Już kilka tygodni temu, omawiając wyniki grupy PZU za 2007 r., prezes Klesyk oświadczył, że polski największy ubezpieczyciel ma „dwa lub trzy razy za dużo kapitału”. Dlatego, dodał, gdyby np. PZU znów miało nie wypłacać dywidendy, jedynym sensem wykorzystania tych środków byłaby chęć kupna „czegoś”. „Nie mówię, że jest okazja do zakupów. Ja mam takie wrażenie, że może być okazja do zakupów” – mówił dziennikarzom Andrzej Klesyk. Grupa PZU miała za 2007 r. ponad 3,6 mld zł zysku netto (rok wcześniej - 3,7 mld zł).

Prezes PZU przywoływał sytuację, która jak ulał pasuje do dzisiejszej, gdy właściciel Inteligo, Bankgesselschaft Berlin, popadł w kłopoty. W rezultacie Inteligo zostało niespodziewanie kupione przez innego polskiego giganta – bank PKO BP. „Gdyby wziąć taką sytuację, że w Polsce Bearn Stearns miałby jakieś podmiot i nagle wpadł w olbrzymie kłopoty, to co by zrobił?- pytał Klesyk. „Sprzedaliby swój biznes w Polsce” – odpowiada na swoje pytanie prezes PZU. Przypomniał jednocześnie, że polski ubezpieczyciel już raz przespał falę zakupów w Europie Wschodniej.

Andrzej Klesyk nie mówi o niczym konkretnym, wskazuje, że grupa musi zasilać kapitałowo swoje inwestycje na Ukrainie i Litwie, ale – jednocześnie – dodaje, że będzie chciał rozmawiać o ewentualnych inwestycjach z radą nadzorczą, jeszcze przed czerwcowym walnym zgromadzeniem akcjonariuszy PZU. „Najpierw Skarb Państwa – jako akcjonariusz i drugi największy udziałowiec muszą się zdeklarować, czy zgadzają się na ewentualne zakupy. Zatem jeżeli zgłosimy się z jakąś potencjalną akwizycją, chcę wiedzieć, że jeśli powiedziałoby się A, to trzeba by powiedzieć – B” – podsumowuje.

O zakupach myśli nie tylko PZU

O wykorzystaniu rynkowych okazji myśli również bank PKO BP, potwierdza to odchodzący prezes Rafał Juszczak. Przyznaje, że „bank, który stara się iść szybciej niż rynek” rozmawiał z węgierskim OTP. „Rozmawialiśmy o tym, co możemy zrobić razem, czyli jak połączyć oba banki” – wyjaśniał dziennikarzom. Osobiste rozmowy prezesa z prezesem, rozpoczęte jesienią ubiegłego roku zostały jednak zawieszone po informacji, że Skarb Państwa, jako większościowy udziałowiec PKO BP, chce zmiany rady nadzorczej i zarządu banku, a takie rozmowy wymagają zaangażowania po stronie właściciela.

Rynek aż się prosi o otwarcie portfela

O tym, że obie firmy wybrały dobry moment do zakupów, świadczy sytuacja na rynkach finansowych bombardowanych ciągłymi informacjami o olbrzymich stratach i wyprzedażach. Według firm analitycznych instytucje finansowe, ubezpieczeniowe, banki nadal posiadają niezbywalne w chwili obecnej papiery strukturyzowane subrime o wartości ponad 500 mld dolarów. Póki leżą one spokojnie w sejfach, rynki zachowują pozorny spokój. Gorzej, gdy trzeba z nimi coś zrobić – na przykład sprzedać. A to jest w tej chwili prawie niemożliwe. Stąd instytucje finansowe decydują się na radykalne posunięcia, aby pokryć straty. Tylko w ostatni piątek największa grupa bankowa w Stanach Zjednoczonych – Citigroup - ogłosiła, że musi sprzedać swoje aktywa wartości od 400 do 500 mld dolarów.

