Michał Dylewski z zarządu Polskiego Radia chciałby zawrzeć ugodę z należącą do Grupy TP spółką TP Emitel, nadawcą sygnału, najpóźniej za trzy miesiące.

- Liczymy, że TP Emitel siądzie do kolejnej tury rozmów i przedstawi konkretną propozycję - mówi GP.

Polskie Radio twierdzi, że nadpłaciło TP Emitel w latach 1996-2006 około 125 mln zł za nadawanie, bo TP Emitel zawyżał stawki i stosował nieuczciwe praktyki dzięki pozycji monopolistycznej. W październiku 2007 r. stwierdził tak Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

- Potwierdził on, że TP Emitel nadużywa pozycji dominującej. Nawet w umowie, którą podpisaliśmy dwa lata temu, zdaniem UOKiK stawki, choć były niższe, miały charakter dyskryminacyjny - podkreśla Michał Dylewski.

Na razie trwa wojna na pozwy i wnioski sądowe. Ostatnia odsłona to zajęcie przez komornika na wniosek TP Emitel około 17 mln zł na koncie Polskiego Radia. Nadawca przestał bowiem płacić faktury za nadawanie.

- Jak wynika z decyzji prezesa UOKiK, TP Emitel otrzymał nienależne świadczenie. Skoro nie chce go zwrócić, uznaliśmy, że będziemy potrącać naszą nadpłatę z należności wynikających z bieżących faktur za nadawanie - tłumaczy Michał Dylewski.

Tomasz Burzyński, rzecznik prasowy TP Emitel, nie widzi problemu, by zakończyć negocjacje.

- Nie chcemy eskalacji sporu. Według nas nie było jednak żadnych nadpłaconych stawek, ceny za świadczone usługi były rynkowe. Staramy się unormować stosunki, ale na zasadach komercyjnych, na które Polskie Radio się nie zgadza - dodaje.

Sytuacja jest patowa. Polskie Radio może nie zapłacić w tym roku ani złotówki, ale TP Emitel nie może, decyzją sądu, wyłączyć mu nadajników. W tym roku jednak umowa na nadawanie wygasa. Kto będzie nadawał sygnał PR w przyszłości?

- Rozstrzygnie to prowadzony obecnie przetarg publiczny - mówi Michał Dylewski.