- Na polskim węglu już się raczej nie zarobi, ale Tauron Wydobycie może się zbilansować - mówi Tomasz Cudny, prezes Tauronu Wydobycie.
Czy wydobycie węgla może być jeszcze opłacalną działalnością w Polsce?
Nasz węgiel jest jeszcze potrzebny. Musimy jednak dostosować produkcję do potrzeb kurczącego się rynku, który na skutek zielonej rewolucji zastępuje węgiel innymi nośnikami energii. Z drugiej strony wysokie koszty stałe w naszej branży powodują, że aby się zbilansować, musimy wydobywać dużo. O wiele za dużo dla rynku, dlatego na polskim węglu już się raczej nie zarobi. Węgiel z naszych trzech zakładów, tj. Janina, Sobieski, Brzeszcze – a szczególnie z kopalń Janina i Sobieski, nie jest poszukiwany na rynku indywidualnym czy komunalnym. On jest przeznaczony dla bloków energetycznych grupy Tauron. Chcemy tak przemodelować fronty eksploatacyjne, by dostosować produkcję naszych zakładów górniczych do zapotrzebowania grupy na to paliwo. Już to robimy i mamy pierwsze pozytywne efekty działań naprawczych w spółce w ostatnich miesiącach. Dzięki nim wiemy, że spółka może się bilansować. Jednocześnie widzimy, że cały rodzimy rynek węgla kamiennego musi się zmierzyć z wieloma wyzwaniami.
Reklama
Dlaczego koszty rosną?
Kopiemy w kraju coraz głębiej, coraz dalej, a więc coraz drożej. Rodzime zakłady górnicze prowadzą eksploatację pod bardzo zurbanizowanymi terenami. Naprawianie szkód górniczych, które wywołują kopalnie, fedrując pod miastami, powiększają koszty tony węgla. Do tego bardzo dużo przeznaczamy na niwelowanie zagrożeń, czyli żeby praca górników była bezpieczna. Inwestycji strategicznych – takich jak ostatnio w kopalniach Tauronu – nie było w polskim górnictwie od wielu lat. A tylko dzięki takim inwestycjom można udostępnić lepsze jakościowo i korzystniej zalegające nowe pokłady węgla. Przy wymienionych powyżej uwarunkowaniach nie możemy konkurować ceną z węglem z innych regionów świata. Konkurować możemy tylko kosztami transportu, bo mamy węgiel u siebie i możemy w pełni wykorzystać efekt tzw. renty geograficznej.

Reklama
Co dalej z polskim węglem w takiej sytuacji?
To dla mnie kwestia zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego. Trzeba zadać sobie pytanie, jakie byłyby konsekwencje całkowitego zastąpienia krajowego węgla surowcem importowanym. Czy tylko cena ma być tu wyznacznikiem i cały węgiel ma pochodzić z zewnątrz? Trzeba na problem spojrzeć właśnie przez pryzmat bezpieczeństwa energetycznego, a ono kosztuje. To tak jak z bezpieczeństwem militarnym. Kupujemy czołg, który jest testowany, smarowany, utrzymywany, nie przynosząc nam zysku – jest jednym z elementów bezpieczeństwa militarnego. Moim zdaniem, miejsce dla polskiego węgla należy wskazać w szeroko pojętym bezpieczeństwie energetycznym kraju. Jak wspomniałem, bezpieczeństwo kosztuje, co powinno się przenieść na częściowe finansowanie branży.
Tym bezpieczeństwem jest własny węgiel?
W tym momencie nie możemy sobie pozwolić na rezygnację z własnego węgla. Nie zapominajmy, że górnictwo generuje miejsca pracy w innych branżach. Nie produkujemy sami, potrzebujemy usług, materiałów. Wydobywając polski węgiel, generujemy dodatkowy popyt m.in. na specjalistyczny sprzęt.
Jak wygląda w tej chwili kondycja Tauronu Wydobycie?