Innym powodem zachęcającym do inwestowania jest spadek wartości firm, osłabionych przez kryzys na rynku amerykański. Tak jak w przypadku giganta ubezpieczeniowego z tego rynku grupy, AIG, która podała również przed dwoma dniami, że poniosła straty ponad 8 mld dolarów. Ta wiadomość tylko w ciągu jednego dnia obniżyła kurs akcji firmy o ponad 9 proc. W ciągu roku jej wartość rynkowa obniżyła się o ponad połowę.

Jak twierdzą analitycy, kupno czy przejęcia nie są jedyna formą wykorzystania sprzyjającej sytuacji rynkowej. Innym sposobem jest wykorzystanie konieczności zwiększenia kapitału przez przeżywające trudności firmy i przejmowanie ich udziałów.

A okazji nie brakuje. Jak podawał w piątek Financial Times, analitycy spekulowali, że Citi może pozbyć się swoich aktywów w Niemczech i Brazylii, a także – w Azji. Z kolei Dresdner informował jeszcze w marcu, że będzie chciał podzielić się na dwie spółki: detaliczną i bankowość inwestycyjną. Financial Times pisze o analitykach wskazujących na możliwe różne kombinacje na rynku niemieckim, z udziałem takich firm jak Deutsche Bank, Commerzbank czy Postbank. Instytucje dotknięte kryzysem działają również w Polsce.

„Teraz, z pewnością, jest dobra okazja do zakupów, ponieważ solidne instytucje potrzebują kapitału” – mówi Cezary Burzyński, prezes PKO TFI, zwracając uwagę, że polskie firmy dysponują dużymi ilościami gotówki.

Polskie instytucje mają sporo kapitału, czy starczy im odwagi?

Czy polskie spółki są na tyle zamożne i odważne, by wchodzić na bardziej rozwinięte rynki? Wiele z nich ma zagranicznych akcjonariuszy, więc decyzje inwestycyjne będą zależeć od właścicieli. Wiele jeszcze nie ma siły, by startować po globalnych gigantów. Ale też i nie muszą kupować wszystkiego. Mogą wykorzystać wzór funduszy krajów arabskich, które w ostatnich miesiącach pojawiały się jako mniejszościowi akcjonariusze, choćby właśnie w Citigroup. Mogą też łączyć siły. Oczywiście, Polska nie dysponuje środkami pochodzącymi ze sprzedaży ropy, ale jeśli są polskie firmy dysponujące nadmiarem kapitału, to może pojawią się odważni? Tym bardziej, że – mimo wszystko – kapitał daje się pozyskać i to nawet w środkowoeuropejskim regionie, mniej cenionym przez agencje ratingowe. Doradcy finansowi Xelion zwracają uwagę, że w minionym tygodniu sukcesem zakończyło się największe w 2008 r. IPO w regionie. „Akcje New World Resources, czeskiego producenta węgla, zostały sprzedane po maksymalnej cenie przy zapotrzebowaniu przekraczającym siedmiokrotnie wysokość oferty. Spółka pozyskała z rynku 1,1 mld funtów” – podkreślają.

Środkowoeuropejski region jest zresztą kuszący dla wielu inwestorów. Prezes warszawskiej giełdy Ludwik Sobolewski mówi, że np. rozmowy GPW z giełdami ukraińskimi przyczyniły się np. do tego, że „wiele giełd w Europie zrozumiało, jak ważny i wielki jest rynek ukraiński”. Oznacza to, krótko mówiąc, że ewentualne plany związków kapitałowych czy organizacyjnych interesują nie tylko giełdę warszawską, ale też – np. Frankfurt. Pojawia się więc pytanie, kto będzie miał większą determinację i ciekawsze propozycje finansowe w poszukiwaniu okazji.

Jedyne wątpliwości, jakie można mieć, dotyczą tego, czy polskie firmy mają wiedzę, jak zarządzać zagranicznymi inwestycjami. „Polacy nie mają tu wielkiego doświadczenia i to może być czynnikiem blokującym. Natomiast jeśli ktoś dysponuje odpowiednim know-how i kapitałem, warto rozważyć takie inwestycje właśnie teraz” – podsumowuje prezes Burzyński.

Anna Lach