Dziś drugi dzień, gdy wszystkie gabinety kosmetyczne i fryzjerskie muszą być całkowicie zamknięte.
Reklama
Długi firm z branży zgłoszone do Krajowego Rejestru Długów na koniec marca wynosiły prawie 37,7 mln zł. Rok wcześniej było to 31 mln zł, a przed trzema laty nieco ponad 24 mln zł. Początek roku to jednak zwyczajowo okres, w którym zadłużenie jest najmniejsze.
– Wynika to stąd, że w okresie sylwestrowo-karnawałowym oraz studniówkowym salony mają dużo pracy i zarabiają. Później pojawiają się okresowe wzrosty zadłużenia, między innymi późną jesienią, kiedy klientów jest mniej, a zobowiązania trzeba płacić. To wtedy kontrahenci wpisują salony do rejestru dłużników – zauważa Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.
Dane za marzec nie odzwierciedlają wpływu koronawirusa. Problemy branży zaczną być widoczne dopiero w najbliższych tygodniach. Ale, jak wynika z danych KRD, w ubiegłym miesiącu zadłużenie zwiększyło się o około 1,5 mln zł. Średnio wynosi obecnie 13,7 tys. zł, wobec 13,3 tys. miesiąc wcześniej.
Stowarzyszenie Na Rzecz Rozwoju Kosmetyki i Kosmetologii „Przyjazna Kosmetyka” zauważa, że sektor tworzy ok. 70 tys. mikroprzedsiębiorców, którzy w zasadzie już od tygodnia nie pracują, bo nie ma klientów. Większość z nich nie gromadziła rezerw finansowych.
– Konkurencja jest coraz większa. Rozwój biznesu we franczyzie zrobił swoje. Przez to, że salon łatwiej jest otworzyć, więcej osób się na to decyduje, nie mając nawet specjalnie doświadczenia. W marcu doszło masowe odwoływanie wizyt w związku z epidemią – mówi jedna z właścicielek zakładu fryzjerskiego na warszawskim Zaciszu, która wylicza, że brakuje jej ok. 2 tys. zł, by uregulować wszystkie rachunki za marzec.
Dodaje, że jeśli w kwietniu nie zarobi nic, będzie musiała zamknąć biznes.
Podmioty z ugruntowaną marką, dysponujące kilkoma salonami, są w lepszej sytuacji.
– Marzec nie był łatwy. Bywały dni, że z 12 wizyt robiły się cztery – tłumaczy Aleksandra Wojciechowska-Staszczyk z sieci Perfect Look Clinic. Firma zapowiada, że nie będzie na razie zwalniać pracowników ani zamykać salonów. – Podjęliśmy wyzwanie. Sprzedajemy online vouchery na zabiegi z terminem realizacji w kolejnych miesiącach. Oczywiście robimy to z odpowiednim upustem. Nie zarobimy nic na tym, ale zapewniamy sobie w ten sposób płynność – podkreśla rozmówczyni DGP.
Branża woła jednak o pomoc. Zdaniem Stowarzyszenia Na Rzecz Rozwoju Kosmetyki i Kosmetologii „Przyjazna Kosmetyka” rozwiązaniem będzie tylko umorzenie składek za ZUS na czas epidemii i zwiększenie dopłaty do pensji pracowników. – Rządowe 40 proc. daje kwotę około 2 tys. zł, która jest dalece niewystarczająca w przypadku osób wynajmujących mieszkania, zwłaszcza w wielkich miastach. Także dla samotnych matek. A w tej branży pracują przede wszystkim kobiety – czytamy w apelu stowarzyszenia.