Najwięcej zebrał Union Investment TFI, który zgromadził na ten cel ponad 44 mln zł, 30,4 mln zł dysponuje fundusz KBC, Alianz TFI - 12,1 mln zł. To niewiele, jak na ponad 104 mld zł, którymi zarządzają wszystkie polskie TFI. Jak jednak twierdzą szefowie futbolowych funduszy, inwestycje na Euro 2012 dopiero ruszyły i wraz z postępem przygotowań do mistrzostw, powinno przybywać również inwestorów, wierzących w moc piłkarskiego kapitału.

Inwestorzy w funduszach myślą już o Euro 2012.

Cztery lata temu nie było w Polsce funduszy inwestujących w spółki, które potencjalnie miały zyskać na Euro 2008. Ale pod koniec ubiegłego roku zaczęły pojawiać się fundusze, które postanowiły wypromować pomysł na dobór spółek powiązanych z mistrzostwami. Na razie na polskim rynku są trzy fundusze powiązane z Euro 2012: fundusze otwarte przygotowane przez Union Investment TFI i Allianz TFI oraz zamknięty fundusz KBC (certyfikaty notowane są na GPW).

Więcej marketingu niż szans na zarobek

Pomysł na inwestowanie w spółki związane z mistrzostwami piłkarskimi nie wzbudza do dziś entuzjazmu środowiska funduszy inwestycyjnych. - „Jako wątek marketingowy to ma sens, inwestycyjnie – nie bardzo, bo ta perspektywa jest już dawno uwzględniona w cenach” – mówi Marek Przybylski, prezes Commercial Union TFI. - „To już nie jest wartość inwestycyjna dla gospodarki” – dodaje Grzegorz Latała, główny ekonomista CU IM.

Jacek Treumann, członek zarządu Legg Mason TFI wskazuje, że produkty tworzone w nawiązaniu do wydarzeń sportowych, często są marketingowo bardzo atrakcyjne. „Jednak przyglądając się ich konstrukcji uważniej, można dojść do wniosku, że niosą o wiele większe ryzyko, niż standardowe strategie inwestycyjne. Naszym zdaniem główną wadą takich rozwiązań jest całkowite uzależnienie od cyklu gospodarczego danej branży, bądź właśnie panującego trendu na określone dobra”. Dlatego Legg Mason nie należy do entuzjastów niszowych rozwiązań, bo gdy moda się skończy na dany typ produktu, zarządzający ma ograniczone możliwości inwestycyjne, a inwestor traci.

To ryzykowna moda

„W ostatnim czasie byliśmy świadkami pewnych mód, które bardzo źle skończyły się dla klientów, jak i samych funduszy. Chodzi mianowicie o spółki internetowe, spółki budowlane, fundusze typu MIŚ, czy fundusze nastawione na rynek chiński. Przypomnijmy, że bańka internetowa pękła 8 lat temu i jak dotąd indeksy nawet nie zbliżyły się do historycznych poziomów, zaś wiele spółek z tego segmentu rynku po prostu zbankrutowało” – dodaje Jacek Treumann. Zwraca uwagę na wady produktów związanych z Euro 2012, takich jak ograniczenia czasowe i ograniczoną liczbę spółek notowanych na GPW, które będą uczestniczyć w przetargach, w których, dodatkowo, marże będą bardzo niskie, a terminowość – wymagana. „Poza tym, skoro jakieś super ciekawe branże czy spółki da się wyselekcjonować, to należy założyć, że kupi je każdy racjonalny fundusz akcji i na nich skorzysta. Co więcej może się okazać, że konstrukcja funduszy typu Euro 2012 i zwykłych funduszy nie będzie zbytnio od siebie odbiegać. Natomiast w przypadku braku ciekawych możliwości inwestycyjnych fundusze o uniwersalnej strategii będą mieć zdecydowaną przewagą nad produktem typu Euro 2012” – dodaje członek zarządu Legg Mason. 

Euro to tylko etykieta

Jeśli, wiec, dobrze się zastanowić, to pomysł na Euro 2012 nie różni się od funduszy sektorowo inwestujących w spółki krajów BRIC, budownictwo, produkty spożywcze czy energetyczne. Inna jest tylko etykietka, pod którą tematycznie grupowane są walory. 

