Nie dość, że rząd chce zakazać w kraju uboju rytualnego na cele eksportowe, to w Niemczech rozprzestrzenia się epidemia ASF. Ta ostatnia budzi nawet więcej obaw.
Polscy hodowcy trzody chlewnej bardzo obawiają się skutków epidemii za Odrą, ponieważ oba rynki są ściśle ze sobą powiązane. – Do tego kraju idzie 13 proc. naszego eksportu. Zamknięcie się Chin na wieprzowinę od naszych zachodnich sąsiadów oznacza, że produkowany tam surowiec pozostanie w kraju – mówi Aleksander Dargiewicz, prezes Krajowego Związku Producentów Trzody Chlewnej POLPIG. To oczywiście zmniejszy popyt na dostawy z Polski. Co więcej, Niemcy nie będą w stanie wchłonąć całości nadwyżki, trafi więc ona do innych krajów, w tym do Polski, a to oznacza spadek cen na naszym rynku. – Szacujemy, że obniżą się nawet o 30 proc., jeśli sytuacja się nie unormuje – wyjaśnia Aleksander Dargiewicz.
Jest na to nadzieja, ponieważ Niemcy walczą o wprowadzenie regionalizacji, by Chiny nie blokowały dostaw z całego kraju, w którym panuje epidemia, a tylko z regionu, gdzie wystąpiło ognisko ASF. Jeśli sąsiadom to się nie uda, zdaniem branży kolejne podmioty wypadną z naszego rynku. Dziś ich liczbę szacuje się na niecałe 120 tys., podczas gdy w złotych czasach dla sektora działało ich około 400 tys., czyniąc produkcję trzody chlewnej najważniejszą gałęzią polskiego rolnictwa. Jeszcze w 2000 r. stanowiła ona 37,6 proc. towarowej produkcji zwierzęcej i 23,5 proc. towarowej produkcji rolniczej. Od kilku lat sektor jest pogrążony w kryzysie, do czego przyczyniają się kolejne epidemie i związane z tym zawirowania na rynku światowym.
Na ASF zdaniem ekspertów ucierpią przede wszystkim mali gracze. Ok. 40 proc. z nich to gospodarstwa hodujące do 10 świń. I trudno je nazwać wielkotowarowymi. – Przyjmując, że wielkotowarowym gospodarstwem jest takie, które hoduje powyżej 50 sztuk, to takich w skali całego kraju jest 33,6 tys. – mówi Mariusz Dziwulski, ekonomista PKO Banku Polskiego.
Największe hodowle są w Wielkopolsce. To ten region jest polskim zagłębiem wieprzowiny i pod względem wielkości stad ma 36 proc. udziału w całym krajowym rynku. – To tu występuje silna koncentracja i specjalizacja. W odróżnieniu od wschodnich regionów, gdzie dominują niewielkie gospodarstwa, a rynek jest rozdrobniony – mówi ekonomista.
Jego zdaniem spadek cen wywołany przez ASF w Niemczech nie będzie jedyną konsekwencją tego kryzysu. – Rynek trzody chlewnej charakteryzuje się dużą cyklicznością. Są okresy słabsze, gdy ceny są bardzo niskie, ale też okresy bardzo dobrej koniunktury. Do tej pory takie zmiany nie wywoływały jakichś dużych wstrząsów. Bo jeśli mówimy o opłacalności produkcji, to trzeba na nią patrzeć długoterminowo, a nie poprzez pryzmat jednej części cyklu – mówi Mariusz Dziwulski. Zwraca uwagę, że kryzys następuje po bardzo dobrym roku, gdy ceny wieprzowiny bardzo mocno szły w górę ze względu na duży popyt ze strony Chin. M.in. dlatego pogłowie świń w Polsce jest dziś o 6 proc. większe niż rok wcześniej – hodowcy zakładali, że wzrosty cen będą się jeszcze utrzymywały. – Gdyby teraz spadki były głębokie i długotrwałe, to spodziewałbym się zmian strukturalnych na rynku. Małe gospodarstwa będą się z niego wycofywać, a duzi hodowcy będą ograniczać produkcję i pogłowie spadnie – mówi Mariusz Dziwulski.
W podobnym tonie wypowiada się Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole Bank Polska. Jego zdaniem ASF w Niemczech przyspieszy konsolidację wśród polskich hodowców. – Najmniejsze podmioty będą miały najtrudniej. Duzi może jakoś będą w stanie obniżyć inne koszty, by powetować spadek cen i związany z tym spadek przychodów – ocenia Jakub Olipra.
Eksperci podkreślają, że ASF, który jest też w naszym kraju, utrudnia nam poszukiwanie alternatywnych rynków zbytu. – Dopóki Polska będzie walczyć z epidemią, dopóty jej możliwości eksportowe będą ograniczone w zasadzie do Europy. To kolejny powód, dla którego z obecnego kryzysu będzie nam trudniej wyjść – podkreśla Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso.
Ekonomista Credit Agricole Bank Polska zwraca jednocześnie uwagę, że w innej, bardziej korzystnej sytuacji znajdą się przetwórcy, którzy przez cały ubiegły rok mieli problem ze względu na wysoką cenę surowca. Teraz wahadło wychyla się w drugą stronę. – Dla nich to w pewnym sensie dobra informacja, bo zakup wieprzowiny, którą przetwarzają, to dla nich koszt. I teraz ten koszt będzie mniejszy – mówi Jakub Olipra. Według przytaczanych przez niego danych przetwórstwem mięsa czerwonego (głównie wieprzowiny) zajmuje się w Polsce 305 zakładów, które zatrudniają ponad 33 tys. osób. Ich łączne przychody w 2019 r. wynosiły niemal 27 mld zł.
Ok. 23 proc. sprzedaży tych firm idzie na eksport. W momencie zamknięcia Azji przed wieprzowiną z Niemiec na innych rynkach też zrobi się ciasno. Nadwyżki mięsa mogą jednak spowodować także spadek cen wyrobów gotowych, co z kolei przełożyłoby się negatywnie na przychody przetwórców. To, czy ucierpią również ich dochody, zależeć będzie od tego, jak niską cenę będą w stanie wynegocjować u hodowców.
To jednak rozwiązanie dobre na krótką metę. Bo gdy zacznie ubywać rolników specjalizujących się w trzodzie chlewnej w kraju, przetwórcy będą też skazani na zakup importowanego mięsa.
– A to oznacza ogromne wahania cen surowców, co wpływa na przewidywalność biznesu – zaznacza Witold Choiński.