statystyki

Nie tylko pandemia dusi globalną wymianę handlową. Rządy także, przez co nasze portfele chudną

autor: Sebastian Stodolak21.11.2020, 18:00
Czy istnieje lekarstwo na ekonomiczną ignorancję, a więc i szansa, że świat przestanie prowadzić wojny celne?

Czy istnieje lekarstwo na ekonomiczną ignorancję, a więc i szansa, że świat przestanie prowadzić wojny celne?źródło: ShutterStock


Ta zabawa nigdy się nie kończy. Rano robi się krok do przodu, wieczorem dwa w tył. Najpierw w sierpniu bieżącego roku UE ogłosiła, że wyeliminuje opłaty celne za importowane ze Stanów Zjednoczonych homary. USA w zamian zapowiedziały obniżeniem o 50 proc. ceł na sprowadzane z Europy gotowe dania, niektóre wyroby szklane czy zapalniczki do papierosów.

Umowa dotyczyła dóbr o łącznej wartości 271 mln dol. To krok naprzód. W tym miesiącu UE ogłosiła jednak, że nałoży cła na amerykańskie dobra, m.in. traktory, ketchup i sok pomarańczowy. Wartość towarów objętych nowymi taryfami szacuje się na ok. 4 mld dol. Oto właśnie dwa kroki w tył, które – jeśli historia czegoś uczy – po prostu musiały być zrobione. Cła są jak skrzyżowanie zombie z feniksem: za każdym razem, gdy wydaje się, że udało się je wykończyć, odradzają się silniejsze. Takie obciążenia wciąż są kijem, którym rząd kraju A okłada rząd B, marchewką dla lokalnych producentów i magnesem na głosy wyborców, którzy lubią, gdy wskazuje się im wroga hen daleko, za granicami. Co jest źródłem nieśmiertelności celnego absurdu?

Chiński rykoszet

Ekonomia nie jest nauką uprawianą przez ludzi szczególnie ugodowych, ale w przypadku ceł istnieje w niej szeroki konsensus: szkodzą. Dlaczego? Bo obniżają obroty handlowe i zwiększają koszty prowadzenia biznesu, co przekłada się na wyższe ceny i likwidację miejsc pracy. Niepoślednie znaczenie ma tu to, że cła to piach w trybach podziału pracy i specjalizacji, procesów umożliwiających globalny wzrost produktywności, a co za tym idzie – płac.

Istnieją, oczywiście, dysydenci, którzy twierdzą, że cła to skuteczne narzędzie polityki gospodarczej. Że prowadzą one do wzrostu narodowego dobrobytu i pozwalają dyscyplinować państwa, które stosują praktyki uznawane z jakichś przyczyn za karygodne. Takich dysydentów pełno było w obozie doradców ustępującego prezydenta Donalda Trumpa. Wymienianie ich z nazwiska byłoby jednak równie sensowne, co robienie podobnego zaszczytu czołowym „teoretykom” płaskiej Ziemi. Jedno z najbardziej kompleksowych badań w tym zakresie w styczniu 2019 r. opublikowali badacze Międzynarodowego Funduszu Walutowego: Davide Furceri, Swarnali A. Hannah, Jonathan D. Ostry i Andrew K. Rose. W pracy „Macroeconomic Consequences of Tariffs” (Makroekonomiczne konsekwencje ceł) przeanalizowali dane z 151 państw z lat 1963–2014. Wyniki nie pozostawiają wątpliwości: „Wzrosty ceł prowadziły w krótkim terminie do ekonomicznie i statystycznie istotnych spadków produktu krajowego i produktywności. Wzrosty ceł wywoływały także większe bezrobocie, wyższy poziom nierówności oraz aprecjację kursu walutowego” – piszą badacze. W ostatnich latach w MFW nastąpiła rewizja jego intelektualnych podstaw i coraz trudniej podejrzewać fundusz o bezkrytyczny stosunek do liberalnej ortodoksji. A jednak badanie potwierdza panujący od czasów Adam Smitha ekonomiczny konsensus. To wymowne.

Ale takie globalne i przekrojowe ujęcie może nie być przekonujące dla wszystkich. Może cła nie sprawdzają się zazwyczaj, lecz sprawdzają w wyjątkowych przypadkach, np. gdy są dobrze przemyślane. Wróćmy do Stanów Zjednoczonych. Trudno podejrzewać globalnego hegemona o to, by jego polityki nie były poprzedzone należytym namysłem. Nawet jeśli przywódcą USA jest myśliciel pokroju Donalda Trumpa, ich wprowadzenie poprzedza imponująca liczba debat i raportów.

Cła stały się jednym z głównych narzędzi „czynienia Ameryki znów wielką”. Miały ściągnąć do niej z powrotem wcześniej wyeksportowane do Chin miejsca pracy w przemyśle. W tym roku okazało się, że są także karą za to, że Pekin nie zdusiły na czas epidemii koronawirusa, wpuszczając go w światowy obieg. Trump ogłosił z Chinami wojnę celną: podniósł cła na ich produkty, głównie przemysłu stalowego, ze średnio niecałych 3 proc. w 2018 r. do 21 proc. w 2019 r. (obecnie ok. 19 proc.). Przy okazji wzrosły cła na towary z Kanady, Meksyku, Europy i Indii. Dla Trumpa wojna celna miała być – jak to ujął – „łatwym zwycięstwem”. Była?


Pozostało 75% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane