Nikt już nie wątpi, że koronawirus wywoła gospodarczy kryzys. Eksperci radzą uruchomić szeroki pakiet antykryzysowych programów stymulujących. Rząd prawdopodobnie ich posłucha. Istnieje jednak obawa, że będzie to gaszenie pożaru benzyną.

Gdy pali się dom sąsiada, trudno stać z założonymi rękami. Jeśli nie pomożesz, a będziesz tylko stał z boku i biernie się przyglądał, zostaniesz zapamiętany jako nieczuły samoblub i tchórz. Być może długo jeszcze po ugaszeniu pożaru nikt nie będzie chciał się z Tobą zadawać. Słusznie zresztą.

Podobny mechanizm funkcjonuje w polityce. Gdy pojawia się poważny problem zagrażający dobrobytowi ogółu, społeczeństwo oczekuje, że politycy natychmiast podejmą działania zaradcze. Zaniechanie ich byłoby uznane za objaw albo braku kompetencji, albo braku troski o naród i sprawiłoby, że rządzący nie otrzymaliby ponownie mandatu w kolejnych wyborach. Politycy są więc w czasach kryzysu poddani olbrzymiej presji społecznej, by "coś z tym robić".