Jak zapowiedziała w rozmowie z GP Anna Streżyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE), 16 czerwca urząd zakończy rozmowy na temat naziemnej telewizji cyfrowej i przystąpi do wdrażania procedur uruchomienia naziemnego cyfrowego nadawania. I to niezależnie od tego, czy nadawcy zgodzą się uczestniczyć w kosztach zakupu niezbędnych do odbioru dekoderów.

- Jeśli do tego czasu nadawcy prywatni zgodzą się partycypować w kosztach, będziemy działać wspólnie. Jeśli nie, ruszymy bez nich. Pierwszy multipleks, który w całości miał być zarezerwowany dla obecnych stacji, w połowie trafi do TVP, a druga połowa może zostać wystawiona w przetargu na operatora. To samo stanie się z drugim multipleksem - mówi GP szefowa UKE.

Multipleksy to wiązki częstotliwości, na których znaleźć się mają programy nadawców. Do pierwszego z nich wejść mają trzy kanały TVP, Polsat, TVN, TV Puls i TV 4. Drugi ma mieć swojego operatora, na który UKE chce ogłosić przetarg. Będzie mógł wystartować w nim każdy, także gracze medialni, których na polskim rynku jeszcze nie ma. I tu pojawiają się największe problemy. Proces cyfryzacji, której zwieńczeniem będzie wyłączenie analogowego nadawania i przejście na nadawanie cyfrowe, ciągnie się od lat, bo kolejne rządy nie przykładały do zmian zbyt dużej wagi. Podczas ostatniego posiedzenia sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, Ministerstwo Infrastruktury nie przedstawiło własnego planu cyfryzacji. Prace działającego od czterech lat zespołu międzyresortowego kończą się jedynie przyjmowaniem kolejnych dokumentów. Problem braku potrzebnych rozwiązań prawnych w ustawie medialnej (np. procedur konkursów na częstotliwości) UKE, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, nadawcy i Ministerstwo Infrastruktury próbują rozwiązać, rozmawiając o wspólnym planie przechodzenia na nadawanie cyfrowe.

Pojawiają się konflikty interesów. Nadawcy prywatni chcieliby, aby do 2012 roku rynek telewizyjny był zamknięty dla nowych graczy, czyli żeby nikt poza nimi nie mógł na przykład zostać operatorem drugie multipleksu, a o jego zawartości powinna decydować Krajowa Rada. Pod takim warunkiem zgodzą się partycypować w kosztach zakupu dekoderów, bez których nie będzie można oglądać cyfrowej telewizji. Anna Streżyńska stoi jednak na stanowisku, że zamykanie rynku nie ma sensu.

- Przyszły operator i tak obłożony będzie ograniczeniami wynikającymi z prawa co do kształtu oferty programowej. A nie ma sensu ograniczać konkurencji na rynku, ograniczając komuś możliwość startu w konkursie na operatora. Będą w nim mogli przecież wystartować także obecni nadawcy, a wygra najbardziej konkurencyjna oferta - mówi Anna Streżyńska.