Droga ropa ratowała inwestorów

Od kilku miesięcy ropa naftowa biła rekordy cenowe, a firmy oferujące produkty inwestycyjne powiązane z paliwami lub cenami paliw zachęcały klientów znacznymi zyskami, szczególnie atrakcyjnie wyglądającymi w porównaniu ze spadającymi cenami akcji. Na przykład New World Alternative Investments podawał kilka dni temu, że jeden z produktów strukturyzowanych (ubezpieczenie na życie) bazujący na rynku energetycznym zyskał w ciągu dziewięciu miesięcy 35,28 proc., zaś druga edycja tej polisy dała zyski 18,97 proc. w ciągu niespełna ośmiu miesięcy. W tym czasie WIG stracił odpowiednio 19,2 lub 21,7 proc. 

Oliwy do inwestycyjnego ognia dodawały opinie największych banków inwestycyjnych. W połowie maja, amerykański bank inwestycyjny Goldman Sachs, podniósł swoją prognozę cen ropy naftowej na drugą połowę roku do 141 dol. za baryłkę. Analitycy zaczęli podwyższać jeszcze bardziej swoje prognozy na przyszły rok i założyli ceny na poziomie 148 dolarów za baryłkę. Wcześniej Goldman Sachs, jako jeden z pierwszych na świecie zapowiedział skok cen ropy w ciągu 2 lat do niewyobrażalnego, zdawałoby się, poziomu 200 dolarów za baryłkę. Goldman Sachs swoją opinię, dotyczącą tak wysokich cen ropy, opierał m.in. na zestawieniu malejącej dynamiki wzrostu dostaw ropy naftowej i oczekiwaniach dalszego wzrostu gospodarczego na świecie. 

Nadal analitycy wskazują na rosnące zapotrzebowanie na ropę ze strony krajów rozwijających się, przede wszystkim Chin. Istotnym czynnikiem jest też popyt na ropę w Chinach podczas tegorocznej olimpiady. W ciągu minionych siedmiu lat chińska gospodarka dwukrotnie zwiększyła zużycie ropy naftowej. W dodatku, jak podkreśla Piotr Zakrzewski, dyrektor inwestycyjny New World Alternative Investments, to właśnie szybko bogacące się Chiny i Indie mają 60-70 proc. udziału we wzroście zużycia ropy naftowej. Na tych rynkach jest jeszcze margines tolerancji dla wzrostu cen. 

Piotr Wołkowski, analityk Superfund TFI , zwraca uwagę, że na obecną sytuację na rynku ropy naftowej wpływ mają kolejne informacje o spadku możliwości wydobycia, raporty o spadku zapasów (jak raport US Energy Information Administration podający spadek zapasów w USA o 5,4mln baryłek), zawierucha polityczna utrudniająca eksport ropy (jak w Iraku, Nigerii czy Pakistanie), sztywna polityka cenowa OPEC, spadek wartości dolara amerykańskiego, no i wreszcie – prasa. Psychologia napędza spekulację. „Wydaje się więc, że dalszy wzrost notowań ropy naftowej w okresie krótkim do poziomu 140/150 dolarów za baryłkę jest prawdopodobny” – dodaje Piotr Wołkowski.

Wydobycie i alternatywne paliwa są coraz droższe

W prasie powraca co jakiś czas temat alternatywnych wobec ropy źródeł energii czy nowych zasobów, ale trudno obecnie zakładać, by ogniwa paliwowe, technologie oszczędnościowe czy samochody na wodór, stały się w ciągu kilku najbliższych lat tak powszechne, że wzrost cen ropy zostanie zahamowany. 

Równie dużo się mówi o nowych złożach, jak choćby w Brazylii. Te jednak będą mogły być zagospodarowane najwcześniej za kilka lat, siedem do dziesięciu. „Wystarczy popatrzeć na Grupę Lotos. Same zapisy na instalację do rafinacji trwają dwa lata, a tych elementów przy budowie zupełnie nowych instalacji wydobywczych jest znacznie więcej” – dodaje dyrektor Zakrzewski. Co oznacza, że takie sygnały, jak rozmowy o przyszłym (i wciąż mocno hipotetycznym) wydobyciu ropy w Arktyce czy powrót do koncepcji wydobycia ropy w Rowie Mariańskim (głęboko i drogo), czy nawet spekulacje o możliwym przywożeniu surowców energetycznych z ziemskiego księżyca – nie są elementem branym pod uwagę przez rynek przy obecnej wycenie ropy. W dodatku OPEC twierdzi, że ropy na rynek trafia wystarczająco dużo. 

A może jednak koniec naftowych żniw?

Tymczasem raptem kilkanaście dni po raportach – znakomitych dla inwestorów na rynku energetycznym i fatalnych dla kierowców - w ostatnim tygodniu ceny ropy zaczęły spadać. Jak podawał Bloomberg – inwestorzy uznali, iż ceny są już za wysokie, a na rynku paliw pojawiły się pierwsze oznaki bariery popytu. Analitycy ostrzegają – amerykańscy kierowcy, którzy po raz pierwszy w historii płacą za galon benzyny 4 dolary, długo się teraz zastanawiają, zanim zatankują cały bak. A to może oznaczać, że najbardziej paliwożerny rynek świata, jakim jest USA, ograniczy zużycie i światowy popyt na ropę zacznie spadać, wraz z jej ceną.

