Za miesiąc powinniśmy mieć wyraźnie lepszą sytuację epidemiczną w całej Europie i to będzie widać w gospodarce w I kwartale przyszłego roku – uważa Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP
Prognozujecie przebieg epidemii na podstawie wyszukiwania w Google terminów: „utrata węchu” lub „utrata smaku”. Co z tego wynika?
Przede wszystkim okazuje się, że metody stosowane przez nas w prognozowaniu ekonomicznym z wykorzystaniem alternatywnych danych wysokiej częstotliwości (np. Google Trends lub media społecznościowe) pozwalają na prognozowanie przebiegu sytuacji epidemicznej w krótkim terminie. Jeśli zaobserwowana przez nas zależność się utrzyma, to za dwa tygodnie średnia 7-dniowa liczba nowych zakażeń spadnie do 5–8 tys. z ponad 13 tys. obecnie. Gdy na wykresie widać dane z datą np. 11 grudnia, oznacza to, że wyszukiwanie w Google „utraty węchu” czy „utraty smaku” odbyło się dwa tygodnie wcześniej wobec tej daty. To ujęcie często wykorzystywane przez ekonomistów do pokazywania wskaźników o charakterze wyprzedzającym, powiązanych z jakąś inną zmienną, którą chcemy zaprognozować. Dane są uśredniane za 7 dni, by wyeliminować wpływ weekendów i wahań z tym związanych. Naszym celem nie jest ocena, ile jest faktycznie zakażeń, tylko jak się zmienia ich liczba. Nas, ekonomistów, interesuje dynamika – czy fala epidemii rośnie, czy słabnie i czy w związku z tym będzie więcej restrykcji, czy mniej. W tym sensie nasza metoda pozwala przejść obok wątpliwości dotyczących liczby testów czy tych dotyczących sposobu raportowania. Mamy świadomość, że faktyczna liczba zakażeń jest kilka razy większa niż potwierdzonych, ale dla nas ważna jest też liczba potwierdzonych przypadków, bo to ona determinuje decyzje rządu dotyczące restrykcji dotykających gospodarkę.