statystyki

Po 2025 r. nikt, kto ma powiązania z węglem, nie uzyska od nas finansowania [WYWIAD]

autor: Łukasz Wilkowicz13.09.2019, 08:02; Aktualizacja: 13.09.2019, 09:34
- A teraz mówimy: po 2025 r. nikt, kto ma powiązania z węglem, nie uzyska od nas finansowania - mówi w rozmowie z DGP Brunon Bartkiewicz

- A teraz mówimy: po 2025 r. nikt, kto ma powiązania z węglem, nie uzyska od nas finansowania - mówi w rozmowie z DGP Brunon Bartkiewiczźródło: ShutterStock

- A teraz mówimy: po 2025 r. nikt, kto ma powiązania z węglem, nie uzyska od nas finansowania - mówi w rozmowie z DGP Brunon Bartkiewicz prezes ING Banku Śląskiego, związany z bankiem i Grupą ING od początku lat 90. Chief Innovation Officer w Grupie ING odpowiedzialny za promowanie nowoczesnych rozwiązań, technologii oraz szybkie wprowadzanie innowacyjnych pomysłów na rynek.

Niedawno mieliśmy szczyt sezonu składania wniosków na 500+: wiele osób robiło to za pośrednictwem internetu. I banki, jeden po drugim, informowały o problemach, bo zawieszały się ich systemy informatyczne. Czy nie jesteście przytłoczeni popularnością usług internetowych i mobilnych?

Banki, jak wszystkie instytucje, chcą być efektywne. A to oznacza dostosowanie możliwości działania do przewidywanego zainteresowania usługą. Rozbudowa możliwości ponad miarę po prostu kosztuje. W tym przypadku zanotowaliśmy gwałtowny przyrost liczby klientów logujących się niemal w tym samym czasie.

Klienci tak na to nie patrzą.

Jeśli ruch w sieci zdecydowanie przekracza założenia, to pojawiają się zaburzenia. W tym przypadku największą aktywność klientów zanotowano w środku nocy, właściwie zupełnie nieoczekiwane. To, że banki tak szybko potrafiły sobie poradzić z problemami, oznacza, że jesteśmy dobrze zorganizowani. Proszę pamiętać, że ruch w sieci w ciągu pierwszego dnia był porównywalny do ruchu w ciągu miesiąca przy poprzedniej fali składania wniosków.

Bo tym razem wnioski można było składać już na pierwsze dziecko.

Jeśli ktoś znienacka rzuciłby hasło: „Klienci banków, sprawdźcie teraz saldo!”, to możemy być pewni, że nasze systemy się zablokują. Ale proszę pomyśleć, co by się stało z Facebookiem, gdyby 10 proc. użytkowników portalu zechciało w tym samym momencie sprawdzić status. Sytuacja byłaby podobna.

Ale przypadki awarii zniechęcają do korzystania z konkretnych banków.

Dlatego na następną falę będziemy lepiej przygotowani.

Czy mimo wszystko nie jest to problem technologiczny? Banki w Polsce inwestowały w informatyczne systemy centralne 10–15 lat temu.

Są problemy z systemami zastanymi, legacy systems (to systemy, z którymi w razie awarii – np. z powodu ich skomplikowania czy braku dokumentacji – działy IT nie są w stanie sobie szybko poradzić – red.). Nasze banki są bardzo nowoczesne na front-endzie (tam, gdzie jest kontakt z klientem – w serwisie internetowym, mobilnym – red.). Na zapleczu, back-endzie, już niekoniecznie. Nowoczesne instytucje powinny nieustannie wymieniać wszystkie warstwy infrastruktury informatycznej. Kiedy kończymy wdrażanie nowego rozwiązania – może to zająć pół roku, może trzy lata – za chwilę powinniśmy zabierać się do tego od nowa. Ale kiedy bank walczy o zysk, to odkłada decyzje o unowocześnianiu infrastruktury ze względu na koszty. Wtedy powstaje IT Gap, technologiczna wyrwa – to wielkość, jaką firma musiałaby zainwestować, by dorównać do dzisiejszych wymagań rynkowych. Podkreślam – dzisiejszych. Nie mówimy o najnowszych technologiach. A im większy kłopot ma bank z generowaniem zwrotu z kapitału, tym bardziej musi oszczędzać. I często robi to na systemach informatycznych.


Pozostało jeszcze 75% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane