Z raportu przygotowanego przez Finamo na zlecenie Gazety Prawnej wynika, że banki nadal zaostrzają politykę kredytową i gotowe są pożyczać kredytobiorcom coraz mniejsze kwoty.

- Przeciętna rodzina o dochodach w wysokości 3,5 tys. zł miesięcznie w maju ubiegłego roku mogła liczyć banku na pożyczkę we frankach w wysokości średnio 247 tys. zł, w styczniu tego roku 160 tys. a teraz już tylko 155 tys. zł - mówi Paweł Majtkowski z Finamo.

Zdolność kredytowa nie rośnie

Według niego spadek zdolności kredytowej przy kredytach złotowych jest mniejszy. Ten spadek jest o tyle zastanawiający, że od listopada stopy procentowe spadły o 2 pkt proc. Oprocentowanie kredytów walutowych też jest rekordowo niskie, a dodatkowo cena franka znowu spadła poniżej 3 zł. Raty nowych kredytów są więc niższe niż na początku roku, czyli zdolność kredytowa przeciętnej rodziny powinna wzrosnąć, bo płace nie spadają. Jeśli zdolność kredytowa nie zwiększa się, to dlatego że banki zmieniły sposób jej obliczania.

- Banki biorą dochód kredytobiorcy, odejmują od niego wszystkie zobowiązania miesięczne i pewne ryczałtowe kwoty, które bank uznaje za koszty życia. Zależnie od tego, w jakiej wysokości ustala się te ryczałtowe koszty i na jak długo kredyt jest udzielany, zdolność kredytowa jest większa lub mniejsza - mówi Paweł Majtkowski.

Jego zdaniem banki zależnie od okoliczności zmniejszają lub zwiększają zdolność kredytową klienta. Dlatego między nimi są tak duże różnice w ocenie zdolności kredytowej.

I w złotych, i we frankach

Są banki, które nawet dzisiaj gotowe są pożyczyć znacznie więcej niż przed rokiem. Takim bankiem jest BGŻ. W 2008 roku w maju w złotych przeciętna rodzina mogła pożyczyć w tym banku 257 tys. zł, a teraz już prawie 348 tys. Ten sam bank jest też jednym z liderów, jeśli chodzi o kredyt we frankach. Nasza przeciętna rodzina, bez żadnych innych obciążeń kredytowych, może pożyczyć w BGŻ 233 tys. zł denominowane w szwajcarskiej walucie. Jeszcze większy kredyt, bo na ponad 249 tys. zł, we frankach można dostać w Polbanku.

Zupełnie inną politykę prowadzi Raiffeisen Bank.

- W maju 2008 r. Raiffeisen był gotów pożyczyć w polskiej walucie przeciętnej rodzinie 316 tys. zł, a teraz tylko 160 tys. - mówi Paweł Majtkowski.

Jeszcze mniejszą pożyczkę rodzina dostanie w GE Money Bank. Jest to bank prowadzący pod tym względem najbardziej restrykcyjną politykę i jest gotów pożyczyć tylko 100 tys. zł. GE Money Bank prowadzi też wyjątkową politykę w stosunku do kredytów walutowych. Jest to jedyny bank, który teoretycznie jest gotowy udzielić większej pożyczki w szwajcarskiej walucie niż w złotych. Różnica sięga 60 proc. Tymczasem jest to niezgodne z rekomendacją S Komisji Nadzoru Finansowego.

- GE Money Bank stosuje się do wymagań wynikających z rekomendacji S. Jednakże wskaźniki opisane w rekomendacji nie są jedynymi, które stosowane są do oceny zdolności kredytowej, stąd możliwe są różnice w maksymalnej dostępnej kwocie kredytu - tłumaczy Katarzyna Ewert z GE Money.

Interpretacje zasad

Dodaje, że niedawno Komisja Nadzoru Finansowego przeprowadzała audyt w GE Money i nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości w polityce kredytowej banku.

Zasady wprowadzone przez nadzór bankowy wydają się całkowicie jasne.

- Przy udzielaniu kredytów w walucie bank wylicza zdolność kredytową klienta, zakładając, że wartość kredytu jest wyższa o 20 proc., a oprocentowanie równe stopie procentowej dla kredytu złotowego - mówi Marta Chmielewska-Racławska z KNF.

Potwierdza jednak tłumaczenie GE Money.

- Istnieje możliwość stosowania innego niż zawarte w rekomendacji rozwiązania, pod warunkiem że jest ono równie skuteczne z punktu widzenia ostrożnego zarządzania bankiem. W przeciwnym razie jako nadzór mamy możliwość egzekwowania stosowania rekomendacji - dodaje Marta Chmielewska-Racławska.

O CZYM MÓWI REKOMENDACJA S

Przygotowany przez ówczesną Komisję Nadzoru Bankowego (KNB) dokument określa listę dobrych praktyk dla banków przy sprzedaży kredytów hipotecznych. Większość uregulowań znajdujących się w rekomendacji odnosi się do wewnętrznych procedur bankowych. Zgodnie z Rekomendacją S, banki nie tylko muszą proponować kredyty w polskiej walucie, ale również obliczać zdolność kredytową jak dla kredytu złotowego, mimo iż jest on brany w walucie obcej. Rekomendacja mówi też m.in., że osoba, która chce zaciągnąć kredyt walutowy, musi zarabiać na tyle dużo, by móc pożyczyć o 20 proc. więcej w złotych. Rekomendacja weszła w życie z początkiem lipca 2006 r. Dokument nie reguluje natomiast wysokości wkładu własnego kredytobiorcy. Ma to zrobić nowa Rekomendacja T przygotowana przez sukcesorkę KNB, Komisję Nadzoru Finansowego.