Bywa tak, że przedsiębiorca planuje inwestycję i zależy mu na tym, by jak najmniej osób się o niej dowiedziało, zanim wszystko będzie gotowe. Tak jest np. gdy trzeba kupić kilka nieruchomości potrzebnych do stworzenia czegoś dużego (np. wybudowania fabryki, centrum handlowego). Może być też tak, że firma chce wejść z nowym produktem na rynek, do czego potrzebuje towarów od wielu innych przedsiębiorców. Gdy rynek dowiaduje się, że komuś bardzo zależy na transakcji – ceny rosną. Lepiej więc swoje szczególne zainteresowanie zachować w tajemnicy. Temu właśnie służy wpisywanie do zawieranych umów klauzuli poufności lub zawarcie oddzielnej umowy poufności (z ang. NDA – non-disclosure agreement).

Gdy do stołu siada dwóch przedsiębiorców – sprawa wydaje się jasna. Wątpliwości zaczynają się wówczas, gdy klauzulę poufności wpisuje się do umowy zawieranej przez przedsiębiorcę z osobą fizyczną nieprowadzącą działalności gospodarczej. Pojawia się bowiem pytanie: jak takie zastrzeżenie się ma do normy wyrażonej w art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, który stanowi, że każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Inaczej mówiąc: czy klauzula o poufności może ograniczyć konstytucyjne prawo do swobody wypowiedzi?

Art. 484 par. 1 kodeksu cywilnego

W razie niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania kara umowna należy się wierzycielowi w zastrzeżonej na ten wypadek wysokości bez względu na wysokość poniesionej szkody. Żądanie odszkodowania przenoszącego wysokość zastrzeżonej kary nie jest dopuszczalne, chyba że strony inaczej postanowiły.

Przełomowy wyrok

Kwestia, która budziła wątpliwości biznesu, nareszcie jest jasna. A to za sprawą wyroku Sądu Najwyższego z 10 grudnia 2019 r. (sygn. akt IV CSK 443/18), którego uzasadnienie poznaliśmy w początkach lutego tego roku. Dotyczy on możliwości uznawania klauzul poufności za sprzeczne z dobrymi obyczajami (art. 3851 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. − Kodeks cywilny; t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1145; ost.zm. Dz.U. z 2019 r. poz. 1495; dalej: k.c.), zasadami współżycia społecznego (art. 58 par. 2 k.c.) oraz wolnością słowa i pozyskiwania informacji (art. 54 ust. 1 Konstytucji RP). „Możliwość zobowiązania się do zachowania poufności informacji nie może zostać uznana za niedopuszczalną w świetle art. 54 ust. 1 Konstytucji RP” – stwierdził SN.

W ocenie ekspertów to przełomowy wyrok. – Orzeczenie może być wyjątkowo przydatne dla praktyków sali sądowej, szczególnie w kontekście typowych przeszkód procesowych, takich jak status konsumenta, zarzut naruszenia zasad współżycia społecznego, zarzut abuzywności, indywidualnego uzgodnienia postanowienia, wysokości szkody, miarkowania kary umownej – wskazuje Tomasz Prokop, radca prawny w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Cała sprawa zaczęła się od wyroku sądu okręgowego z kwietnia 2015 r., który zasądził od pozwanej na rzecz powódki kwotę 100 tys. zł. Sąd ten ustalił, że w związku z planowaną przez powodową spółkę budową elektrowni węglowej 28 sierpnia 2009 r. strony zawarły umowę przedwstępną w formie aktu notarialnego. Na jej podstawie pozwana jako sprzedawca oraz powodowa spółka jako kupujący zobowiązali się zawrzeć, po spełnieniu określonych warunków i nadejściu terminu, umowę sprzedaży oznaczonych nieruchomości za cenę ponad 8,5 mln zł. Co kluczowe, strony w umowie zastrzegły obowiązek przestrzegania zasad lojalności i poufności, przy czym zamieszczono w niej obszerną i szeroką definicję informacji poufnych oraz przewidziano zobowiązanie każdej ze stron do nieujawniania, bez uprzedniej pisemnej zgody drugiej strony, takich informacji jakiejkolwiek osobie trzeciej z wyjątkiem wymienionych podmiotów. Zgodnie z umową informacje poufne mogły być ujawniane także w przypadkach, w których byłoby to wymagane „zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, regulacjami lub toczącymi się postępowaniami”. Jako sankcję za naruszenie przez sprzedającą zobowiązania do zachowania poufności przewidziano karę umowną w wysokości 100 tys. zł. W umowie sprzedająca zobowiązała się również do współdziałania z kupującą w realizacji projektu w postaci budowy elektrowni, w tym do niepodejmowania jakichkolwiek działań, które mogłyby w jakikolwiek sposób opóźnić, utrudnić lub uniemożliwić jego realizację. Sąd rozpoznający sprawę ustalił, że kobieta otrzymała projekt umowy na tyle wcześnie, że mogła się z nim spokojnie zapoznać. W dniu zawarcia umowy pełnomocnik powodowej spółki przyjechał do pozwanej wraz z notariuszem, a spotkanie trwało osiem godzin. Ujmując to najprościej: warunki umowy zostały indywidualnie uzgodnione, a kobieta doskonale orientowała się, co podpisuje. Łącznie umowę ze spółką podpisało osiem osób. Wkrótce okazało się, że lokalna społeczność wie o cenie oferowanej przez powodową spółkę za jeden hektar ziemi. Informację ujawniła pozwana. Przekazała też dokumenty uzyskane podczas negocjacji umowy znajomemu rolnikowi, który sprzeciwiał się budowie elektrowni węglowej. Ba, kobieta po sprzedaży ziemi sama zaczęła podejmować aktywne działania mające doprowadzić do zablokowania planowanej budowy.

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ W TYGODNIKU GAZETA PRAWNA >>