Przekop Mierzei Wiślanej i stworzenie drogi wodnej do Elbląga będzie finansowane centralnie, ale pieniądze na dostosowanie portu do inwestycji miasto musi znaleźć samo. Samorządowcy są zaskoczeni.
Reklama
– Port trzeba pogłębić do pięciu metrów, by mogły tu wpływać barki z kontenerami. Przystosowanie go do parametrów całego przekopu to koszt ok. 150 mln zł. Czyli budżet inwestycyjny miasta na niemal całą kadencję. A bez tego przekop pozostanie budową turystyczną bez znaczenia gospodarczego dla regionu – mówi DGP senator PO Jerzy Wcisła, przewodniczący parlamentarnego zespołu rozwoju dróg wodnych. I cytuje fragment odpowiedzi Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śród lądowej na jego interpelację, że „w przypadku inwestycji portowych będzie to zadanie w gestii zarządu portu”. Czyli miasta.
Zaskoczenia nie kryje prezydent Elbląga. – Zgodnie z ustawą o portach i przystaniach morskich przy portach małych, jakim jest elbląski, tor i infrastruktura są finansowane z budżetu państwa – mówił na niedawnej konferencji Witold Wróblewski. Przekonywał, że taką zapowiedź usłyszał w kwietniu podczas spotkania z ministrem. A jedyne dyskusje dotyczyły tego, gdzie złożyć refulat, czyli urobek z prac pogłębiających, bo działka zaproponowana pierwotnie przez miasto może się okazać niewystarczająca.
W podobnym tonie wypowiadał się też Artur Zgliński, dyrektor portu w Elblągu. I chociaż obaj zgodnie podkreślają, że przekop jest dla miasta wielką szansą, to sposób udzielenia pomocy budzi kontrowersje. Inwestycja, której całkowity budżet wzrósł już niemal do 2 mld zł, została rozłożona na trzy etapy: budowę kanału przez Mierzeję Wiślaną, toru wodnego przez Zalew Wiślany oraz pogłębienie rzeki Elbląg. – To ostatnie, jak się teraz okazuje, ma się odbyć do granicy portu – mówi senator. – To tak, jakby wybudować autostradę, która ma ożywić region, ale nie zaplanować od niej zjazdów – dodaje.

Reklama

Obawy miasta

Poprosiliśmy o komentarz resort gospodarki morskiej. – To tak, jakby autostradą zawiadywał rząd, a zjazdem samorząd – odpowiada rzecznik resortu Michał Kania, odnosząc się do porównania senatora. – My pogłębiamy zalew i rzekę. Nie możemy robić inwestycji w Elblągu, bo o tym decyduje miasto. I to władzom samorządowym powinno zależeć na rozwoju portu, znalezieniu pieniędzy na sfinansowanie swojej części inwestycji – dodaje.
W resorcie mówią o przynajmniej dwóch rozwiązaniach: ubieganiu się o dofinansowanie ze środków europejskich lub przekazaniu części udziałów w porcie Skarbowi Państwa. Ten formalny zabieg dałby możliwość rządowego finansowania. – Była taka propozycja, ale skończyło się na niczym. Skąd w mieście obawy? – pyta Michał Kania. Podkreśla, że nie ma mowy o wstrzymaniu prac przy przekopie. Umowa na realizację pierwszego etapu powinna zostać podpisana na przełomie września i października. Prace ruszą od razu. Mają potrwać do 34 miesięcy.

Odbijanie piłeczki

– Region czeka na przekop, a senator sieje niepokój, wyciągając fałszywe wnioski. Na tym etapie prac to niedopuszczalne. Jest jasny podział obowiązków. Obrotnice statków i pogłębianie torów to m.in. inwestycje należące do portu – ocenia z kolei Dorota Arciszewska-Mielewczyk z PiS, przewodnicząca komisji gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. – Dobry gospodarz szuka źródeł finansowania, a nie czeka, aż wszystko zadzieje się samo – wtóruje jej Zbigniew Babalski, pochodzący z Elbląga poseł PiS. I przypomina, że Witold Wróblewski jest prezydentem kolejną kadencję. – Zna okolicę. Na pewno znajdzie inwestorów, choćby w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego – mówi.
Politycy PiS wypominają Platformie zaniedbania z czasów, kiedy była u władzy. To m.in. brak inwestycji na rzekach, które w tym regionie nie są przystosowane do większej żeglugi. Opozycja odbija piłeczkę, przypominając, że podpisała z warmińsko-mazurskim samorządem kontrakt terytorialny, w którym była mowa o wsparciu dla pogłębienia portu i prac na nabrzeżach, i obecny rząd powinien te zapisy uwzględnić. Pewne jest tylko to, że trwa kampania wyborcza, a inwestycja na Mierzei jest jej ważnym punktem.