Euro 2012 w nazwie można w dodatku potraktować jako wskazówkę trendu rynkowego, który będzie się coraz bardziej umacniał. Im więcej spółek na giełdzie, im więcej dostępnych rynków, tym częściej będą się pojawiać etykiety zrozumiałe dla niewyspecjalizowanych inwestorów, którzy nawet jeśli nie kojarzą danej spółki, to wiedzą, że to firma działająca na konkretnym rynku, który ma duże szanse przynosić zyski.

„Im szerszej bazy klientów TFI będą szukać, tym zapewne więcej pojawiać się będzie nazw funduszy precyzyjnie określających portfel inwestycyjny. Sprzedawane będą tematy i to modne. Czasem w nazwie mamy do czynienia z próbą wyłuskania i wskazania pewnych korzyści. Ma to też tę dobrą stronę, że nazwa będzie pokazywać ryzyko związane z daną inwestycją, a tego ryzyka przecież inwestor powinien być świadomy” – mówi Tomasz Publicewicz z Analiz Online, firmy monitorującej rynek funduszy. Zwraca przy tym uwagę, że podobna tendencja precyzowania nazw czeka także inwestorów zainteresowanych bardziej wyspecjalizowanymi funduszami. „To marketing, może nie tak rozbudowany jak przy produktach ustrukturyzowanych, gdzie pojawiają się nazwy przemawiające do uczuć jak „trzech tenorów”, ale jest to ścieżka, która nas czeka” – dodaje. 

Piłka plus budowlanka i…banki

Być może więc z czasem pojawi się więcej funduszy, których portfel inwestycyjny określi perspektywa Euro 2012. Przy tym nie same mistrzostwa muszą być jedynym wyznacznikiem doboru spółek. Euro 2012 to niezła cezura czasowa, określająca jednocześnie horyzont inwestycyjny i branże.
Tak skonstruowany jest portfel subfunduszu Allianz Budownictwo 2012: akcje spółek z sektora budowlanego i nieruchomości oraz akcje tych spółek, których działalność może być związana z mistrzostwami Europy. Ich udział w portfelu to 70-100 proc. 

Subfundusz UniAkcje Mistrzostwa Europy inwestuje w spółki z branży budowlanej, turystycznej i konsumpcyjnej (nie mniej niż 60 proc. portfela). Ale obecnie w portfelu są także banki, firmy informatyczne, medialne i telekomunikacja. 

Przyjdzie tez czas na inwestycje w infrastrukturę

„ Aktualnie widzimy kilka sektorów gospodarki, w których najbardziej w najbliższym czasie będzie widoczny rozwój Polski. Oczywiście dobór tych sektorów będzie się zmieniał w czasie. Obecnie w naszej ocenie atrakcyjne jest budownictwo infrastrukturalne. Bliżej terminu mistrzostw, sektor ten najprawdopodobniej zostanie zastąpionym innym. Euro 2012 traktujemy jako silny impuls rozwojowy, zaś sam fakt rozstrzygnięcia mistrzostw nie będzie oznaczać zamknięcia subfunduszu” – podkreśla Małgorzata Góra, prezes Union Investment TFI. Należy pamiętać, że w ciągu najbliższych sześciu lat Polska będzie miała do wydania na inwestycje 300 mld zł, czyli tyle, co całe dochody przyszłorocznego budżetu, a to bardzo poważny zastrzyk pieniędzy dla inwestycji. W tym – na przykład – infrastrukturalnych.

Fundusze nie zapominają też o piłkarskiej turystyce

KBC TFI zdecydowało się nie na fundusz otwarty, tylko – na fundusz zamknięty (KBC Polska 2012 FIZ), z gwarancją kapitału. Prognozy rentowności funduszu budowano m.in. na szacunkach, że na mistrzostwa przyjedzie do Polski ponad 21 mln turystów, którzy zostawią 40 mld złotych w firmach ich obsługujących. Zapadalność funduszu, powiązanego z funduszem belgijskim KBC, to marzec 2013 r. Zarządzający wybrali międzynarodowy koszyk 30 spółek (w tym m.in. polskie Orbis, Grupa Kęty i TP SA), które powinny zarobić w związku z mistrzostwami. „Ale nie przewidujemy dodatkowych subskrypcji” – mówi Agata Stępniewska z KBC TFI. 