Koncern Royal Dutch Shell twierdzi w swoich opracowaniach, że wysokie ceny ropy są wynikiem spekulacji. Trafność tych uwag potwierdzają analitycy, zwracający uwagę na fakt, iż gdy – według danych NYMEX – pojawiły się możliwości strat na kontraktach na paliwa, brokerzy zaczęli kupować ropę, by zabezpieczyć się przed tymi stratami. Być może należy się więc spodziewać lekkiej korekty, która osłabi rynkowy wpływ takich impulsów.

Piotr Wołkowski zwraca uwagę, że specjaliści od rynku terminowego doskonale zdają sobie sprawę, iż wartość kontraktów na ropę zmniejsza się wraz z bardziej odległymi terminami. „Oznacza to, iż surowiec ten jest zdecydowanie droższy na rynku spot (czyli ropy nabywanej „od razu”). Sugeruje to z kolei, że obecny poziom cen jest tylko krótkoterminowym trendem i po opadnięciu emocji istnieje szansa na powrót notowań do poziomu z roku 2007” - dodaje. 

Czy warto więc postawić na innego konia?

Czy warto zatem nadal inwestować w fundusze czy produkty inwestycyjne powiązane z rynkiem paliw? Piotr Zakrzewski uważa, że obecne spadki cen ropy raczej należy uważać za chwilową korektę. „W najbliższych latach będziemy mieć do czynienia z niedoborem produkcji ropy naftowej. Według banku UBS, aby zrównoważyć światowy popyt ropy, na rynku powinno się znaleźć około 4,5 mln baryłek ropy dziennie więcej” - dodaje. Tymczasem wszystko wskazuje, że takich możliwości nie ma w perspektywie czterech lat. Nawet jeśli taki kraj jak Malezja sygnalizuje, że chce wydobywać więcej ropy i występuje z OPEC.

Im droższa ropa, tym droższe inne źródła energii

W dodatku im bardziej ceny ropy będą rosły, tym bardziej atrakcyjne staną się inwestycje we wszelkie alternatywne do ropy źródła energii – takie jak węgiel czy gaz ziemny. Także – być może - w produkty żywnościowe, które służą również do produkcji biopaliw. Ceny pszenicy i kukurydzy w ciągu najbliższej dekady będą o jedną czwartą wyższe niż zakładano w zeszłym roku z powodu rosnącego zapotrzebowania na żywność i biopaliwa – tak twierdzi OECD. Pszenica może kosztować 231,60 dolarów za tonę a inne zboża, jak kukurydza 166,60 dolarów za tonę – wynika z raportu przygotowanego przez OECD i FAO. Jeszcze przed rokiem prognozowano, że ceny w latach 2016-2017 będą wynosić – odpowiednio – 183,20 dolarów i 138,20 dolarów.

Piotr Wołkowski zwraca jednak uwagę, że związek między wzrostem cen ropy i wzrostem cen produktów żywnościowych może być pozorny. Wskazuje, że jeśli porównać związek między rynkami żywności a ropą naftową, czyli korelację cen, to ten związek zarówno w krótkim, jak i długim okresie - jest znikomy, zerowy, a nawet odwrotny. „Oznacza to, iż wpływ wzrostu notowań ropy na poziom cen żywności jest mocno przeceniany” - dodaje. 

Trzeba pamiętać o tym pozornym związku, bo – podkreśla Piotr Wołkowski – warto inwestować w rynki nieskorelowane ze sobą, ponieważ ewentualne mniejsze zyski czy straty na jednym rynku mogą być „odrobione” na innym. 

Wreszcie – znaczenie rynku energii oznacza, że powinno się pojawiać coraz więcej produktów związanych z tym rynkiem. Tym bardziej, że będzie na nim coraz więcej nowych okazji, związanych chociażby z nowymi instrumentami inwestycyjnymi. W czwartek ONZ podała, że rozważa wprowadzenie na rynek nowego typu obligacji, które powinny zachęcić do inwestycji w energetykę alternatywną w krajach rozwijających się. Obligacje klimatyczne to kontynuacja wcześniejszych programów dla krajów Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej. Środki z tych obligacji miałyby służyć finansowaniu inwestycji, które przyczyniają się do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Z kolei zapadające obligacje mogłyby być wymieniane na limity emisji dwutlenku węgla. 

Być może więc warto zastanowić się, czy części swoich inwestycji nie zaangażować na rynku surowców energetycznych i związanych z nimi produktów. Drogie paliwa to dla konsumentów z jednej strony kłopot, ale konsument – jako inwestor - może mieć też z tego zyski i przynajmniej tak powetować sobie coraz przykrzejsze płacenie za tankowanie. 

Jeszcze będzie w czym wybierać

Na rynku – choć inwestycje w sektor energetyczny są dostępne – jeszcze nie ma zatrzęsienia ofert. Warto uważnie się przyglądać pojawiającym się nowym propozycjom. „Brakuje na przykład funduszy inwestycyjnych wyspecjalizowanych w rynku energetycznym. Z drugiej strony klienci mogą przecież korzystać z platform internetowych pozwalających inwestować w kontrakty na rynku surowcowym, można także inwestować za granicą. Dywersyfikacja inwestycji w perspektywie drożejących surowców energetycznych ma sens, także teraz” – podkreśla Piotr Zakrzewski. Tym bardziej, że zgodnie z wszelakimi zasadami, inwestycja w surowce do tej pory chroniła przed spadkiem kursu dolara, bo kontrakty na ropę naftową są rozliczane właśnie w tej walucie.