Niemal pewnym źródłem dodatkowych dochodów będzie podatek od sprzedaży detalicznej. Ministerstwo Finansów wpisało 1,5 mld zł wpływów z tego tytułu do planu na 2021 r. Źródło jest „niemal” pewne, bo Polska nadal czeka na rozstrzygnięcie sporu, jaki toczy w tej sprawie z Komisją Europejską. Na razie rząd wygrał pierwsze starcie; w maju 2019 r. Sąd UE zakwestionował decyzję KE, która uznała podatek za niedopuszczalną pomoc publiczną dla wybranych podmiotów z sektora handlu detalicznego. Sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości UE i teraz czekamy na jego rozstrzygnięcie. Formalnie pobór podatku jest zawieszony do końca roku. Ale MF jest dobrej myśli ze względu na precedens, jakim była wygrana Węgier w podobnej sprawie.

Resort jest już ostrożniejszy w sprawie dalszych zmian w otwartych funduszach emerytalnych. Rząd, co zadeklarował już premier Mateusz Morawiecki, jest zdeterminowany, by zrealizować projekt zakładający przekształcenie OFE w prywatne indywidualne konta emerytalne. Przy przeniesieniu aktywów z OFE do IKE rząd miałby pobierać opłatę w wysokości 15 proc. wartości tych aktywów, która miałaby trafić do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Choć pieniądze nie trafiłyby bezpośrednio do budżetu, to jednak miałyby wpływ na jego kształt, bo dzięki dodatkowym przychodom FUS można zmniejszyć budżetową dotację dla niego. Rząd szacował przed pandemią, że już w tym roku uzyska z opłaty 13 mld zł. Ale po wybuchu kryzysu reforma została zawieszona. MF nie wpisało żadnych wpływów z opłaty przekształceniowej do budżetu na 2021 r., choć po cichu liczy na to, że ją uzyska.

Dużo kontrowersji budzi pomysł obłożenia podatkiem CIT spółek komandytowych. Dziś spółka komandytowa nie musi płacić podatku dochodowego od osób prawnych, bo nie jest taką osobą. Ale według MF ta specyfika była wykorzystywana do optymalizacji podatkowej, o czym może świadczyć duży wzrost liczby takich spółek w ostatnich latach. Z analiz Krajowej Administracji Skarbowej wynika, że ten rodzaj formy prawnej był wykorzystywany do transferu zysków do rajów podatkowych. Sprzeciw wobec nakładania CIT na spółki komandytowe zgłaszają organizacje przedsiębiorców i rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw. Według niego może się to skończyć podwójnym opodatkowaniem takich spółek, bo daninę raz płaciliby komandytariusze i komplementariusze (wspólnicy), a drugi raz sama spółka.

Likwidacja zbiegów świadczeń, czyli pełne oskładkowanie umów-zleceń, to z kolei pomysł, który od kilku lat czeka w szufladzie. – Prace trwają – potwierdza nam urzędnik KPRM. O powrocie do tej koncepcji napisał niedawno portal Money.pl. W Aktualizacji Planu Konwergencji na 2019 r. szacowano, że wprowadzenie tej zmiany ma zwiększyć wpływy do ZUS o 3,1 mld zł, a w całym systemie finansów publicznych o 2,5 mld zł. Dziś z jednej strony obowiązuje limit opłacania składki na umowę-zlecenie przynajmniej do wysokości minimalnego wynagrodzenia, a z drugiej – zasada, że jeśli pracownik łączy etat z umową-zleceniem dla innego pracodawcy, nie musi opłacać składek, o ile na etacie odprowadza składkę od przynajmniej minimalnego wynagrodzenia. To może być wykorzystywane do optymalizacji składek.

Zmiana ma oznaczać, że od każdej umowy trzeba będzie opłacić składki do wysokości limitu składek na ubezpieczenia społeczne, czyli tzw. 30-krotności. – To likwidacja luki systemowej i lepsze wyjście niż podwyżka podatków czy innych danin. Rozwiązanie uporządkuje rynek i polepszy zabezpieczenie emerytalne pracowników. Dziś te przepisy są skomplikowane i rodzą ryzyko dla przedsiębiorców – mówi Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich. Zmiana może jednak uderzyć w takie branże jak gastronomia, w których umowy-zlecenia są podstawą wynagrodzeń, co może zwiększyć chęć szukania obejścia oskładkowania.

A co z samą 30-krotnością? W rządowych szufladach nadal leży gotowy projekt zniesienia limitu składek na ubezpieczenia społeczne. W PiS jest sporo zwolenników jego wprowadzenia i jeśli będzie polityczne zielone światło, zmiana może być wprowadzona w każdej chwili. – To zależy tylko od Jarosława Gowina. Jeśli się zgodzi, nie ma powodów, by projekt nie wszedł w życie – mówi jeden z polityków PiS. To właśnie lider Porozumienia zablokował wprowadzenie tego rozwiązania w zeszłym roku. Zmiana miałaby dać ZUS 7 mld zł więcej, a bilans całych finansów publicznych polepszyć o ponad 5 mld zł.

Możliwa jest też wyższa danina solidarnościowa. Dziś płacą ją osoby z dochodem powyżej 1 mln zł, a jej stawka wynosi 4 proc. Wariant, o którym usłyszeliśmy, zakłada obniżenie progu, od jakiego pobierana jest danina, do 250 tys. zł i zwiększenie stawki podatku do 8 proc. Taki ruch znacząco zwiększyłby wpływy. Sama zmiana stawki przy obecnym progu oznacza podwojenie wpływów, które resort finansów szacował na 1,15 mld zł w 2019 r. Obniżenie progu, od którego byłaby pobierana danina, oznacza, że byłyby jeszcze wyższe. Nie wiadomo jednak, czy rząd wyjdzie z tym pomysłem jeszcze jesienią.