Rząd wie, że polskie weto w sprawie budżetu da się obejść. Dlatego liczy, że niemiecka prezydencja ustąpi albo uda się przeciągnąć dyskusję, aż pałeczkę po Niemcach przejmą Portugalczycy.
Przełomu w sprawie unijnego budżetu – według naszych rozmówców z obozu rządowego – należy się spodziewać najwcześniej pod koniec roku. – Nie zakładam porozumienia na szczycie w tym tygodniu. W UE z reguły tak trudne kompromisy zawierane są w trybie „last minute”, a więc najprędzej na grudniowym szczycie lub chwilę później, gdzieś między świętami a sylwestrem – ocenia jeden z naszych rozmówców znających kulisy negocjacji.
Rząd liczy, że prezydencja niemiecka się ugnie. – Jak my nie pękniemy, to Niemcy pękną – uważa polityk PiS. – To ostatnia prezydencja Angeli Merkel. Ona jest na takim etapie kariery, w którym myśli, jak przejść do historii. Na pewno nie chce mieć na koncie braku porozumienia budżetowego – przekonuje europoseł Zjednoczonej Prawicy. W podobny sposób wypowiada się europoseł Karol Karski z PiS. – Na Niemcach spoczywa podwójna odpowiedzialność. Są państwem, które od dawna nadaje ton UE. Są prezydencją i to na nich spoczywa odpowiedzialność za wdrożenie konkluzji szczytu lipcowego – przekonuje.