Nestor polskiego rynku kapitałowego Andrzej Nartowski napisał na swym blogu, że w obliczu pandemii walne zgromadzenie jest źródłem zagrożenia, które jednak można ograniczyć. W tym celu należy zapewnić akcjonariuszom możliwość zdalnego uczestniczenia w walnym zgromadzeniu. To dobry pomysł?

Dobry i dobrze byłoby, gdyby został niezwłocznie zrealizowany. W Szwajcarii dla przykładu zbliżone rozwiązanie obowiązuje od wczoraj. My pracujemy nad tą koncepcją od soboty. Przede wszystkim trzeba się zgodzić z tym, że odbywanie obrad organów właścicielskich spółek kapitałowych na dotychczasowych zasadach, w czasach panującej pandemii koronawirusa SARS-CoV-2, rzeczywiście może nieść za sobą określone zagrożenia. Pierwsze z nich dotyczą obszaru zdrowia, gdyż spotykanie się w jednym miejscu i czasie znacznej liczby osób może zwiększać ryzyko zakażenia pośród uczestników takiego zgromadzenia. A pamiętajmy, że dobre praktyki zalecają uczestnictwo w obradach organu właścicielskiego spółki publicznej również członków zarządu oraz rady nadzorczej co najmniej w takim zakresie, w jakim jest to niezbędne do udzielania wyjaśnień odnoszących się do rozpatrywanych spraw.

Te zasady w dzisiejszych realiach zwiększają ryzyko zakażenia koronawirusem podczas obrad zgromadzenia także przez menedżerów spółki, co może zagrażać stabilności jej bieżącego funkcjonowania. Oczywiście można by pracować nad wdrożeniem miękkich rozwiązań ostrożnościowych, w tym odstępować od stosowania niektórych zasad corporate governance, mających na celu zwiększenie efektywności pracy organu właścicielskiego spółki. Ale postępując w ten sposób, łatwo można przekroczyć granicę, za którą zgromadzenia utracą swój walor przestrzeni służącej wymianie poglądów o spółce i przeistoczą się w maszynkę do podejmowania uchwał. A przecież kluczowym prawem akcjonariusza jest, poza głosowaniem, zadawanie pytań, udział w dyskusji, redagowanie ad hoc projektów uchwał lub poprawek do nich – bez tego często trudno głosować z należytym rozeznaniem, co może mieć wpływ nawet na skuteczność uchwał.

Do tego dochodzi kłopot, o którym już pisaliśmy – część osób z zagranicy nie jest w stanie przylecieć do Polski.

To prawda. A jeśli już nasi obywatele przyjadą np. z wakacji – mają dwutygodniową kwarantannę i nie mogą wyjść z domu. Pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 wymusza na władzach licznych państw, w tym Polski, stosowanie wielu ograniczeń w swobodzie przepływu osób, w tym zamykanie granic, kwarantannę, zakaz gromadzenia się etc. Oznacza to, że zagraniczni inwestorzy aktywni na krajowym rynku kapitałowym bez własnej winy mogą napotkać na istotne trudności w dotarciu na obrady zgromadzeń właścicielskich. Analogiczny kłopot może spotkać również naszych obywateli, którzy z uwagi na ekspozycję na ryzyko zakażenia koronawirusem zostaną obłożeni obowiązkową kwarantanną. A trzeba mieć na uwadze również to, że nie wszystkie potencjalne ograniczenia w swobodnym poruszaniu się możliwe są do przewidzenia z wyprzedzeniem dozwalającym na zapewnienie inwestorowi odpowiedniej reprezentacji podczas zgromadzenia za pośrednictwem profesjonalnego przedstawiciela (szczególnie że gros potencjalnych pełnomocników wybiera obecnie zdalną pracę).

To wracam do pytania. Zdalne uczestnictwo w walnym to dobry pomysł?

To najciekawsze rozwiązanie. Zapewni w najszerszym stopniu zdolność nieskrępowanego realizowania wszystkich uprawnień korporacyjnych związanych z obradami. Przy dzisiejszym stanie techniki nie powinno stanowić wyzwania dla spółki zapewnienie właścicielom bieżącej transmisji z obrad zgromadzenia czy dwustronnej komunikacji w czasie rzeczywistym pozwalającej również na wykonywanie prawa głosu. Wiem to z własnego doświadczenia, zebranego m.in. jako przewodniczący e-WZ GPW S.A. oraz Santander Bank S.A. Zastosowanie zaś takich rozwiązań informatycznych pozwala prowadzić zgromadzenie z udziałem wszystkich zainteresowanych osób, bez względu na obiektywne ograniczania wynikające ze stanu pandemii. Są u nas również specjalistyczne firmy, dla których e-WZ to teraz już żaden kłopot. Tak więc obawy o kłopoty techniczne nie powinny odstraszać.

Tyle że dziś prawo ogranicza tę możliwość.

Tak, wedle aktualnego stanu prawnego, aby odbywać takie „zdalne” zgromadzenie, konieczne jest zawarcie odpowiedniego upoważnienia w statucie, zaś niewiele podmiotów przewidziało – z różnych powodów – z wyprzedzeniem, iż taki tryb procedowania okaże się w przyszłości niezbędny. Niektórzy powiedzą, że to problem pozorny i w takim razie należy zmienić dokumenty korporacyjne spółek. Sugestia może i słuszna, lecz trzeba pamiętać, że dla wprowadzenia omawianej zmiany niezbędne jest odbycie zgromadzenia właścicielskiego (co już w niektórych przypadkach jest dalece utrudnione i wymaga czasu), a następnie zarejestrowanie nowej treści umowy statutu w odpowiednim rejestrze sądowym. Dopiero z chwilą rejestracji bowiem zmiana staje się skuteczna. A wiadomo, jak dziś wygląda sytuacja w sądach. Zatem e-WZ jest już w k.s.h., ale spółka, która nie ma tego w statucie, może być w tym zakresie uziemiona. Co więcej, kodeks nie przewiduje w ogóle e-Zgromadzenia dla sp. z o.o., a mamy przecież na rynku takie spółki z bardzo dużą liczbą rozproszonych, nierzadko po całej Europie, wspólników.

Tak, teraz byłby kłopot z załatwieniem czegokolwiek w sądzie. Wiem, że opracował pan projekt nowelizacji kodeksu spółek handlowych, która rozwiąże ten problem.

Nie tylko ja, choć brałem aktywny udział w pracach całego teamu. Problemy, o których rozmawiamy, zostały szybko zauważone przez Ministerstwo Aktywów Państwowych. Przy tym resorcie funkcjonuje komisja, której jestem członkiem. W jej ramach, w sposób absolutnie wyjątkowy, prowadzimy prace nad możliwie prostym rozwiązaniem, które miałoby usprawnić (czy w niektórych przypadkach nawet umożliwić) procedowanie zgromadzeń w czasie pandemii koronawirusa SARS-CoV-2. Ze względu na okoliczności (większość komisji jest na kwarantannie – red.) w pracach nad projektem aktywny udział bierze wąska – jak na zmiany w kodeksie - grupa ekspertów: prof. Andrzej Szumański, prof. Mirosław Pawełczyk, mec. Jan Linke (Aviva), dr Rafał Kos, sędzia Artur Grajewski (Ministerstwo Sprawiedliwości), Karol Szymański (członek rad nadzorczych, ekspert rynku kapitałowego) oraz Filip Ostrowski (specjalista w zakresie polskiego i międzynarodowego prawa spółek, dyrektor w MAP).

Organizacyjnie, co przy takim tempie prac jest nie do przecenienia, wspiera nas 24 godziny na dobę pani Izabela Wojtyczka z MAP. Wspominam o tym, bo to pokazuje rzadko występujący sposób tworzenia nowego prawa. Uczestniczą w tym i znakomici eksperci, profesorowie prawa, i przedstawiciele rynku, i wreszcie fachowcy z poszczególnych ministerstw. Minister Janusz Kowalski prowadzi nasz „speczespół” oraz zapewnia nam komfort pracy, w żadnej jednak mierze nie narzucając nam kierunku rozwiązań ani nie ingerując w personalia. Jego uwagi dużo jednak wnoszą co do meritum.

Nachwaliliśmy już wiele osób za ich aktywność. Ale co konkretnie chcecie zmienić?

Wypracowany przez nas model zakłada rozszerzenie możliwości stosowania sformułowanych aktualnie w ramach kodeksu spółek handlowych przepisów o prowadzeniu zgromadzeń właścicielskich w sposób „zdalny”, również na te spółki kapitałowe (w tym, tu nowość, na „nieformularzowe” sp. z o.o.), które nie przewidziały takiej możliwości w treści swoich dokumentów korporacyjnych. Proponujemy, aby rada nadzorcza, jako organ stanowiący emanację właścicieli w spółce oraz mający za zadanie posługiwanie się określonymi mechanizmami celem ochrony jej interesu, została wyposażona z mocy prawa w kompetencję do decydowania o możliwości uczestniczenia w zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Ważne jest jednak, aby podkreślić, iż na skutek skorzystania z tego uprawnienia przez radę nadzorczą „zdalny” udział w zgromadzeniu nie będzie obowiązkiem wspólnika, lecz dodatkowym rozwiązaniem możliwym do wykorzystania przez niego wedle jego własnej woli. Może on zawsze również przyjść na obrady, jeśli chce. W odniesieniu do spółki z ograniczoną odpowiedzialnością decyzję o wykorzystaniu nowoczesnych technologii przy organizacji zgromadzeń będą mogli podjąć także sami wspólnicy, procedujący dla przykładu w trybie pisemnym (nie w każdej bowiem spółce tego typu funkcjonuje przecież rada nadzorcza). Taka decyzja właścicieli nie będzie już – wedle przygotowanej propozycji – wymagała dla swojej skuteczności rejestracji w rejestrze sądowym. Zatem, by e-WZ stały się powszechniej dostępne, nie byłoby konieczności odbycia zgromadzenia i podjęcia uchwały o zmianie statutu oraz jego wpisu do KRS. Wystarczy zgoda rady (wyjątkowo wspólników sp. o.o., gdzie rady brak). Oczywiście decyzje co do uchwalenia ustawy, w tym tego, jak szybko to uczynić, podejmą politycy. Ale gotowe rozwiązanie już w zasadzie jest. Dogrywamy tylko przecinki.

Gotowy jest już także projekt ustawy przewidujący możliwość odbywania przez zarządy oraz rady nadzorcze spółek kapitałowych posiedzeń z wykorzystaniem nowoczesnych instrumentów teleinformatycznych, choćby umowa spółki tego nie przewidywała. Czy jeśli te dwa rozwiązania wejdą w życie, będziemy potrzebowali jeszcze czegoś na wypadek sytuacji takich jak pandemia?

Trudno z góry zidentyfikować wszystkie wyzwania, które przed nami może postawić dzisiejsza sytuacja związana z pandemią koronawirusa. Świat, który znaliśmy do tej pory, ulega na naszych oczach istotnym i dynamicznym zmianom. Celem osób pracujących przy wspomnianej komisji do spraw reformy nadzoru właścicielskiego jest stworzenie mechanizmów z obszaru corporate governance, które ułatwią w tym niełatwym czasie zachowanie stabilności funkcjonowania spółek kapitałowych w Polsce. Mam przekonanie, że upowszechnienie w organizacji prac ich organów wewnętrznych nowoczesnych rozwiązań informatycznych jest konieczne oraz stanowi remedium na problemy najgłośniej artykułowane przez przedstawicieli praktyki. I to założenie realizują oba projekty ustaw nowelizujących kodeks spółek handlowych.

Czy projektowane rozwiązania powinny działać wstecz? Na przykład co w sytuacji, gdy rada przed wejściem w życie nowych przepisów będzie obradowała w ramach telekonferencji, choć umowa spółki takiej możliwości nie przewiduje?

Zasada niestosowania norm wstecz ma w naszej kulturze prawa charakter fundamentalny i osobiście daleki jestem od podejmowania jakichkolwiek prób ingerowania w nią. Żywię natomiast nadzieję, że proces legislacyjny będzie sprawny, by jak najszybciej pozwolić korzystać spółkom z przygotowanych instrumentów. Leży to w interesie gospodarki, czyli naszym bo przecież dobre prawo to silna gospodarka.