Niskie stopy procentowe oraz bogata oferta banków przyczyniły się do zaciągania kredytów.

- Dużym zainteresowaniem cieszyły się szczególnie kredyty i pożyczki hipoteczne, których okres spłaty wynosi zazwyczaj kilkadziesiąt lat - mówi Grzegorz Aleksandrowicz, dyrektor makroregionu centralnego ds. kredytów hipotecznych firmy emFinanse. Jednak zarówno ci, którzy zadłużyli się w rodzimej, jak i w szwajcarskiej walucie, z niepewnością spoglądają w przyszłość. Specjaliści doradzają jednak spokój. Przewalutowanie kredytów z franków na euro czy ze złotówek na euro nie przyniesie teraz żadnych oszczędności.

- Przejście do strefy euro odbędzie się prawdopodobnie płynnie, a kredytobiorcy nie powinni ponieść z tego tytułu żadnych strat - mówi Grzegorz Aleksandrowicz.

Takiego samego zdania jest Krzysztof Iwan z firmy Goldenegg Niezależni Doradcy Finansowi.

- Pojawiają się też informacje, że dodatkowym zabezpieczeniem, tuż przed wprowadzeniem wspólnej waluty w Polsce, ma być sztucznie utrzymywany kurs euro. Specjaliści uważają, że zapobiegnie to spekulacji na rynku walutowym. Będzie to ochrona dla tych, którzy mają zaciągnięte kredyty. Dzięki temu rata kredytu nie wzrośnie nagle o 20 czy nawet 30 procent.

Ekspert Goldenegg uważa, że ci, którzy mają zaciągnięte kredyty w złotówkach, mogą nawet zyskać na wejściu do strefy euro. - Wynika to z oprocentowania kredytów (wskaźniki WIBOR i LIBOR). Obecnie przy kredytach złotówkowych wskaźnik ten wynosi 6,5 procent, a w przypadku euro 4,85 procent. Przewalutowanie na euro spowoduje, że klienci zyskaliby na chwilę obecną ponad 1,5 procent. - Nie wiadomo jednak, jak oprocentowanie kredytów będzie wyglądało za kilka lat, kiedy Polska będzie wchodzić do strefy euro.

W komfortowej sytuacji są posiadacze kredytów we frankach szwajcarskich.

- To obecnie najtańsze zobowiązania na rynku. Trzymiesięczny LIBOR dla tej waluty wynosi 2,77 procent - mówi Krzysztof Iwan. Dodaje, że nie należy teraz spieszyć się z przewalutowaniem szwajcarskich kredytów na polskie czy europejskie.

- Różnica w racie pomiędzy złotówką a frankiem wynosi obecnie około 30-40 procent na korzyść waluty szwajcarskiej. Specjaliści mówią, że aby te raty zrównały się, frank musiałby kosztować około 3 zł, przy zachowaniu obecnego oprocentowania kredytów. Będzie to jednak trudne, ponieważ specjaliści zapowiadają kolejną podwyżkę stóp procentowych w Polsce, a co za tym idzie, frank szwajcarski musiałby być jeszcze droższy.

Grzegorz Aleksandrowicz przypuszcza jednak, że kredytobiorcy obawiają się przejścia do strefy euro z jeszcze jednego powodu. Chodzi o opłatę za przewalutowanie. Czy banki pobiorą ją w chwili wejścia Polski do strefy euro, to już zależy od nich samych. Obecnie niektóre żądają takich opłat, inne nie.

Na razie jednak strefa euro oddala się od Polski. Jednym z wymagań stawianych przez Unię Europejską, by euro zastąpiło złotego, jest stabilny kurs naszej waluty wobec wspólnotowej.

- Ostatnio waluta europejska tanieje z dnia na dzień - od początku roku płacimy za nią o ponad 20 groszy mniej - mówi Grzegorz Aleksandrowicz.

Polska nie spełnia na razie także pozostałych kryteriów stawianych przez Brukselę. Chodzi o utrzymanie niskich stóp procentowych oraz niskiej inflacji.

- Rok 2007 stał pod znakiem ciągle rosnących cen, czyli wzrostu inflacji, która znacznie przekroczyła wyznaczoną granicę. Konsekwencją takiej sytuacji są stale rosnące stopy procentowe, które w tym roku podnoszone były już trzy razy - dodaje Grzegorz Aleksandrowicz. Optymistyczne doniesienia mówią, że euro w Polsce pojawi się nie wcześniej niż za trzy lata. Realny jest jednak rok 2013. Krzysztof Iwan z Goldenegg radzi, by na razie nic nie robić ze swoimi kredytami.

- Nad przewalutowaniem złotych na franki szwajcarskiej można byłoby się zastanowić, jeśli wzrośnie wartość franka. Chodzi o to, że zmiana waluty kredytów następuje po kursie kupna, a raty płacone są po kursie sprzedaży waluty.