Wyniki finansowe publikujemy zgodnie ze standardami spółki giełdowej [ostatnie dostępne wyniki za trzy kwartały 2019 r. wykazują ponad 260 mln zł straty na wyniku EBITDA – red.]. Ja mogę się odnieść do działań, jakie podjęliśmy w naszych trzech kopalniach. Postawiliśmy sobie za zadanie dopasowanie produkcji do możliwości poszczególnych zakładów i potrzeb Tauronu Ciepło i Tauronu Wytwarzanie. Obecnie chcemy utrzymać dwie ściany wydobywcze na każdym zakładzie. Przy obecnie planowanym układzie ścian będziemy w stanie wydobywać około 5 mln ton rocznie. Mając dodatkowo węgiel o dobrych parametrach z Brzeszcz, będziemy w stanie nie tylko pokryć potrzeby Grupy Tauron, lecz także część surowca sprzedawać jako paliwo kwalifikowane, czyli poszukiwany na rynku ekogroszek. Takie przemodelowanie frontów eksploatacyjnych nie będzie możliwe bez wykonania odpowiedniej ilości robót przygotowawczych. Przed rozpoczęciem działalności obecnego zarządu roboty chodnikowe w trzech zakładach wykonywane były na poziomie nieprzekraczającym 20 m na dobę. Obecnie to już jest około 90 m, a docelowo chcemy wykonywać 110–120 m na dobę.
5 mln ton to poziom spełniający potrzeby elektrowni Tauronu?
Aktualnie zapotrzebowanie grupy jest wyższe. W 2019 r. przez niskie wydobycie elektrownie i ciepłownie Tauronu musiały uzupełniać bilans dostawami z PGG i JSW. Obecnie jeszcze nie potrafimy swoim wydobyciem zabezpieczyć potrzeb w Grupie Tauron. Czeka nas długa droga, by to zrealizować i ustabilizować fronty wydobywcze na zakładanym przez nas poziomie. Należy pamiętać, że zgodnie z tzw. zielonym zwrotem Tauronu zapotrzebowanie grupy na węgiel będzie systematycznie malało. Dlatego też będziemy elastycznie dostosowywać wielkość produkcji do potrzeb grupy.
Nie macie zwałów przy swoich kopalniach?
Węgiel nam nie zalega, ponieważ regularny zbyt zapewniają nam aktywa wytwórcze grupy Tauron.
Energetycy wytykają polskim kopalniom, że ich węgiel nie zawsze spełnia parametry jakościowe potrzebne, by spalać go w elektrowniach. Co jest tego przyczyną?
To właśnie efekt zaniedbań inwestycyjnych. Brak dostępu do dobrych pól wydobywczych stawia zarządzających w bardzo trudnej sytuacji decyzyjnej. Jeżeli jako menedżer mam „pod ręką” słabszej jakości węgiel, a ten lepszy jest dostępny kilka kilometrów dalej, to muszę podjąć decyzję, co z tym robię. Czy uruchamiam drogie roboty przygotowawcze, czy wydobywam to, co jest łatwo dostępne, a potem przerabiam w zakładzie przeróbczym, by wyprodukować paliwo. I tu trudno ocenić, które decyzje są dobre, a które złe. Roboty przygotowawcze padają często ofiarą oszczędności. To jednak złudna oszczędność, bo bez nich, za rok czy pół, nie mam frontów wydobywczych. Moim zdaniem kopalnia ma przyszłość, jeśli prowadzone są roboty przygotowawcze i to, jak już wspomniałem, skutecznie dziś realizujemy.
Jakie są nastroje wśród górników w związku z tym, że w świetle zmian klimatu i polityki klimatycznej branża węglowa już nie jest perspektywiczna?
Pracownicy naszych kopalń podchodzą do tego bardzo rozsądnie. Przy tym napływie informacji o kurczeniu się branży w przyszłości wierzą w jedną rzecz: to nie będzie cięcie z dnia na dzień. Zdają sobie sprawę, że węgiel może być albo będzie takim regulatorem wytwarzania energii z wiatru czy słońca. Wychodzą z założenia, i moim zdaniem słusznie, że po co właściciel ma szukać innych zasobów, jeżeli u nas jest węgiel i to w bardzo dużych ilościach, zalega pod mało zurbanizowaną powierzchnią, a nasze koncesje wydobywcze udzielone są nawet do 2060 r.