Producenci żywności apelują do rządu o wdrożenie rozwiązań, które pozwolą zachować ciągłość produkcji w razie wystąpienia masowych ognisk COVID-19 lub lockdownu.
Zakłady produkcyjne skutecznie bronią się przed przestojami. Profilaktyczne rozwiązania zdają egzamin, choć wydatki na ten cel idą dziś w miliony złotych miesięcznie. Firmy zdają sobie jednak sprawę, że mogą być skuteczne jedynie do czasu.
– Skala zakażeń rośnie, a wraz z nią ryzyko wystąpienia ognisk w fabrykach. Już dziś coraz więcej zakładów przetwórczych zmaga się z nieobecnościami pracowników. To głównie absencje z powodu grypy, kwarantanny lub izolacji w związku z SARS-CoV-2, ale pojedyncze zachorowania na COVID-19 już dotykają branżę – mówi Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.
Reklama
Organizacja wystąpiła z apelem do rządu o wdrożenie rozwiązań, które pozwolą jej przetrwać, gdy dojdzie do zwiększonej nieobecności w zakładach. W ubiegłym tygodniu pismo z postulatami zostało wysłane za pośrednictwem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Czego oczekują? Przede wszystkim – w związku z brakami kadrowymi – zniesienia limitu liczby godzin nadliczbowych.
– Znalezienie zastępstwa z dnia na dzień jest w obecnych warunkach niemożliwe. Osoby do pracy przy liniach produkcyjnych wymagają nie tylko przeszkolenia, ale i aktualnych badań lekarskich, w tym na nosicielstwo. Ich zrobienie to dziś wielkie wyzwanie – tłumaczy Andrzej Gantner.

Reklama
– Nie chodzi o wykorzystywanie pracowników, a możliwość działania w nadzwyczajnych okolicznościach, w sytuacji gdy będzie istniało ryzyko wstrzymania pracy. Albo wówczas, kiedy – po ich czasowym braku przez kilka tygodni – nadejdą zwiększone zamówienia – wyjaśnia Ewa Niesiobędzka-Pstrągowska, prezes zarządu spółki Propser, specjalizującej się w uboju drobiu.
To rozwiązanie miałoby być stosowane tylko w awaryjnych sytuacjach i tylko w czasie pandemii. Federacja podkreśla, że to nie tylko pomogłoby producentom, ale także zapobiegło niepokojom społecznym. A takie miały miejsce podczas wiosennego lockdownu, kiedy w sklepach zaczynało brakować niektórych towarów.
Mecenas Piotr Wojciechowski z Polskiego Forum HR podkreśla, że już dziś kodeks pracy dopuszcza zwiększenie limitu godzin nadliczbowych w skali roku.
– Obecne 150 godzin można podnieść do 384 godzin dla pracowników, którym przysługuje 20 dni urlopu w skali roku, i do 376 – dla tych, którzy mają go w wymiarze 26 dni. Takie rozwiązanie wymaga jednak odpowiednich zapisów w regulaminie pracy lub wydania obwieszczenia w tej sprawie. Wprowadzenie go specustawą byłoby więc dużo szybsze – dodaje.
Producenci podkreślają jednak, że zniesienie limitu godzin nadliczbowych nie rozwiąże w stu procentach ich problemów. Okazuje się bowiem, że znów zaczynają się kłopoty ze środkami ochrony osobistej – ich ceny idą w górę. Dlatego chcieliby, aby w razie wystąpienia problemów z zakupem atestowanych maseczek i rękawiczek oraz płynów do dezynfekcji na rynku, firmy branży spożywczej miały możliwość skorzystania z zapasów zgromadzonych przez Agencję Rezerw Materiałowych.
Są jeszcze sprawy związane z transportem. Jego pracownicy, którzy współpracują z firmami przetwórstwa spożywczego, także chorują, trafiają na kwarantannę czy do izolacji. Dobrze by było ten czas skrócić. – Pracodawcy są gotowi płacić za testy swoim pracownikom. Problem w tym, że nie są one uznawane przez sanepid. Warto więc wytypować laboratoria, których wyniki badań byłyby akceptowane przez inspekcję nawet, jeśli zostałyby zlecone przez pracodawcę – mówi Maciej Wroński, prezes Związku Pracodawców Transport i Logistyka. Jego organizacja chce wystąpić z takim postulatem do rządu.
Sektor spożywczy w swoich postulatach już uwzględnił pewne rozwiązania w zakresie transportu. Przedsiębiorcy obawiają się, że jeśli epidemia będzie się rozszerzać, zostanie wprowadzona blokada miast czy jakichś regionów kraju.
– Jeśli dojdzie do tego, to chcemy, by przewozy surowców i gotowych produktów były traktowane priorytetowo. Na całej linii łańcucha dostaw, czyli od dostawcy przez centra magazynowe, hurtownie po sklepy. Inaczej może dojść do przestojów w zatowarowaniu – zaznacza Andrzej Gantner.
Przedsiębiorcy domagają się także wyznaczenia koordynatora rządowego do spraw kontaktu z branżą spożywczą. Mają nadzieję, że dzięki takiej osobie reakcja na kłopoty i potrzeby firm będzie szybsza. ©℗