Z prognoz Gazety Prawnej wynika, że inflacja w kwietniu wyniosła 4,0 proc. wobec 4,1 proc. w marcu. W kwietniu wolniej rosły ceny żywności i paliw.

- W przypadku cen żywności obserwujemy efekty sezonowe - nie ma jeszcze nowych warzyw i owoców, a jeżeli na rynku pojawiają się nowalijki, to są drogie. Powoli detaliści powinni zacząć odczuwać skutki taniejącego mleka i jego przetworów. Rosną natomiast ceny pieczywa, co wynika ze wzrostu cen zbóż. Ogółem, wzrost cen żywności w stosunku do marca nie powinien przekroczyć 1 proc. - mówi GP Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.

Większy wpływ cen paliw

Także w przypadku cen paliw kwiecień oszczędził kieszenie kierowców, ale jak się okazuje, na chwilę.

- Już widać, że w maju wpływ wyższych cen paliw na inflację będzie wyraźniejszy - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku.

W kwietniu Urząd Regulacji Energetyki zdecydował o podwyżce cen gazu o 14 proc., co także wpłynie na tempo wzrostu cen w maju.

- Jeżeli chodzi o pozostałe kategorie, to spodziewamy się wzrostu cen w działach usługowych: zdrowiu, edukacji, restauracji i hoteli, co jest częściowo odbiciem rosnących płac, a także po części wzrostu cen energii elektrycznej na początku roku - twierdzi ekonomista PKO BP.

Kwiecień był więc dość łaskawy, ale najbliższe miesiące przyniosą przyspieszenie inflacji.

- Inflacja w kwietniu to taka ostatnia chwila wytchnienia przed wzrostem inflacji w ciągu najbliższych czterech miesięcy, szczególnie jeżeli chodzi o paliwa, energię elektryczną i gaz, w mniejszym stopniu o żywność. Każdego miesiąca wskaźnik inflacji będzie rósł o 0,1-0,2 proc. - twierdzi główny ekonomista ING Banku.

W efekcie w sierpniu tempo wzrostu cen może sięgnąć 4,7-4,8 proc. Ale to będzie szczyt - jesienią inflacja wyraźnie spadnie do poniżej 4 proc. na koniec roku.

Pomaga mocny złoty

W ostatnich tygodniach silnie rosła wartość złotego (we wtorek euro kosztowało 3,38 zł), co pomaga w powstrzymywaniu inflacji, choć dzieje się to z pewnym opóźnieniem.

- Najszybciej ten efekt widzimy po cenach paliw, tu przełożenie trwa kilka tygodni - tłumaczy Mateusz Szczurek.

- Pełniejszy wpływ mocniejszego złotego przekłada się na inflację dopiero po co najmniej trzech miesiącach - dodaje.

Po takim czasie uwidacznia się wpływ zarówno niższych cen z importu, jak i reakcji na nierodzimych producentów, obawiających się konkurencji ze strony tańszych produktów zagranicznych.

- Ponadto mocny kurs pogarsza konkurencyjność niektórych firm i zmniejsza ich skłonność np. do podwyżek płac - mówi Mateusz Szczurek.

Do końca roku złoty powinien pozostać mocny i pozytywnie działać na inflację.

- Może nawet zobaczymy dalsze umocnienie, co na pewno wpłynie na ceny paliw. Oczywiście duża niepewność dotyczy cen ropy naftowej, my zakładamy jednak, że ceny ropy spadną - mówi Łukasz Tarnawa.