Żeby sprostać wyzwaniom klimatycznym, Unia Europejska będzie musiała pójść na wojnę ze światowymi producentami biopaliw.
Reklama
Zarzewie konfliktu handlowego tli się już teraz. Malezja, drugi największy producent oleju palmowego na świecie, zapowiedziała zaskarżenie Brukseli do Światowej Organizacji Handlu. Jak oświadczyło Kuala Lumpur, skarga zostanie złożona najpóźniej do listopada. Chodzi o przyjęty w marcu przez Komisję Europejską plan wycofywania się z biopaliw, który może poważnie uderzyć w interesy handlowe krajów dostarczających do Europy biokomponenty.
Do niedawna pozyskiwanie paliwa z biomasy było postrzegane jako sposób na walkę z globalnym ociepleniem, bo spalanie etanolu pochodzącego z roślin emituje znacznie mniej dwutlenku węgla niż wykorzystanie ropy naftowej. Okazało się jednak, że zwiększony popyt na biomasę prowadzi do masowej wycinki lasów deszczowych. Tak się składa, że palmy, z których produkowane jest jedno z najtańszych źródeł biopaliw, rosną dokładnie na tych samych obszarach, gdzie cenne lasy. Jak podała Komisja Europejska, 45 proc. nowych upraw palm olejowych założonych w ciągu ostatniej dekady powstało na terenach wykarczowanych lasów. Dlatego spalanie biopaliwa wyprodukowanego z oleju palmowego odpowiada – jak szacują naukowcy – za trzykrotnie większą emisję gazów cieplarnianych niż kopalny olej napędowy.
Za globalną ekspansję zagrażających lasom upraw w dużym stopniu odpowiedzialna jest Unia Europejska, która jest drugim największym na świecie importerem oleju palmowego. Ogółem jego zużycie rosło w ostatnich latach rekordowo, ponieważ Europejczycy coraz powszechniej spalają paliwo wyprodukowane z palm olejowych w silnikach swoich samochodów. W zeszłym roku 65 proc. importowanego do Europy oleju palmowego zużyto do produkcji biopaliwa, co oznacza wzrost o 3 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Zmalało natomiast wykorzystanie oleju palmowego do produkcji żywności i pasz dla zwierząt – o 11 proc.
Jak mówi Nico Muzi z organizacji Transport & Environment, rosnące zużycie biopaliw w UE to konsekwencja unijnej polityki wprowadzonej w 2009 r. dyrektywą o odnawialnych źródłach energii, której efektem było dotowanie biopaliw. – Lekarstwo okazało się gorsze od choroby, dlatego Komisja Europejska w marcu zdecydowała o tym, że biopaliwo przestanie być „zielonym paliwem” i nie powinno być promowane, bo powoduje wylesianie – podkreśla ekspert. Dzisiaj biopaliwa zaliczane są do odnawialnych źródeł energii, ale począwszy od 2023 r., zacznie się to stopniowo zmieniać. Wówczas wprowadzony zostanie limit na ilość biopaliw, jaki kraje członkowskie będą mogły uwzględnić, szacując swój udział OZE w miksie energetycznym. W kolejnych latach ograniczenia będą zwiększane, a w 2030 r. biodiesel w ogóle przestanie być „zielonym paliwem”. To właśnie tę politykę kwestionuje Malezja jako gwałcącą prawa handlowe.
Komisja Europejska chce też walczyć z subsydiowaniem paliw z biokomponentów. W sierpniu na indonezyjskie biopaliwa zostały nałożone cła wyrównawcze w wysokości od 8 do 18 proc. To na razie rozwiązanie tymczasowe, wprowadzenie taryf na stałe jest uzależnione od wyniku unijnego śledztwa w tej sprawie. KE podejrzewa, że indonezyjscy producenci biopaliw otrzymują od Dżakarty zwolnienia z podatków czy dostęp do tańszego oleju palmowego, co z kolei obniża konkurencyjność producentów europejskich. W odpowiedzi na ten ruch Brukseli Indonezja zagroziła obłożeniem europejskiego nabiału cłami w wysokości 25 proc. – Groźby handlowe to fakt, ale prawda jest też taka, że Indonezja aż 10 proc. swojego eksportu kieruje do UE, tymczasem eksport do Indonezji stanowi zaledwie 1 proc. unijnego eksportu ogółem. To sprawia, że to Indonezja może znaleźć się w niekorzystnym położeniu, jeśli konflikt o biopaliwa będzie eskalował – zwraca uwagę Nico Muzi.
Spór o palmy olejowe przekłada się na rozmowy w sprawie umów handlowych z krajami w Azji Południowo-Wschodniej. UE sfinalizowała ostatnio negocjacje z Wietnamem i Singapurem, kolejna miała być Indonezja, ale rozmowy utknęły w martwym punkcie. Od lat zamrożone są też negocjacje z Malezją i sytuacja na rynku biopaliw nie pomaga.
Problematyczne mogą być również relacje z Ameryką Południową. Komisja Europejska wynegocjowała niedawno umowę handlową z blokiem krajów południowoamerykańskich Mercosur, która oznacza szersze otwarcie europejskiego rynku na import innego biokomponentu używanego do pozyskiwania biopaliw – soi. Organizacja Transport & Environment ostrzega, że po oleju palmowym to soja może stać się kolejnym źródłem problemu z biodieslem. ©℗