zależy od kopalni, bo nie mamy jednego zbiorowego układu pracy. Przykładowo górnik rozpoczynający pracę w kopalni Zofiówka może liczyć na około 2 tys. zł netto - mówi Katarzyna Jabłońska- Bajer.

Na przyszłych górników przez kilka lat będą co roku czekały tysiące miejsc pracy. W latach 2006-2015 aż 63 tys. pracowników górnictwa nabędzie uprawnienia emerytalne, a z tego ponad 55 tys. to górnicy dołowi. Ktoś ich będzie musiał zastąpić i chociaż kopalnie m.in. podpisują umowy patronackie ze szkołami, fundują stypendia, to wcale nie są pewne, że łatwo im będzie o ręce do pracy.

- Następuje zmiana pokoleniowa, a ludzie wchodzący na rynek pracy mają szereg innych propozycji spoza górnictwa. Trzeba będzie się mocno natrudzić, żeby znaleźć ludzi do pracy w branży, która jest niebezpieczna i na początek wcale nie daje oszałamiających propozycji finansowych - mówi Ryszard Fedorowski, rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego.