OECD, skupiająca 30 najbardziej rozwiniętych i wschodzących gospodarek świata, obniżyła w środę prognozy wzrostu, wzywając jednocześnie banki centralne, aby w obliczu przyspieszającej inflacji nie zmniejszały stóp procentowych. Tempo rozwoju gospodarczego w państwach członkowskich spadnie w tym roku do 1,8 proc. PKB i 1,7 proc. PKB w 2009 roku. Oznacza to redukcję szacunków z grudnia ubiegłego roku, kiedy zakładano, że światowa gospodarka wzrośnie znacznie szybciej, – o 2,3 -2,4 proc. PKB.

Mniejszy wzrost gospodarczy na świecie

Przewidywania są najgorsze od 2002 roku, ale nie ma wątpliwości co do przyczyn. To kombinacja ostatnich zawirowań na rynkach finansowych, krachu na rynkach nieruchomości w krajach wysoko rozwiniętych, zwłaszcza w USA oraz ostrego wzrostu cen surowców. Amerykańska gospodarka, w której najwcześniej objawiły się skutki kryzysu oraz groźba recesji, zostanie najbardziej dotknięta spowolnieniem. Tempo rozwoju gospodarczego w USA spadnie w tym roku do 1,2 proc. PKB, czyli prawie o połowę w stosunku do wcześniejszych prognoz ( 2 proc.) i zaledwie 1,1 proc. PKB w 2009 roku.

Dla gospodarek strefy euro OECD przewiduje nieco mniejszy spadek, ale tym niemniej znaczący , bo do 1,7 proc. i 1,4 proc. w tym i następnym roku, wobec szacowanych wcześniej stawek 1,9 proc. i 2,0 proc. Przy czym w Eurolandzie istnieje duże zróżnicowanie, bo Niemcy i Francja będą rozwijać się na poziomie zbliżonym do swoich potencjałów, a Hiszpania i Włochy znacznie odstają od reszty. Z projekcją wzrostu na poziomie 1,9 proc. i 2,0 proc. PKB Niemcy pozostaną najsilniejszą gospodarką w G7, grupie najbardziej rozwiniętych państwa świat, zaś najsłabszą będą Włochy ( tylko 0,5 proc.)

Polska nienajgorzej, ale do kuracji

Na tym tle Polska wypada bardzo dobrze. Według OECD nasza gospodarka będzie dalej rozwijać się w dobrym, chociaż nieco wolniejszym tempie – 5,9 proc. PKB w tym roku i 5,0 proc. w 2009 roku. Siłą napędową gospodarki będą dalej wysokie inwestycje i konsumpcja ludności. Jednak dwucyfrowy wzrost wynagrodzeń oraz szybko pnące się w górę ceny paliw, rosnące koszty żywności oraz ceny dóbr i usług regulowanych ( jak prąd i transport), popychają inflację daleko poza cel inflacyjny NBP ( 2,5 proc.). W efekcie OECD podniosło dla Polski prognozę średniorocznej inflacji za 2008 rok do 4,5 proc. wobec oczekiwanych w grudniu 3,6 proc. . Na 2009 rok prognozuje 5,5 proc..

OECD zaleca równocześnie znaczące podwyżki stóp procentowych. „Saldo budżetu znacząco się poprawiło, po części ze względu na gwałtownie rosnące – w ramach cyklu – przychody oraz niższe od oczekiwanych wydatki. Jednakże poluzowanie polityki fiskalnej w 2008 roku komplikuje zadanie władz monetarnych i kolejne znaczące podwyżki stóp procentowe będą potrzebne, aby sprowadzić inflację z powrotem do oficjalnego celu” – czytamy w raporcie. 

Autorzy raportu podkreślają, ze do lepszej korelacji polityki fiskalnej i pieniężnej przyczyniłoby się ograniczenie dostępu do wcześniejszych emerytur. Dzięki temu można osiągnąć zmniejszenie wydatków publicznych przy jednoczesnym, i bardzo potrzebnym, wzroście podaży na rynku pracy. 

Nowy problem światowy - inflacja

Inflacja staje się problemem globalnym. „Rosnące koszty żywności i podwojenie ceny ropy naftowej w tym roku ograniczyło możliwości Federalnej Rezerwy i innych banków centralnych do obrony tempa wzrostu gospodarczego” – stwierdza OECD w raporcie i przewiduje najwyższą inflację na świecie od 2001 roku. Rekomenduje w związku z tym bankom centralnym kluczowych gospodarek pozostawienia stóp procentowych w 2008 roku bez żadnych zmian. 

Według OECD, Fed powinien zachować podstawową stopę na poziomie 2,0 proc. do czasu spodziewanego odbicia gospodarki w połowie 2009 roku, kiedy mógłby zacząć podnosić koszty kredytu aż do progu 4,0 proc. pod koniec przyszłego roku. Natomiast Europejski Bank Centralny postępuje słusznie utrzymując stopę na dotychczasowym poziomie 4,0 proc, ale zalecana jest „gotowość do natychmiastowej reakcji” w przypadku, kiedy zawirowania na finansowych rynkach bądź krach na rynku mieszkaniowym staną się hamulcem dla wzrostu gospodarczego, lub kiedy gwałtowny skok cen surowców wypchnie inflację w górę.

Najgorsza faza kryzysu na światowych rynkach finansowych już minęła, jednak jego negatywne skutki dla wzrostu gospodarczego będą jeszcze odczuwane przez pewien okres czasu – podkreśla OECD. Natomiast na rynkach nieruchomości sytuacja dalej się pogarsza, ceny domów w USA wciąż spadają, podobnie jak w Irlandii, Danii, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. 

Scenariusz średnioterminowy

W średnim okresie czasu, w latach 2010-2014, Polska gospodarka pod wieloma względami zbliży się do standardów pozostałych krajów członkowskich OECD. Najbardziej uderzającą projekcją jest znaczne zwolnienie tempa wzrostu gospodarczego. Przeciętna za ten okres wyniesie zaledwie 3,4 proc. PKB. To znacznie powyżej średniej dla wszystkich państw członkowskich ( 2,4 proc. PKB), ale daleko za Słowacją (6,2 proc.), Irlandią (5,5 proc.), czy nawet Luksemburgiem (4,7 proc.).

Dość pesymistyczne są prognozy dotyczące rynku pracy. Stopa bezrobocia, która w 2009 roku ma ukształtować się na poziomie 6,9 proc. (według standardów MOP i Eurostatu), w 2014 roku znowu wzrośnie do 8,2 proc. Najwyraźniej eksperci OECD nie przewidują znaczących zmian w kierunku uelastycznienia rynku pracy w Polsce w parze z niezbędnymi reformami w polityce emerytalnej i socjalnej.