Koszty ponoszone przez klientów towarzystw emerytalnych są horrendalne. W skrócie - instytucje zbiorowego inwestowania pobierają dwa główne rodzaje opłat: opłatę za zarządzanie, oraz opłatę dystrybucyjną. Ta pierwsza, jak sama nazwa wskazuje, jest wynagrodzeniem za zarządzanie funduszami. Druga to opłata, z której wynagradzani są choćby dystrybutorzy funduszy. Jak wiemy, uczestnictwo w systemie emerytalnym w Polsce jest obowiązkowe. Każdy musi wybrać jakiś fundusz. W związku z taką liczbą osób, które nie mają wyjścia, OFE (14 z 15) pobiera maksymalną dopuszczoną prawem prowizję, czyli 7 proc. Co prawda, przedstawicielka Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych pani Ewa Lewicka przekonuje w różnych wywiadach, że to jest mniej, niż pobierają fundusze. Ale zwykle porównuje ona opłaty za zarządzanie, pomijając dyskretnie fakt, że opłata dystrybucyjna (gdzie dystrybutorzy są niepotrzebni, bo to system przymusowy) jest dwa razy większa niż w funduszach inwestycyjnych, a do niedawna była trzy, czterokrotnie wyższa niż inflacja. My sobie dyskutujemy, a fundusze biorą swoje.

Wraz z tą dyskusją pojawiają się różnego rodzaju postulaty dotyczące reformy systemu emerytalnego. Wymieńmy tylko kilka z nich - liberalizacja możliwości inwestycyjnych, tak aby uczestnicy mogli wybierać fundusze o różnych stopniach ryzyka (w tej chwili jest to jednolite), PTE powinny móc zarządzać więcej niż jednym funduszem - od bardzo bezpiecznych do bardzo agresywnych, rozszerzenie możliwości inwestowania w akcje zagraniczne oraz wykorzystywania instrumentów pochodnych, zmiana zasad oceny funduszy - dotychczasowy system (średnia ważona) powoduje, że fundusze nie konkurują ze sobą i mają bardzo zbliżone wyniki, zredukowanie kosztów zarządzania funduszami.

Część tych argumentów pochodzi ze strony OFE, część ze strony krytyków. Zadziwiające jest jedno - to nie są argumenty z Polski. Dziesięć lat temu w Chile przetoczyła się poważna debata na temat nieefektywności systemu emerytalnego w takim kształcie, jak obowiązywał dotychczas. Konsekwencją tej debaty było między innymi opracowanie „System emerytalny w Chile po 18 latach - sytuacja obecna i wyzwania”. Wszystkie zarzuty i problemy, jakie dziś słyszymy o reformie w Polsce, są tam poruszone. Dokładnie te same. A to oznacza, że wprowadzając system emerytalny w Polsce popełniono wszystkie błędy, które już wtedy były znane (opracowanie powstało w 1999 roku, a dyskusja trwała już wcześniej). Szkoda tylko, że tak mało osób chce przyznać się do pewnych błędów, choć w ostatnich latach powstało sporo opracowań dotyczących „błędów systemu emerytalnego w Chile”.