statystyki

Moczulski: Potrzebujemy pracy, a nie pomocy [WYWIAD]

autor: Grzegorz Kowalczyk18.11.2020, 09:35; Aktualizacja: 18.11.2020, 10:03
Gdyby restrykcje nakładane przez rząd faktycznie skutkowały spadkiem zachorowań, koniecznością przetrzymania kilku tygodni w zawieszeniu i powrotem do normy, to wtedy nie byłoby oporu

Gdyby restrykcje nakładane przez rząd faktycznie skutkowały spadkiem zachorowań, koniecznością przetrzymania kilku tygodni w zawieszeniu i powrotem do normy, to wtedy nie byłoby oporuźródło: ShutterStock

- Chodzi nie tyle o słuszność podejmowanych działań, ile o to, by biznes nie był zaskakiwany nowymi regulacjami obarczonymi wysokimi karami. Chcemy tylko minimum przewidywalności i wczucia się w naszą sytuację - mówi w wywiadzie dla DGP Marek Moczulski, prezes firmy Unitop, producenta chałwy i sezamków, były szef Bakallandu.

Na ile polski biznes jest przygotowany do drugiego lockdownu?

Już się dostosował do zmian na tyle, na ile był w stanie. Trudno jednak, żeby był gotowy do obostrzeń wprowadzanych na oślep. Na własnej skórze czujemy dziś, jak w praktyce działa słynny przykład produkcji ołówków wskazany przez Miltona Friedmana. Prosta rzecz, lecz aby powstała, konieczna była kooperacja co najmniej kilku tysięcy osób – od drwali i pracowników tartaków poprzez huty, dostawców grafitu i kauczuku, po transport i sprzedawców. W naszym przypadku taką kostką domina są siłownie czy restauracje – wystarczy spojrzeć, ile osób „żyje” nie tylko z samej gastronomii i fitnessu, ale z działalności powiązanych. Chodzi o kateringi, obsługę, dozór itp. Jedno przyjęcie angażuje fotografów, kucharzy, obsługę, a w dalszej perspektywie nawet producentów zastawy stołowej czy mebli. To łańcuch. Jestem pełen obaw – ludzie dodatkowo tracą zaufanie do państwa. Paraliż służby zdrowia trwa od marca – to też przekłada się na biznes. Tak samo jak spowolnienie działań administracji i sądów. W dłuższej perspektywie nie da się tak działać. Rząd nie ma pomysłu, jak to naprawić i dalej zamyka poszczególne obszary. I dodatkowo otwiera kolejne fronty – uznając widocznie, że Polska w dobie największego kryzysu od 30 lat nie potrzebuje części własnego rolnictwa.

Pana zdaniem restrykcje nie są potrzebne?

Gdyby rząd zadbał o służbę zdrowia przez ostatnie sześć miesięcy, panika byłaby znacznie mniejsza. Tymczasem od początku nie zrobiono nic, by pomóc przedsiębiorcom w utrzymaniu aktywności, przynajmniej w niektórych obszarach. Cóż z tego, że siłownie czy restauracje poniosły koszty zwiększonej ostrożności, skoro i tak musiały zamknąć swoją działalność? Decyzje o kolejności zamknięć zapadają zbyt szybko i trudno nie odnieść wrażenia, że bezsensownie. A przecież był czas na przygotowanie szpitali polowych czy aby udrożnić infolinie, które ciągle są poblokowane. Przecież ogromna większość hal wystawienniczych w obecnej sytuacji nie działa już od kilku miesięcy – powinny być tak przygotowane, by otwierać je dla chorych niemalże od ręki. To uwolniłoby przestrzeń w szpitalach. W tak trudnej sytuacji dałoby to nie tylko oddech państwu, ale też biznesowi, dla którego każdy dzień normalnej działalności jest na wagę złota.


Pozostało 76% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane