W niektórych przypadkach można uzyskać kredyt we frankach nawet na sfinansowanie 100 proc. inwestycji, jednak pod warunkiem, że miesięczne dochody kredytobiorcy wynoszą 10 - 12 tys. zł na rękę.

Zdaniem Krzysztofa Pietraszkiewicza, prezesa Związku Banków Polskich, kredyty walutowe znajdują się w ofercie banków mających dostęp do wieloletniego finansowania w walutach. "Ponieważ obecnie ryzyko kursowe jest wyższe niż w ubiegłych latach, banki udzielają kredytów w walutach z powściągliwością, a wiele z nich wycofało się z tego rodzaju oferty" - powiedział Pietraszkiewicz.

W czwartek Raiffeisen International Bank Holding poinformował, że wstrzymuje kredyty we frankach szwajcarskich w Polsce, Rumunii, Chorwacji i na Węgrzech.

"Ostatnio z udzielania kredytów w szwajcarskiej walucie wycofały się trzy inne banki: BGŻ, Kredyt Bank i Santander Consumer Bank" - poinformował analityk Open Finance Marcin Krasoń.

Według niego, kredyt taki można dostać m.in. w Deutsche Banku PBC, DnB Nord, mBanku, Multibanku, banku Nordea i Polbanku. Kredytów we frankach udziela także Alior Bank, jednak stosuje on - zdaniem Krasonia - zaporową marżę w wysokości przekraczającej 7 proc. Ofertę we frankach ma także PKO BP.

W banku DnB Nord minimalna kwota kredytu we frankach udzielanego przez ten bank to 300 tys. zł, ale dochody wnioskodawcy netto muszą wynosić co najmniej 10 tys. zł. Maksymalna kwota kredytowania to 45 lat. Bank udziela kredytu na 100 proc. wartości nieruchomości. Marża wynosi 2,4 proc. w przypadku 20-proc. wkładu własnego i 3 proc. w przypadku kredytowania 100 proc. wartości. Wzrasta ona o 1,25 pkt do czasu uzyskania wpisu do księgi wieczystej.

W mBanku otrzymanie kredytu we frankach szwajcarskich jest możliwe, a warunki umowy zależą od konkretnego przypadku. Założyliśmy, że kredytobiorca nie jest klientem banku, ma umowę o pracę na czas nieokreślony (obowiązującą od co najmniej 3 miesięcy), nie ma nikogo na utrzymaniu, osiąga miesięczny dochód w wysokości 4,5 tys. zł netto, nie ma kredytów ani kart kredytowych, ma 36 lat, a wartość nieruchomości (z rynku wtórnego) wynosi 500 tys. zł. Analityk banku wyliczył zdolność kredytową we frankach szwajcarskich takiej osoby na ok. 240 tys. zł (gdyby kredyt był brany w złotych - zdolność kredytowa tej samej osoby wyniosłaby 311 tys.). Marża banku wyniosłaby w takim przypadku 3,6 proc., a po uwzględnieniu LIBOR - oprocentowanie sięgnęłoby 4,13 proc. Rata kredytu wyniosłaby 1192 zł, a kredyt spłacany byłby 34 lata.

"Wiele banków ma w swoich ofertach kredyty, ale są one trudno dostępne"

"Wiele banków ma w swoich ofertach kredyty, ale są one trudno dostępne. Deutsche Bank PBC ustalił, że jeśli ktoś chce skredytować 100 proc. wartości nieruchomości, powinien zarabiać miesięcznie co najmniej 12 tys. zł netto. Aby złożyć wniosek w DnB Nord, trzeba zarabiać 10 tys. zł" - powiedział Krasoń z Open Finance.

Według jego obliczeń, średnia marża na rynku dla kredytów we frankach dochodzi do ok. 4 proc. Najniższą oferuje Nordea. Wynosi on 2,2 proc., ale tylko w przypadku kredytu na kwotę powyżej 300 tys. złotych, przy wysokim wkładzie własnym i ofercie wiązanej z zakupem innych produktów bankowych.

"Mniej banków oferuje kredyty, aby je uzyskać trzeba więcej zarabiać, marże są wysokie, czyli dostępność kredytu spada" - uważa Krasoń. Zwraca uwagę, że co prawda kredyt we franku jest ciągle tańszy od kredytu w złotych, ale w związku z ostatnią obniżką stóp procentowych przez NBP, różnica między wysokością raty w złotych i frankach jest coraz mniejsza.

"Kredytobiorca we frankach jest narażony na ryzyko kursowe. Nie ma jednoznacznych prognoz co do tego, w którym kierunku będzie podążać kurs franka. Można albo stracić, albo zyskać" - ostrzega analityk. W jego opinii prawdopodobieństwo powrotu franka do poziomu 2 zł jest bardzo małe. Zwraca uwagę, że zdecydowanie wzrasta zainteresowanie kredytami w złotych. Z jednej strony są bezpieczniejsze, a z drugiej bardziej dostępne.