Euro 2012 określa perspektywę dla gospodarki

Specjaliści, poczynając od szefa amerykańskiej Fed, twierdzą, że najgorsze w gospodarce światowej może już być za nami. Analitycy Open Finance już 11 czerwca podliczyli po sesji warszawskiej GPW, że WIG spadł na poziom najniższy od sierpnia 2006 r. Nikt oczywiście nie wie, czy w nadchodzących miesiącach będą wzrosty.
Prezes Union Investment TFI zwraca uwagę, że fundusz oferowany przez jej towarzystwo wystartował we wrześniu ubiegłego roku, a więc już w okresie gorszej koniunktury giełdowej, pogłębionej w kolejnych miesiącach. „Ten subfundusz bez żadnej promocji był jednym z najlepszych, jeśli chodzi o napływy środków, a to znaczy, że perspektywa wysokiego potencjału zysku wynikającego z bieżącego rozwoju gospodarczego Polski przemawia do inwestorów” – dodaje. „Wiem, że w części komentarzy rynkowych uznano, iż subfundusz UniAkcje Mistrzostwa Europy 2012 to tylko pomysł marketingowy. Nam jednak chodzi o to, by udostępnić taki subfundusz, który inwestuje w sektory najbardziej rozwojowe, których rentowność będzie lepsza niż przeciętna” – podkreśla Małgorzata Góra. 

Zdaniem Tomasza Publicewicza, im bliżej Euro 2012, tym bardziej czas działa na niekorzyść wyników inwestycyjnych – fundusze akcyjne powinny mieć dłuższy horyzont inwestycyjny niż 2-3 letni. „Jeśli takie fundusze pojawiałyby się w 2011, to prognozy zysków już będą uwzględnione w cenach akcji” – podkreśla. Nie należy jednak zapominać o marketingu w nazwach, który może grać na skojarzeniach z mistrzostwami Europy w 2012, ale niekoniecznie oznaczać inwestycje w branże powiązane z piłką nożną. „Mogą raczej pojawiać się produkty strukturyzowane, bankowe, o dość luźnych związkach z Euro 2012” – dodaje Tomasz Publicewicz. 

Najlepiej inwestować teraz, gdy jest jeszcze cztery lata do mistrzostw

O tym czy inwestować w konkretne fundusze „piłkarskie”, decydują sami inwestorzyw. Zarządzający zwracają uwagę, że niezależnie od tego, jaki fundusz akcyjny się wybierze, to perspektywa kilkuletnia jest w ogóle dobrą perspektywą do inwestowania w akcje, zwłaszcza, że spółki staniały. 

Czy już jest tanio? „Być może, choć nie wykluczamy sytuacji w której będzie taniej. Dla inwestora, który może pozwolić sobie na 4 letni horyzont inwestycyjny zdecydowanie lepiej jest kupować akcje po 35 proc. spadku, aniżeli po 35 proc. wzroście” – mówi Jacek Treumann wskazując, że właśnie mamy za sobą 35 proc. spadku w Warszawie. Dodaje, że jeśli przeanalizować historię GPW, to w okresie od 1994 do kwietnia 2008 roku, 80 proc. czteroletnich stóp zwrotu z indeksu WIG było dodatnich, zaś zaledwie 20 proc. było ujemnych, przy czym największa strata wyniosła 32 proc., zaś najwyższy wzrost 319 proc.
Rafał Janczyk, dyrektor ds. inwestycyjnych w CU IM podkreśla, że „już jest dość tanio”. W dodatku statystycznie rzecz ujmując, „jest szansa, że opuścimy strefę spadków”. 

Być może więc Euro 2008 i myślenie o następnych mistrzostwach powinno być w ogóle przyczynkiem do przemyślenia własnych inwestycji. Także w niepopularne obecnie fundusze akcyjne. te mogą się okazać również strzałem w dziesiątkę, tak jak fundusze piłkarskie. Szczególnie, gdy polska piłka wyjdzie z zapaści korupcyjnej i zacznie się naprawdę liczyć na piłkarskiej mapie Europy.

Anna Lach